09.11.2022, 02:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 03:02 przez Elliott Malfoy.)
Był w pracy całkiem innym człowiekiem, chociaż często gubił się w tym, która wersja jego była tą prawdziwą. Poczuł pewien dyskomfort płynący z chęci wtrącenia się Longbottoma, ale nie pokazał tego po sobie. Rozumiał, dlaczego drugi mężczyzna mógłby chcieć zareagować; pomoc i uprzejmość wydawały się jego pierwszą oraz drugą naturą. Elliott, pomimo stawiania poprzeczki wysoko był osobą miękką, cudze pozytywne intencje budziły w nim resztki uczuć, których nie zdołał jeszcze schować głęboko pod skorupą wyuczonej dominacji i obojętności wobec ludzkiego losu.
Charakterystyczne, towarzyszące mu każdego poranka zmęczenie wciąż tliło się z tyłu głowy, gdy zamykał za nimi drzwi gabinetu i pozwalał myślom odpłynąć do przymusu przearanżowania ustawionych na ten dzień aktywności i planów. Brak asystentki wiązał się z nowymi obowiązkami, dokumentami i prawdopodobnym przesunięciem bardziej naglących spraw. Musiał to wszystko odłożyć na bok i zająć się zaproszonym do gabinetu mężczyzną, co znowu nie było wcale taką złą opcją. Definitywnie wolał towarzystwo Erika od poprzedniego mężczyzny, który wydawał się nie mieć pojęcia, o tym, co robi. Elliott westchnął w duchu, musiał przestać tak bardzo krytykować innych i wymagać od nich perfekcji, ludzie nigdy nie będą wystarczająco dobrzy, pomyślał, ale, gdy spojrzenie niebieskich oczu skrzyżowało się znowu z tym Erika nuta powątpiewania wkradła się w ciężki stukot lokomotywy kłębiących się przemyśleń.
Powaga, którą miał wypisaną na twarzy jeszcze sekundę temu zelżała, bo mógł pozwolić sobie na opuszczenie gardy, chociaż na chwilę, nie całkowicie, bo tego nigdy nie robił, ale rozmowa z kimś bardziej znanym była jak gra w szachy dla przyjemności, a nie w pogoni za wygraną. Przekręcił delikatnie głowę w zaciekawieniu korzystając z tego, że brunet skupił się przez dobrą sekundę na oknie. Blade promienie słoneczne, przefiltrowane przez szkło szyby opadły na zmęczoną twarz Erika i Malfoy mógł przysiąc, że jeszcze chwila, a byłby oskarżony o gapienie się; uprzejmość rysów twarzy Longbottoma poniekąd kłóciła się z jego aparycją, ale blondyn odnajdywał w tych dwóch rzeczach niecodzienną harmonię, delikatnie podsycającą w nim ekscytację i chęć zacieśnienia więzi z tym mężczyzną.
Przez chwilę zapomniał, że nadeszła jego kolej, aby mówić. Powstrzymał się przed zamruganiem, które mogłoby zaalarmować rozmówcę o tym, że odpłynął na chwilę myślami i to w tak trywialną i płytką stronę. Przekręcił małym palcem złoty sygnet znajdujący się na palcu serdecznym, aby dodać sobie tym gestem więcej pewności, bo zaskakująco, akurat teraz, po tym jak odstawił całą tę szopkę z byłą pracownicą, jej potrzebował.
- Z powodu charyzmy czy starej znajomości? - uniósł jedną brew pozwalając chwilowemu utonięciu w zamyśleniu odejść w niepamięć. W kącikach ust pojawił się cień uśmiechu, myśl o tym, że pracownicy Ministerstwa ciągnęli słomki, aby wyłonić nieszczęśnika, który musiałby się z nim skonfrontować przynosiła mu satysfakcję. Jakby nie patrzeć, pracował na swoim stanowisku dobrych parę lat, a z początku zmagał się też z opinią 'syna swojego ojca', który dostał pracę po znajomości. Miał zbyt duże ego i przerost ambicji, aby pozwolić innym tak o sobie myśleć.
