Trafiło na nie. Nie do końca miały dyżur, właściwie to chyba miały, ale bardzo spontaniczy? Dobrze się złożyło, bo poza tym, że zawodowo zajmowały się ściganiem przestępców (mówiono jej, że na samym początku będą to głównie źle zaparkowane miotły- kłamali, trochę się zmieniło, przez popleczników Voldemorta) to przecież należały również to Zakonu Feniksa, który miał walczyć z Czarnym Dzbanem. Szczęście w nieszczęściu, że to właśnie one znalazły się na miejscu od razu po tym, co się tutaj wydarzyło (dzięki pomocy pani Moody).
Miały szansę rozejrzeć się, zobaczyć ślady, znaleźć jakiś trop. Cokolwiek. Szkoda jej było tego chłopaka, który stracił życie, kiedy ochraniał Catherine. To mógł być przecież ktoś z jej bliskich, Brenna, Erik, oni również mogli stać na warcie. Oddał życie w obronie słabszych, było to może szlachetne, nie zmieniało jednak fakty, że Meadowes miał całe życie przed sobą i zostało mu ono brutalnie odebrane tej nocy.
Nastrój miała średni, wieść, że ktoś z ich oberwał ją dotknęła. Nie zmieniło to jednak tego, że Wood była naprawdę skupiona, bo mieli jeszcze szansę uratować Barlow. Wierzyła, że ją znajdą i wyrwą z rąk śmierciożerców. Musi im się udać, nie stracą kolejnego życia - tak sobie założyła, a jak Ruda sobie coś założyło, to tak musiało być.
- Naprawdę, ktoś od nas? - Nie mogła zrozumieć dlaczego ktoś ich zdradził. Jak w ogóle do tego doszło? Przez tę osobę ten chłopak stracił życie. Co za kutas. Najywraźniej nie mogli ufać nawet swoim. Zaufanie w dzisiejszych czasach było bardzo cenną wartością. - Musimy znaleźć zdrajcę. - Powiedziała pod nosem. W sumie to burknęła w eter bardziej, niż kierowała te słowa do Longbottom.
Słuchała uważnie tego, o czym mówiła jej partnerka. Zmierzały w kierunku domu, w którym jeszcze dzień wcześniej ukrywała się Cathy. Kiwała głową ze zrozumieniem. Nie zamierzała puszczać pary z ust. - Czy wujek jest w domu? - Wolała się upewnić, gdzie powinna szukać Erika, jeśli dojdzie do sytuacji, w której będzie musiała to zrobić. Kto go tam wiedział, czy miał dyżur, czy właśnie przewracał się na drugi bok podczas snu.
Heath szła obok Brenny. Miała sińce pod oczami, bo niezbyt się wyspała przez tą spontaniczną pobudkę. Ubrana była zwyczajnie, w sztruksowe, zielone spodnie, trochę przydużą na nią bluzę - musiała ubrać jakąś Camerona, która została u niej w domu. Włosy związała w wysokiego kucyka, żeby nie przeszkadzały jej w locie, bo znalazła się w ogródku Brenny przy pomocy magicznego kijka. Wygladała dosyć śmiesznie z krótką kitką na czubku głowy, ale podczas Beltane straciła połowę swoich włosów, więc musiała sobie jakoś radzić.