List od Prewetta bez dwóch zdań wzbudził zainteresowanie Sebastiana. Nie każdego dnia zostaje się poleconym do zlecenia przez Szefa Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Lazarus był specyficznym człowiekiem, jednak był też jego przełożonym. Woląc nie podpaść nikomu, kto stał wyżej od niego w hierarchii władzy Ministerstwa Magii, Macmillan zgodził się na udzielenie wsparcia Laurentowi.
Mam wrażenie, że Dolina Godryka jest obecnie na ustach wszystkich, pomyślał Sebastian, drepcząc po trawie, zmierzając w stronę miejsca zbiórki. Przez swój brak talentu w kwestii zaklęć translokacyjnych, do wioski przybył za pomocą Błędnego Rycerza. Może było z tym nieco więcej zachodu, niż przy zwykłej teleportacji, jednak na pewno było dużo bezpieczniej. A bezpieczeństwo Sebastian sobie cenił jak mało kto.
Sprawa Widm była Sebastianowi znana, chociaż nie do końca bezpośrednio. Próbował rozpytać rodziny o kwestię Zimnych, zanim ci w ogóle zostali tak nazwani przez prasę, jednak nie wynikło z tego zbyt wiele. Czyżby były to pierwsze oznaki tego, że nawet kowen trzymał pewny rzeczy w sekrecie przed krewniakami, którzy nie działali w jego strukturach? A może po prostu pytał nieodpowiednich osób?
Po dotarciu na skraj Kniei, Sebastian powitał każdego członka grupy mocnym uściskiem ręki. Gdy zorientował się, że grupa ta była większa niż trzy osoby, nieco się speszył, jednak wiedział, że nie ma już od tego odwrotu. Jakoś będzie musiał przeboleć przebywanie wśród ludzi. W gruncie rzeczy, cel był szczytny, prawda? Nauka! O nieznanym dotąd gatunku... Może nawet z innego świata!
— Czy ktokolwiek z Państ... z was... widział te istoty na własne oczy? — spytał z zaciekawieniem Sebastian. Zerknął kątem oka na Atreusa i Geraldine. On sam nie był nawet na Polanie Ognisk podczas ataku, toteż nie miał wiedzy z pierwszej ręki. Ba, nie brał nawet udziału w akcjach wolontariuszy, bo w tym momencie był zajęty opieką nad swoim kuzynem i buszowaniem w siedzibie głównej kowenu. — Podczas lub tuż po Beltane mam na myśli.
Na wspomnienie o Limbo, Sebastian zaczął pocierać jedną dłonią o drugą. A więc ci nowi dementorzy imitowali wpływ zaświatów? Niedobrze, bardzo niedobrze... Mężczyzna momentalnie się zestresował. Rodzinna przypadłość sprawiała, że mógł zajrzeć na drugą stronę w okamgnieniu, jednak nie miał nad tym żadnej kontroli. Czy poszukiwanie tych stworzeń coś rozbudzi w jego darach po rodzinie Trelawney?
— Nigdy nie egzorcyzmowałem dementora — skomentował niespodziewanie, wpychając ręce do kieszeni cienkiej kurtki. — To będzie... doświadczenie. Jakieś. — Wbił wzrok w ziemię, jednak zaraz znów go uniósł. — Lokalni mieszkańcy coś słyszeli? Gdyby to coś wyszło z lasu, to warto by było rozpytać w okolicznych domostwach.