• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence

[04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#2
22.09.2023, 14:22  ✶  

Szkolenia w Akademii Munga miał za sobą. To było jakieś ponad dziesięć lat temu. W między czasie robił dodatkowe kursy utrwalające swoje umiejętności i pogłębianiu bardziej wiedzy w uzdrawianiu i tworzeniu eliksirów. Z tym ostatnim radził sobie znacznie lepiej w praktyce. Choć nie było jego marzeniem zostanie ordynatorem szpitala, zmienił pracę po ukończonych praktykach w szpitalu, czego ojciec nie pochwalał. Laurencowi odpowiadała praca w biurze. A dodatkowo nie musiał rezygnować ze swoich wyuczonych umiejętności w dziedzinie leczenia i tworzenia eliksirów. Robił wszystko, aby rodzic docenił jego starania.

Ten rok był dla Lestrange bardzo aktywny. Dużo pracy, udzielania się w terenie. A co najważniejsze, oczekiwał narodzin dziecka. Jego żona była w trzecim trymestrze ciąży. Nie chciał jej zostawiać samej w domu, kiedy musiał iść do pracy. Załatwił jej na ostatnie miesiące opiekunkę, którą była jego koleżanka z akademii Munga, pracująca tutaj w szpitalu. Że gdyby coś się zadziało, miałaby pomoc na miejscu. Na rodziców liczyć nie mógł, co najwyżej na rodzeństwo. Mieszkali sami w zakupionym przez niego domu. Do pomocy w pracach domowych mieli skrzata.

W szpitalu pojawiał się z żoną na kontrolnych badaniach. Czasami też przychodził w innych sprawach, czy to zleceniach z Ministerstwa, czy omówić jakieś sprawy z kolegami, koleżankami z Akademii i praktyk, jakie kończyli razem i część z nich postanowiła kontynuować pracę tutaj. Tak też w jednym z przypadków, w zeszłym roku spotkał siedzącą samotnie pannę Malfoy. Nie tylko rozmowa ale i jego pomoc w pozbieraniu się, pomogła dziewczynie podnieść się na duchu i zaliczać semestry. Był jej mentorem. Korepetytorem. Jakkolwiek go uważała.

Dzisiejszego dnia został zaproszony na zajęcia w Akademii Munga, na jedne z wykładów. Być może miałby opowiedzieć o sposobach przyrządzania pewnych eliksirów. A może po prostu odpowiadać na pytania przyszłych uzdrowicieli, jak wygląda praca w Ministerstwie. Nie uważał to za zły kierunek, kiedy można w każdym miejscu udzielić pomocy komukolwiek. Nie każdy czuje w sobie to powołanie i odkrywa je nawet w późniejszych latach swojej kariery i edukacji.

Przemierzał korytarz, ubrany w popielaty garnitur z białą koszulą. Czarną listonoszką, przewieszoną na ramię. Miał tego pecha, że w przeciwnym kierunku szedł jego ojciec z paroma praktykantami innego roku. Nie odezwał się do niego. A nawet gorzej, traktował jakby go tu w ogóle nie widział. Przykre. Laurence westchnął i otworzył drzwi do sali, w której miał zagościć. Miła niespodzianka go spotkała, kiedy już na wejściu usłyszał, że ktoś go woła. Zamknął drzwi za sobą i skierował spojrzenie swych brązowych oczu w kierunku panny Malfoy. Ta oficjalność. Posłał jej lekki uśmiech rozbawienia na jej słowa, zbliżając do jej stolika.

- Nie było problemów z wypuszczeniem mnie na tutejsze wykłady.
Odpowiedział zgodnie z prawdą. „Tylko problemy z transportem mnie trochę zatrzymały” - dokończył sobie w myślach, czego wolał nie robić na głos. Z Ministerstwa specjalnie wyszedł wcześniej. Do Akademii zdążył w porę. Ale że teleportacja w jego przypadku to utrapienie żołądkowe, musiał dojść do siebie gdzieś w spokojnym miejscu, zwanym - łazienką. Następnym razem skorzysta z sieci kominkowej.
Dziewczyna zabrała torbę, co zrozumiał, że najwyraźniej trzymała dla niego miejsce. Rozejrzał się po sali wykładowej, zauważając niewielką ilość nowych studentów. Do rozpoczęcia jeszcze było trochę czasu, gdyż nie był obecny prowadzący. Zajął miejsce, torbę kładąc sobie na kolanach.
- Po wykładzie możemy udać się do tej sali i zobaczyć.
Wyraził chęć, bo kto wie, czy te propozycje będą miały w sobie coś lepszego, nowego. Inna kombinacja składnikowa. Cokolwiek. Im młodsze pokolenia się rozwijają, tym więcej możliwości można osiągnąć w dziedzinie uzdrowicielstwa.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurence Lestrange (1837), Lorraine Malfoy (3193)




Wiadomości w tym wątku
[04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 20.09.2023, 18:07
RE: sierpień 1967, Lorraine i Laurence, O kapitanie, mój kapitanie! - przez Laurence Lestrange - 22.09.2023, 14:22
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 06.11.2023, 06:48
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Laurence Lestrange - 09.01.2024, 23:01
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 19.01.2024, 20:35
RE: [sierpień 1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Laurence Lestrange - 02.02.2024, 00:56
RE: [04.08.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 01.03.2024, 23:06
RE: [04.08.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Laurence Lestrange - 09.05.2024, 11:23
RE: [04.07.1967] O kapitanie, mój kapitanie! | Lorraine i Laurence - przez Lorraine Malfoy - 23.08.2024, 20:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa