22.09.2023, 18:12 ✶
Lyssy nie interesowało kto w tym całym sporze miał rację, czy o honor Loretty opłacało się w ogóle bić, ani czy przeciwnik Louvaina przedstawiał sobą cokolwiek, co sprawiałoby ze chociaż przez sekundę zastanawiałaby się, komu kibicować. Jedyne, co obchodziło ją w tym całym wydarzeniu to fakt, że Peregrinus wyjechał gdzieś w góry na wakacje, najwyraźniej zmęczony pełnymi dramatyzmu krzykami jej ojca, i teraz Vakel zamiast siedzieć w domu i badać retrogradację Merkurego ruszył się z domu. I postanowił zabrać ją ze sobą.
Było coś satysfakcjonującego w tym, że nie pojawili się ani w zadziwiających kreacjach, ani za pomocą chociażby wielkiego wozu, zaprzęgniętego w równie pokaźne konie, a i tak przyciągali spojrzenia. To znaczy, przyciągał je głównie Dolohov, ale ona mimowolnie znajdowała się w polu rażenia, starając się wyglądać tak, jakby znajdowała się na swoim miejscu i wychodziło jej to bardzo dobrze.
Lyssa opuściła delikatnie okulary palcem, spoglądając na swojego ojca, kiedy temu całkiem przypadkiem zebrało się na kasłanie, kiedy mijali kucyki i powóz w które były zaprzęgnięte. Uśmiechnęła się do niego lekko, z całą możliwą troską, na jaką była w stanie się zebrać.
- Nie powinieneś siedzieć tyle w przeciągach, papa. - rzuciła niezobowiązująco, zaraz na powrót dociskając okulary do nosa. Szła obok niego, podążając do wydzielonej dla VIPów strefy. Pytała się go właśnie, czy tego typu wydarzenia należą do raczej częstych i czy angielskie czarownice potrzebują, żeby ktoś bił się o ich honor, kiedy Dołohov wymruczał coś na zbycie, a potem zwyczajnie jej przerwał.
- A powinniśmy? - zapytała, oglądając się za wspomnianym Rabastanem. - Brzmisz trochę tak, jakbym miała znać każdego, kto jest w moim wieku - dodała jeszcze z nieco skwaszoną miną bo po prawdzie, aż tak nie ciągnęło jej do poznawania rówieśników. Znaczy, całkiem przyjemnie było mieć w swoim otoczeniu kogoś, kto rozumiałby jej rozterki, ale nie wychodziła z siebie, żeby kogoś takiego sobie zgarnąć do swojego życia. Obejrzawszy się za Rabastanem, co trwało chwilę, by zwyczajnie mu się przez moment bezczelnie przyglądała, obdarzyła jeszcze jego towarzyszkę krótkim spojrzeniem, a potem rozejrzała się dalej, po reszcie trybun, zauważając też znajomy profil Lockharta. Jeśli ich spojrzenia by się spotkały, to uśmiechnęłaby się do niego wesoło, a jeśli nie, cóż, postanowiła zostawić go sobie na potem.
Było coś satysfakcjonującego w tym, że nie pojawili się ani w zadziwiających kreacjach, ani za pomocą chociażby wielkiego wozu, zaprzęgniętego w równie pokaźne konie, a i tak przyciągali spojrzenia. To znaczy, przyciągał je głównie Dolohov, ale ona mimowolnie znajdowała się w polu rażenia, starając się wyglądać tak, jakby znajdowała się na swoim miejscu i wychodziło jej to bardzo dobrze.
Lyssa opuściła delikatnie okulary palcem, spoglądając na swojego ojca, kiedy temu całkiem przypadkiem zebrało się na kasłanie, kiedy mijali kucyki i powóz w które były zaprzęgnięte. Uśmiechnęła się do niego lekko, z całą możliwą troską, na jaką była w stanie się zebrać.
- Nie powinieneś siedzieć tyle w przeciągach, papa. - rzuciła niezobowiązująco, zaraz na powrót dociskając okulary do nosa. Szła obok niego, podążając do wydzielonej dla VIPów strefy. Pytała się go właśnie, czy tego typu wydarzenia należą do raczej częstych i czy angielskie czarownice potrzebują, żeby ktoś bił się o ich honor, kiedy Dołohov wymruczał coś na zbycie, a potem zwyczajnie jej przerwał.
- A powinniśmy? - zapytała, oglądając się za wspomnianym Rabastanem. - Brzmisz trochę tak, jakbym miała znać każdego, kto jest w moim wieku - dodała jeszcze z nieco skwaszoną miną bo po prawdzie, aż tak nie ciągnęło jej do poznawania rówieśników. Znaczy, całkiem przyjemnie było mieć w swoim otoczeniu kogoś, kto rozumiałby jej rozterki, ale nie wychodziła z siebie, żeby kogoś takiego sobie zgarnąć do swojego życia. Obejrzawszy się za Rabastanem, co trwało chwilę, by zwyczajnie mu się przez moment bezczelnie przyglądała, obdarzyła jeszcze jego towarzyszkę krótkim spojrzeniem, a potem rozejrzała się dalej, po reszcie trybun, zauważając też znajomy profil Lockharta. Jeśli ich spojrzenia by się spotkały, to uśmiechnęłaby się do niego wesoło, a jeśli nie, cóż, postanowiła zostawić go sobie na potem.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.