09.11.2022, 01:54 ✶
Nie chciał rozmawiać o śmierci małżonki, właściwie był już nieco podirytowany faktem, że każdy pytał go jak się czuje, musiał kłaść nacisk na to, aby nie wyglądać zbyt perfekcyjnie, a to kłóciło się z całą jego osobowością. Zapewne o wiele prościej byłoby mu przechodzić tę żałobę, gdyby uczucia, które pokazywał innym były szczere. Skupił wzrok na nurcie rzeki, chłodzie jej zabarwionej błękitem nieba przeźroczystości, po tym jak promienie słoneczne odgoniły zaklętą w niej od rana szarość. Koń stąpał miarowo, równo, tak, że rutyna wykonywanych kroków była komfortowa. Znajome ruchy polaryzowały się kojąco, pomagały umysłowi w zrelaksowaniu i nie odchodzeniu w meandry wyrzutów sumienia czy negatywnych emocji związanych ze śmiercią Simone, jej domniemaną chorobą oraz zranioną, smutną i rozczarowaną twarzą Perseusza. Nie był pewien jak reagować na to ostatnie, więc niezdrowym zwyczajem odkładał to w czasie korzystając z umiejętności ukrycia się pod szronem obojętności.
- Złamaniu? - zmarszczył brwi i oderwał spojrzenie niebieskich oczu od przyrody, aby skupić je na siostrze. Na jego twarzy wykwitło coś pokroju figlarnego uśmieszku, na który nie pozwoliłby sobie w towarzystwie. Lekkie zmarszczki skumulowały się w kącikach ust rozciągając blade policzki w wyrazie zadowolenia - No proszę, kto by się powiedział, ze tak bardzo potrafisz dać się we znaki. Chyba nie powinienem się dziwić, nawet jeżeli wszyscy uważają Cię za milszą wersję mnie i Eden to zostałaś wychowana pod tym samym dachem. - wzruszył lekko ramionami pokazując tym samym, że krzywda teściowej nie robi na nim aż takiego wrażenia, a przynajmniej jej nie współczuł. Znał Eunice bardzo dobrze i wiedział, że nie zrobiłaby tego, gdyby nie chodziło o obronę własną. Czystokrwiści rodzice z przerostem ego mieli to do siebie, że często należało im się tego typu traktowanie. Sam miewał momenty, w których w myślach rachował Fortinbrasowi wszystkie kości, ostatnio mniej, bo musiał skupić się na pogrzebie i opanowaniu sytuacji z żoną i dzieckiem, ale w ogólnym rozrachunku nigdy nie pałał do rodziców miłością, wręcz odwrotnie.
- Już przestaje, wybacz. Co, właściwie się stało? Czemu złamałaś jej rękę? Wnioskuje, że musiała Ci się czymś narazić, bo nie sądzę, aby samo mieszanie w antykoncepcji spowodowało, ze weszłaś do salonu i pierwsze co postanowiłaś porachować jej kości. - uniósł lekko brwi, na jego twarzy wciąż pozostawał cień usatysfakcjonowanego uśmieszku, ale w jasnoniebieskich oczach odbił się też wyraz zmartwienia, zatroskania zmieszany z konsternacją.
- Niedawno...? Czy to znaczy, że spodziewacie się dziecka? - zapewne pare lat temu nie wiedziałby jak sformułować te pytanie, ale po narodzinach Nicholasa oswoił się z tematem potomstwa na tyle, że mógł brzmieć pewnie - Bo domyślam się, że taki był cel Daphne, tak? Chyba, że pała do Ciebie nienawiścią tak generalnie, wtedy sam wybiorę się do Percy'ego, aby z nim porozmawiać. Rozumiem, ze chodzi o lasce, ale aby nie mógł okiełznać własnej matki... w głowie mi się to nie mieści. - mruknął pod nosem, ale nie wydawał jeszcze osądów, bo nie znał całości sytuacji. To, co powiedziała mu młodsza siostra jedynie zarysowywało szkic, którego historia, według Elliotta była bardziej obszerna niż kobieta prezentowała i chyba to najbardziej go martwiło.
- Złamaniu? - zmarszczył brwi i oderwał spojrzenie niebieskich oczu od przyrody, aby skupić je na siostrze. Na jego twarzy wykwitło coś pokroju figlarnego uśmieszku, na który nie pozwoliłby sobie w towarzystwie. Lekkie zmarszczki skumulowały się w kącikach ust rozciągając blade policzki w wyrazie zadowolenia - No proszę, kto by się powiedział, ze tak bardzo potrafisz dać się we znaki. Chyba nie powinienem się dziwić, nawet jeżeli wszyscy uważają Cię za milszą wersję mnie i Eden to zostałaś wychowana pod tym samym dachem. - wzruszył lekko ramionami pokazując tym samym, że krzywda teściowej nie robi na nim aż takiego wrażenia, a przynajmniej jej nie współczuł. Znał Eunice bardzo dobrze i wiedział, że nie zrobiłaby tego, gdyby nie chodziło o obronę własną. Czystokrwiści rodzice z przerostem ego mieli to do siebie, że często należało im się tego typu traktowanie. Sam miewał momenty, w których w myślach rachował Fortinbrasowi wszystkie kości, ostatnio mniej, bo musiał skupić się na pogrzebie i opanowaniu sytuacji z żoną i dzieckiem, ale w ogólnym rozrachunku nigdy nie pałał do rodziców miłością, wręcz odwrotnie.
- Już przestaje, wybacz. Co, właściwie się stało? Czemu złamałaś jej rękę? Wnioskuje, że musiała Ci się czymś narazić, bo nie sądzę, aby samo mieszanie w antykoncepcji spowodowało, ze weszłaś do salonu i pierwsze co postanowiłaś porachować jej kości. - uniósł lekko brwi, na jego twarzy wciąż pozostawał cień usatysfakcjonowanego uśmieszku, ale w jasnoniebieskich oczach odbił się też wyraz zmartwienia, zatroskania zmieszany z konsternacją.
- Niedawno...? Czy to znaczy, że spodziewacie się dziecka? - zapewne pare lat temu nie wiedziałby jak sformułować te pytanie, ale po narodzinach Nicholasa oswoił się z tematem potomstwa na tyle, że mógł brzmieć pewnie - Bo domyślam się, że taki był cel Daphne, tak? Chyba, że pała do Ciebie nienawiścią tak generalnie, wtedy sam wybiorę się do Percy'ego, aby z nim porozmawiać. Rozumiem, ze chodzi o lasce, ale aby nie mógł okiełznać własnej matki... w głowie mi się to nie mieści. - mruknął pod nosem, ale nie wydawał jeszcze osądów, bo nie znał całości sytuacji. To, co powiedziała mu młodsza siostra jedynie zarysowywało szkic, którego historia, według Elliotta była bardziej obszerna niż kobieta prezentowała i chyba to najbardziej go martwiło.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