Victoria przycupnęła na kanapie, chociaż miała przemożną ochotę pokrążyć trochę po saloniku (co dla większości osób, które ją znały musiałoby być nie lada zadziwiające, bo zwykle prowadziła prawdziwie nieruchliwy tryb życia) – ale zwalczyła to i założyła nogę na nogę, spoglądając na swoich towarzyszy kiedy mówiła, a później kiedy mówili inni. Herbata okazała się być bardzo dobrym pomysłem tak po prawdzie, bo Lestrange zdawała sobie sprawę, że to nie był dla nikogo z nich prosty temat. Natomiast… Być może łatwiej było o tym wszystkim rozmawiać w gronie ludzi, którzy doświadczali czegoś podobnego. Albo chociaż połowy tego samego. Nie zamierzała od nich wyciągać zaznać, spowiedzi ani niczego takiego. Wyszła sama z tym co się jej dzieje, chcąc pokazać, że nie ma wiele do ukrycia. Że mogą ją postrzegać jak wariatkę – nic to nie zmieni. Ale znała trochę ludzi. Łatwiej było się otworzyć kiedy usłyszałeś, że druga osoba przeżywa coś podobnego. Jak to… z tymi wspomnieniami.
– Tak, mi też się wydawało, że to moje wspomnienia – potwierdziła słowa Mavelle i Patricka. – Jakiś czas temu na Pokątnej natknęłam się na ducha, który wciągnął mnie i mojego towarzysza w moje wspomnienia. W trzy różne kawałki mojego życia… Tylko że to trzecie nie mogło być moje. Dla osoby trzeciej było to oczywiste… Wtedy zaczęłam to analizować. To nie jest nasze na pewno – potwierdziła im, gdyby mieli jakąkolwiek wątpliwość. Dobrze… Odetchnęła. – Nie, nie dowiedziałam się – odpowiedziała Patrickowi. Dowiedziała się za to czegoś innego, ale o tym za chwilę, bo spojrzała na Atreusa.
– W takim razie się ciesz, naprawdę – i wcale nie był tutaj nie na miejscu. Skąd miała wiedzieć, że kogokolwiek (oprócz Mavelle…) dotknęło coś podobnego co ją? Nie mogła. – Martwa kobieta… Była martwa kiedy weszliśmy do Limbo. Była powodem, dla którego wbiegliśmy w ogień – i zdaje się, że żadne z nich nie mówiło o tym nigdzie. Ale w tym gronie… Byli tam. Wszyscy. Widzieli to samo. – Ale prawdę mówiąc nie sądzę, że umarła naprawdę. Widziałam ją. Voldemorta. I trzech jego przydupasów kiedy zaczął się atak. I poczułam… że muszę wejść w ogień i jej pomóc – ona była powodem, dla którego tam weszli. Rudowłosa kobieta i Victoria, która podzieliła się tym z Mavelle i Patrickiem. – Myślę, że ona nie tyle wróciła do cyklu, co nim jest – Victoria była przekonana, ze ta kobieta to było jakieś… uosobienie Matki. A później spojrzała… niemalże wymownie na Atreusa. Rozmawiał ze spirytystą, tak? Była przekonana, że z tym samy, co ona, znając ich relację… Czy była zła? Nie, niekoniecznie. – Co do spirytysty. Też się z jednym spotkałam. Myślałam, że zwariuję przez te wspomnienia, a później bałam się, że w jakiś sposób pochłonęłam własną babcię – wspomniała im już, że ma wspomnienia swojej babci – i nie uważała by w tym wypadku było to coś, co było jakąś wrażliwą informacją, więc się tym podzieliła. – Spirytysta był w stanie się z nią skontaktować w Limbo, tylko, że wychodzi na to, że ma dziury w pamięci. Tak jakby… Coś co mam głowie ja… nie ma już ona. Łapiecie? Zapytałam ją przy okazji, czy nie wie co się nam stało. Moja babcia twierdzi, że straciliśmy energię, która była częścią nas i uzupełniliśmy ją czymś innym. Wciąż żyjemy swoją drogą, nie jesteśmy żadnym nowym gatunkiem żywych trupów czy coś w tym rodzaju – jeśli się o to bali… to mogli przestać. – Moja babcia twierdzi to samo – kiwnęła głową do Atreusa dając znać, że mówi w odpowiedzi do jego słów. – Że powinnam już zrozumieć, że nie ma rzeczy niemożliwych – teraz była już pewna, że Bulstrode rozmawiał z Laurentem. Tylko ile mu powiedział? Miała nadzieję, że inne rzeczy zostawił jednak dla siebie.