Jeśli Ministerstwo Magii nie podejmie zdecydowanych działań po to aby nie zapanować nad wymykająca się spod kontroli sytuacją. Przychodziło im żyć w burzliwych czasach, w których umiejętności samoobrony będą niezbędne. Philip przynależał do klubu pojedynków "Srebrne Różdżki", jednak toczone w ramach tego stowarzyszenia pojedynki były bardziej na pokaz i nie miały nic wspólnego z walką o własne życie, w której nie obowiązywały żadne reguły. Nie zmieniało to faktu, że z tych pokazowych potyczek można było coś wynieść, jak chociażby zwiększony refleks. A ten mógł się już przydać poza areną. Tak jak oni jeszcze mogli spróbować się bronić z użyciem magii, tak mugole i charłaki mieli bardzo ograniczone możliwości w samoobrony przed wrogo nastawionymi czarodziejami.
Nie zamierzał martwić Laurenta, przynajmniej nie celowo. Postara się być ostrożny, tak jak tylko to możliwe. Sprawcy tego bestialskiego aktu mogli jeszcze być w pobliżu. To właśnie było jego zamiarem, aby okazać tego rodzaju wsparcie swojemu towarzyszowi. Odpowiedzenie na wezwanie o pomoc po ataku również wymagało odwagi. Większość ludzi pozostawiłaby rozwiązanie tego Ministerstwu, nawet jak nie byli obojętni na ludzkie nieszczęście i los magicznych stworzeń. Po prostu Ministerstwo miało swoich specjalistów od wszystkiego. W tym od nielegalnych hodowli, z którą mieli do czynienia. On również postąpiłby w ten sposób, gdyby nie to, że Laurent zwrócił się do niego z prośbą o pomoc.
Przyswoił sobie skierowany do niego sygnał i nie miał do tego zastrzeżeń. Te czarownice musiały przekroczyć linię tego lasu i wyłapać magiczne stworzenia. Doskonale wiedział, że straci je wówczas z oczu. Jeśli zostaną zaatakowane w leśnej gęstwinie to będą zdane wyłącznie na siebie i swoje umiejętności. On jedynie mógł wypatrywać zagrożenia z powietrza i jednocześnie mieć nadzieję, że do tego nie dojdzie. W czarnym scenariuszu zdarzeń poplecznicy tego czarnoksiężnika mogliby wciąż obserwować to miejsce i przymierzali się do ataku na nich. Oczywiście, wolał aby do tego nie doszło.
Jak to w życiu bywa, wszelkie nadzieje okazują się płonne. Pośród drzew trudno było dostrzec postać odzianą w czarną szatę, jednak dostrzegł charakterystyczny rozbłysk zaklęcia i mknący ku niemu zielony promień. Chcąc go uniknąć, gwałtownie skierował swoją miotłę w prawą stronę, zwieńczając ten manewr zwrotem w stronę lasu. Zawisł na moment w powietrzu, na moment dobywając różdżkę. Wypatrywał napastnika, który znów mógł chcieć go zaatakować. Tacy fanatycy łatwo się nie zniechęcają.
Philip się nie pomylił się w tej kwestii, gdyż zamaskowany i odziany w czarne szaty czarodziej wydostał się z lasu po to aby dosiąść swojej miotły. Z zawrotną szybkością ruszył ku niemu, trzymając różdżkę w wyciągniętej dłoni. Powtórzył próbę trafienia Philipa, który znów zdołał wykonać spektakularny unik. Przypominało to unikanie tłuczka i nie było to nic z czym sobie by nie poradził. Nie mógł jednak uciekać i dlatego zamierzał wznieść się znacznie wyżej, ponad ten las i przyśpieszył pochylając się do przodu z zamiarem oblecenia tego lasu tak by to on znalazł się na ogonie ścigającego go czarodzieja.
Padający coraz intensywniej śnieg mógł okazać się w tym celu przydatny, ale też mógł zaszkodzić i jemu. Ograniczał coraz bardziej widoczność podczas lotu, nawet pomimo noszonych przez niego zaczarowanych gogli tak aby odbijały w tym przypadku płatki śniegu. To czyniło go łatwym celem dla zamaskowanego czarodzieja, który może nie zdołał go trafić, ale jedno z jego zaklęć w końcu sięgnęło witek jego miotły i było to na tyle gwałtowne uderzenie, w połączeniu z gwałtownym podmuchem wiatru, że ześlizgnął się ze swojej miotły i zawisł w powietrzu, trzymając się jedynie trzonka miotły jedną dłonią. Postanowił dosięgnąć go drugą, aby się podciągnąć i znów jej dosiąść. Nie da się przecież zabić. To, co działo się w powietrzu, zostawało w powietrzu.