- To chyba rodzinne. - postanowił zbyć pochlebstwo Erika żartem zahaczającym o to w jaki sposób postrzegani w Ministerstwie byli jego siostra oraz ojciec, ale zaraz też uśmiechnął się odrobinę przyjaźniej - Nie miałbym potrzeby, aby tak cię traktować. No, chyba, że z jakiegoś powodu byś sobie tego życzył. Różne ludzie mają preferencje. - nietuzinkowa filuterność zamigotała w spojrzeniu Malfoya, gdy wypowiadał te słowa i bacznie przyglądał się możliwej reakcji swojego rozmówcy. Nie był pewien, czy nie przesadził, ale właśnie z tego powodu przygotował sobie w głowie parę opcji ratunkowych, którymi mógłby uciec jeżeli konwersacja nie potoczyłaby się nazbyt przyjemnie. Poniekąd żartował, ale nie był też w stanie rozszyfrować dlaczego Erik zdawał się aż tak bardzo go lubić i komplementować. Mógłby przysiąc, że nie chodziło o manipulację, ale podejrzliwa natura kazała jej nie wykluczać. Longbottom wydawał mu się zbyt miłą i ciepłą osobą, aby zrobić coś takiego i też te dwie cechy przyciągały ku niemu Elliotta; skłamałby, gdyby powiedział, ze zapierał się przed tym rękoma i nogami. Miał słabość do pewnego typu charakteru (wyglądu, być może też, ale swoją płytkość bardzo szybko zamiatał pod dywan), a fakty, że poza byciem miłym detektyw odznaczał się też intelektem i umiejętnością wyłożenia swoich myśli w sposób elokwentny sprawiały, że stwierdzenie 'miękną mi kolana' zbyt szybko pojawiało się w głowie blondyna i bardzo wolno chciało z niej ulecieć.
- Oh, faktycznie. - zmarszczył brwi w niewielkim zmartwieniu, co też było u niego niecodziennym wyrazem twarzy, wyglądającym zaskakująco szczerze - Nie powinni dać ci dłuższego urlopu? Nie wygląda to za dobrze. - odparł zanim zorientował się jak mogło to zabrzmieć. Nie był najlepszy w troszczeniu się o innych, nikt nigdy nie zaprezentował mu jak się to robi, więc cały proces wydawał się niekomfortowo obcy - Nie, abyś ty prezentował się źle, po prostu każdy powinien mieć czas na odpoczynek po rzeczach, na które nie ma wpływu. - uściślił, ale poczuł się tylko jeszcze gorzej, bo brzmiało to jak tandetne tłumaczenie się. Miał ochotę schować twarz w rękach, ale zamiast tego po prostu przyjął na nią maskę obojętności zabarwioną lekkim skonsternowaniem. Wyuczone w domu nawyki nie były najzdrowsze, ale ratowały go w sytuacjach kryzysowych jak nic innego.
Swoją drogą, w kwestii urlopu - nie sądził, aby Erik martwił się o pieniądze... nadmiar zaległości? Być może. Kwestia likantropii była dla Elliotta... cóż, personalnie nie myślał o tym jako o czymkolwiek, co zmieniałoby jego mniemanie o Longbottomie, ale był to wyjątkowy przypadek. Uprzedzenia wyniesione z domu wciąż się za nim ciągnęły, tak samo jak opinie, które zaczerpnął od głowy rodu.
Powstrzymał się przed spuszczeniem wzroku, był w pracy, musiał zachowywać się profesjonalnie, a poza tym nie chciał teraz pozwalać myślom odpływać w rejony podważania wyznawanych zasad i przekonań. Było na to stosunkowo za wcześnie. Zanim usiadł na przeciwko rozmówcy wykonał różdżką pare gestów sprawiając, że zaproponowała herbata sama zaczęła się parzyć, a dwie filiżanki wyfrunęły z szafki.
- Nie przejmuj się tym, niezależnie od twojej wizyty to musiało się stać. Loraine nie potrafiła uporządkować wszystkiego w odpowiedni sposób, zgodziłem się ją zatrudnić, aby dać jej możliwość rozwoju i doświadczenie w pracy administracyjnej, ale najwidoczniej się po prostu do tego nie nadawała. Przynajmniej nie u mnie, może znajdzie szczęście u kogoś innego. - skwitował krótko podjęta przez siebie decyzję, nie chciał też, aby Erik czuł się przez to winny - Nie obarczaj się tym, niepotrzebnie zrobiłem to w taki sposób, to było dla ciebie bardzo niekomfortowe, ale wcześniejsze spotkanie wyczerpało moją cierpliwość. Nie żałuję tej decyzji, ale mogłem się tym zająć w mniej emocjonalny, a bardziej profesjonalny sposób i za to przepraszam. - jeżeli ktoś chciał mu zarzucić bycie nieodpowiednim przełożonym to musiałby się naprawdę postarać. Miał opinię wymagającego, ale nigdy nie zwalniał ludzi, aby popisać się przed innymi lub po prostu się na nich odegrać. Zawsze miał powód, zdawał sobie sprawę, że każdy z nich miał życie i chociaż nie miał pojęcia jak to jest, kiedy braknie dachu nad głową albo galeonów w kieszeni to nie chciał mieć opinii tyrana.
