20.09.2023, 22:20 ✶
Zranione spojrzenie było niczym cios w brzuch. Nie wiedziała, co spowodowało, że teraz jego oczy były właśnie… takie, ale aż za dobrze pamiętała, kiedy widziała coś podobnego (a może to tylko umysł płatał już figla, może wędrówka przez Limbo wypaczyła pewne rzeczy? Nie wiedziała, nie miała pewności, ile tak naprawę pozostało z Clare; niby zdawało się, że pamięta wszystko, ale… czy na pewno? Zweryfikowanie tego było niemożliwością). I na dodatek, co było w tym chyba najgorsze, to właśnie ona była powodem. Och, naprawdę, jak mogła być taką idiotką i ugiąć się pod wolą rodziców?
Utrzymanie kontaktu z siostrą byłoby wtedy zapewne mocno trudniejsze, ale – jak podejrzewała – nie niemożliwe. Z perspektywy czasu – naprawdę popełniła największy możliwy błąd, jaki mogła popełnić.
I zmarnowała dwa życia, nie jedno. Pal licho, gdyby tylko własne, ale średnio mogła sobie wybaczyć, że zrobiła to i Patrickowi, nie potrafiąc powiedzieć przez te wszystkie lata „to koniec, to się nie uda, tu musimy się rozejść w różne strony. Zapomnij o mnie i żyj”.
Mawiało się, że oczy były zwierciadłem duszy. Może i tak naprawdę było? Te, które miała Alanna – całkiem niepodobne do bezmiaru błękitu, uwięzionego w spojrzeniu dawnej Clare. Ale jakieś odbicie Avery się w nich pojawiło. Ból, bo była świadkiem jego bólu i nie miała jak w tym ulżyć. I troska. Bo mimo wszystko, wbrew pozorom, nadal jej zależało. Choć, oczywiście, nie mógł być świadomy tego nadal.
- I raczej jednorazowe, mam nadzieję – uzupełniła, odwracając spojrzenie, jakby podskórnie czując, że właśnie się zdradza. A na to nie mogła pozwolić – Niektórzy by się ucieszyli, gdyby pozbyli się jędzy – mruknęła, próbując nieco wszystko odwrócić, zażartować. Skinęła lekko głową. Tak. Dobrze, bardzo dobrze, że to sobie wyjaśnili – i znów, jaka była głupia. Bo nawet jeśli naprawdę się oświadczał, to… to nic jej do tego, bo żadne deklaracje nie zostały złożone.
A przeszłość była tylko przeszłością, księgą, której ostatni rozdział został zapisany. Choć może istniała szansa na drugi tom…
- Spróbuj zatem odpocząć – odparła dość łagodnie. Kolejne skinięcie głową – Tak, zdecydowanie powinniśmy – potwierdziła. Choć… może i nie powinni. Może powinna tak naprawdę odciąć się od niego – dla jego bezpieczeństwa. Tylko znów, to było takie trudne…
Zamarła na chwilę, odprowadzając Patricka spojrzeniem, aż do wyjścia. I pewnie trwałaby tak przez dłuższy moment, gdyby natarczywy głos klienta nie sprowadził jej do rzeczywistości...
Utrzymanie kontaktu z siostrą byłoby wtedy zapewne mocno trudniejsze, ale – jak podejrzewała – nie niemożliwe. Z perspektywy czasu – naprawdę popełniła największy możliwy błąd, jaki mogła popełnić.
I zmarnowała dwa życia, nie jedno. Pal licho, gdyby tylko własne, ale średnio mogła sobie wybaczyć, że zrobiła to i Patrickowi, nie potrafiąc powiedzieć przez te wszystkie lata „to koniec, to się nie uda, tu musimy się rozejść w różne strony. Zapomnij o mnie i żyj”.
Mawiało się, że oczy były zwierciadłem duszy. Może i tak naprawdę było? Te, które miała Alanna – całkiem niepodobne do bezmiaru błękitu, uwięzionego w spojrzeniu dawnej Clare. Ale jakieś odbicie Avery się w nich pojawiło. Ból, bo była świadkiem jego bólu i nie miała jak w tym ulżyć. I troska. Bo mimo wszystko, wbrew pozorom, nadal jej zależało. Choć, oczywiście, nie mógł być świadomy tego nadal.
- I raczej jednorazowe, mam nadzieję – uzupełniła, odwracając spojrzenie, jakby podskórnie czując, że właśnie się zdradza. A na to nie mogła pozwolić – Niektórzy by się ucieszyli, gdyby pozbyli się jędzy – mruknęła, próbując nieco wszystko odwrócić, zażartować. Skinęła lekko głową. Tak. Dobrze, bardzo dobrze, że to sobie wyjaśnili – i znów, jaka była głupia. Bo nawet jeśli naprawdę się oświadczał, to… to nic jej do tego, bo żadne deklaracje nie zostały złożone.
A przeszłość była tylko przeszłością, księgą, której ostatni rozdział został zapisany. Choć może istniała szansa na drugi tom…
- Spróbuj zatem odpocząć – odparła dość łagodnie. Kolejne skinięcie głową – Tak, zdecydowanie powinniśmy – potwierdziła. Choć… może i nie powinni. Może powinna tak naprawdę odciąć się od niego – dla jego bezpieczeństwa. Tylko znów, to było takie trudne…
Zamarła na chwilę, odprowadzając Patricka spojrzeniem, aż do wyjścia. I pewnie trwałaby tak przez dłuższy moment, gdyby natarczywy głos klienta nie sprowadził jej do rzeczywistości...
Koniec sesji