- Masz ze sobą jakieś dokumenty, o czym chcesz ze mną rozmawiać? Chcesz dołożyć jakieś szczegóły do teczki, którą mam przed sobą? - to mówiąc otworzył otrzymane od byłej asystentki papiery, a filiżanki z czarną herbatą ułożyły się na porcelanowych talerzykach. Zaraz też dołączyła do nich część zastawy z mlekiem oraz cukrem. Elliott nie musiał się kłopotać i nalewać naparu, bo zaklęcie zrobiło to za niego.
Charakterystyczne, towarzyszące mu każdego poranka zmęczenie wciąż tliło się z tyłu głowy, gdy zamykał za nimi drzwi gabinetu i pozwalał myślom odpłynąć do przymusu przearanżowania ustawionych na ten dzień aktywności i planów. Brak asystentki wiązał się z nowymi obowiązkami, dokumentami i prawdopodobnym przesunięciem bardziej naglących spraw. Musiał to wszystko odłożyć na bok i zająć się zaproszonym do gabinetu mężczyzną, co znowu nie było wcale taką złą opcją. Definitywnie wolał towarzystwo Erika od poprzedniego mężczyzny, który wydawał się nie mieć pojęcia, o tym, co robi. Elliott westchnął w duchu, musiał przestać tak bardzo krytykować innych i wymagać od nich perfekcji, ludzie nigdy nie będą wystarczająco dobrzy, pomyślał, ale, gdy spojrzenie niebieskich oczu skrzyżowało się znowu z tym Erika nuta powątpiewania wkradła się w ciężki stukot lokomotywy kłębiących się przemyśleń.
Powaga, którą miał wypisaną na twarzy jeszcze sekundę temu zelżała, bo mógł pozwolić sobie na opuszczenie gardy, chociaż na chwilę, nie całkowicie, bo tego nigdy nie robił, ale rozmowa z kimś bardziej znanym była jak gra w szachy dla przyjemności, a nie w pogoni za wygraną. Przekręcił delikatnie głowę w zaciekawieniu korzystając z tego, że brunet skupił się przez dobrą sekundę na oknie. Blade promienie słoneczne, przefiltrowane przez szkło szyby opadły na zmęczoną twarz Erika i Malfoy mógł przysiąc, że jeszcze chwila, a byłby oskarżony o gapienie się; uprzejmość rysów twarzy Longbottoma poniekąd kłóciła się z jego aparycją, ale blondyn odnajdywał w tych dwóch rzeczach niecodzienną harmonię, delikatnie podsycającą w nim ekscytację i chęć zacieśnienia więzi z tym mężczyzną.
Przez chwilę zapomniał, że nadeszła jego kolej, aby mówić. Powstrzymał się przed zamruganiem, które mogłoby zaalarmować rozmówcę o tym, że odpłynął na chwilę myślami i to w tak trywialną i płytką stronę. Przekręcił małym palcem złoty sygnet znajdujący się na palcu serdecznym, aby dodać sobie tym gestem więcej pewności, bo zaskakująco, akurat teraz, po tym jak odstawił całą tę szopkę z byłą pracownicą, jej potrzebował.
- Z powodu charyzmy czy starej znajomości? - uniósł jedną brew pozwalając chwilowemu utonięciu w zamyśleniu odejść w niepamięć. W kącikach ust pojawił się cień uśmiechu, myśl o tym, że pracownicy Ministerstwa ciągnęli słomki, aby wyłonić nieszczęśnika, który musiałby się z nim skonfrontować przynosiła mu satysfakcję. Jakby nie patrzeć, pracował na swoim stanowisku dobrych parę lat, a z początku zmagał się też z opinią 'syna swojego ojca', który dostał pracę po znajomości. Miał zbyt duże ego i przerost ambicji, aby pozwolić innym tak o sobie myśleć.
- To chyba rodzinne. - postanowił zbyć pochlebstwo Erika żartem zahaczającym o to w jaki sposób postrzegani w Ministerstwie byli jego siostra oraz ojciec, ale zaraz też uśmiechnął się odrobinę przyjaźniej - Nie miałbym potrzeby, aby tak cię traktować. No, chyba, że z jakiegoś powodu byś sobie tego życzył. Różne ludzie mają preferencje. - nietuzinkowa filuterność zamigotała w spojrzeniu Malfoya, gdy wypowiadał te słowa i bacznie przyglądał się możliwej reakcji swojego rozmówcy. Nie był pewien, czy nie przesadził, ale właśnie z tego powodu przygotował sobie w głowie parę opcji ratunkowych, którymi mógłby uciec jeżeli konwersacja nie potoczyłaby się nazbyt przyjemnie. Poniekąd żartował, ale nie był też w stanie rozszyfrować dlaczego Erik zdawał się aż tak bardzo go lubić i komplementować. Mógłby przysiąc, że nie chodziło o manipulację, ale podejrzliwa natura kazała jej nie wykluczać. Longbottom wydawał mu się zbyt miłą i ciepłą osobą, aby zrobić coś takiego i też te dwie cechy przyciągały ku niemu Elliotta; skłamałby, gdyby powiedział, ze zapierał się przed tym rękoma i nogami. Miał słabość do pewnego typu charakteru (wyglądu, być może też, ale swoją płytkość bardzo szybko zamiatał pod dywan), a fakty, że poza byciem miłym detektyw odznaczał się też intelektem i umiejętnością wyłożenia swoich myśli w sposób elokwentny sprawiały, że stwierdzenie 'miękną mi kolana' zbyt szybko pojawiało się w głowie blondyna i bardzo wolno chciało z niej ulecieć.
- Oh, faktycznie. - zmarszczył brwi w niewielkim zmartwieniu, co też było u niego niecodziennym wyrazem twarzy, wyglądającym zaskakująco szczerze - Nie powinni dać ci dłuższego urlopu? Nie wygląda to za dobrze. - odparł zanim zorientował się jak mogło to zabrzmieć. Nie był najlepszy w troszczeniu się o innych, nikt nigdy nie zaprezentował mu jak się to robi, więc cały proces wydawał się niekomfortowo obcy - Nie, abyś ty prezentował się źle, po prostu każdy powinien mieć czas na odpoczynek po rzeczach, na które nie ma wpływu. - uściślił, ale poczuł się tylko jeszcze gorzej, bo brzmiało to jak tandetne tłumaczenie się. Miał ochotę schować twarz w rękach, ale zamiast tego po prostu przyjął na nią maskę obojętności zabarwioną lekkim skonsternowaniem. Wyuczone w domu nawyki nie były najzdrowsze, ale ratowały go w sytuacjach kryzysowych jak nic innego.
Swoją drogą, w kwestii urlopu - nie sądził, aby Erik martwił się o pieniądze... nadmiar zaległości? Być może. Kwestia likantropii była dla Elliotta... cóż, personalnie nie myślał o tym jako o czymkolwiek, co zmieniałoby jego mniemanie o Longbottomie, ale był to wyjątkowy przypadek. Uprzedzenia wyniesione z domu wciąż się za nim ciągnęły, tak samo jak opinie, które zaczerpnął od głowy rodu.
Powstrzymał się przed spuszczeniem wzroku, był w pracy, musiał zachowywać się profesjonalnie, a poza tym nie chciał teraz pozwalać myślom odpływać w rejony podważania wyznawanych zasad i przekonań. Było na to stosunkowo za wcześnie. Zanim usiadł na przeciwko rozmówcy wykonał różdżką pare gestów sprawiając, że zaproponowała herbata sama zaczęła się parzyć, a dwie filiżanki wyfrunęły z szafki.
- Nie przejmuj się tym, niezależnie od twojej wizyty to musiało się stać. Loraine nie potrafiła uporządkować wszystkiego w odpowiedni sposób, zgodziłem się ją zatrudnić, aby dać jej możliwość rozwoju i doświadczenie w pracy administracyjnej, ale najwidoczniej się po prostu do tego nie nadawała. Przynajmniej nie u mnie, może znajdzie szczęście u kogoś innego. - skwitował krótko podjęta przez siebie decyzję, nie chciał też, aby Erik czuł się przez to winny - Nie obarczaj się tym, niepotrzebnie zrobiłem to w taki sposób, to było dla ciebie bardzo niekomfortowe, ale wcześniejsze spotkanie wyczerpało moją cierpliwość. Nie żałuję tej decyzji, ale mogłem się tym zająć w mniej emocjonalny, a bardziej profesjonalny sposób i za to przepraszam. - jeżeli ktoś chciał mu zarzucić bycie nieodpowiednim przełożonym to musiałby się naprawdę postarać. Miał opinię wymagającego, ale nigdy nie zwalniał ludzi, aby popisać się przed innymi lub po prostu się na nich odegrać. Zawsze miał powód, zdawał sobie sprawę, że każdy z nich miał życie i chociaż nie miał pojęcia jak to jest, kiedy braknie dachu nad głową albo galeonów w kieszeni to nie chciał mieć opinii tyrana.
- Masz ze sobą jakieś dokumenty, o czym chcesz ze mną rozmawiać? Chcesz dołożyć jakieś szczegóły do teczki, którą mam przed sobą? - to mówiąc otworzył otrzymane od byłej asystentki papiery, a filiżanki z czarną herbatą ułożyły się na porcelanowych talerzykach. Zaraz też dołączyła do nich część zastawy z mlekiem oraz cukrem. Elliott nie musiał się kłopotać i nalewać naparu, bo zaklęcie zrobiło to za niego.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