Sama może nie miała ochoty małego Louisa wyściskać, ale pogawędzić z nim – czemu by nie. Tym razem jednak sobie to odpuściła, bo mieli tu jeszcze coś do zrobienia, nie było aż tyle czasu na rozmowy – przynajmniej nie teraz. Może po pojedynku? Dlatego po zapoznaniu Laurenta z Laurencem (tak, sama zauważyła zbieżność już dawno), odeszli na bok, szukając gwiazd tego wieczoru. Rzeczywiście, pojawiła się tutaj dość spora część jej rodziny, dlatego cierpliwie tłumaczyła Laurentowi kto jest kim. Vakela przedstawiać chyba nie musiała, chociaż dziewuchy u jego boku nie kojarzyła – ale to nic. Nie jej sprawa. Swojej kuzynki, żony Dolohova nigdzie nie widziała.
- Czego ty im zazdrościsz? – w jej głosie dało się słyszeć zdumienie, ciche i małe, ale jednak. Sama rzecz jasna nie patrzyła na swojego kuzyna pod kątem urody, pieniędzy czy popularności – nie potrafiłaby. A Atreus… cóż… to Laurent zwrócił jej uwagę pod tym względem, nie Bulstrode. Dziwne? Dla Victorii ani trochę.
Szukali, ale sami zostali wypatrzeni, na co zwrócił jej uwagę Prewett.
- Cześć – rzuciła totalnie nie tak oficjalnie jak Laurent, do Louvaina i Atreusa. Nic sobie w tym momencie nie robiła z konwenansów, to była prywatna rozmowa. - Tak czy siak powodzenia, będę trzymać kciuki, Lou – nieco pieszczotliwie zdrobniła imię Louvaina. - Loretta ma zamiar się tu dzisiaj pojawić, czy to kompletnie poza nią? – po pierwsze była bliźniaczką Louvaina, byli niemalże nierozłączni. No a poza tym – to był pojedynek o jej honor, chociaż nie było to oficjalnie podane do publiczności. - Całkiem spora część naszej rodziny się tu dzisiaj zjawiła, wszyscy wam kibicujemy – dodała i uśmiechnęła się delikatnie. Nie próbowała wyciągać rąk, ani klepać po plecach, ani przytulać… nie chciała wprawić Louvaina w dyskomfort swoim chłodem i coś potencjalnie popsuć w pojedynku. A kiedy był czas na walkę – uśmiechnęła się do nich raz jeszcze i pociągnęła Laurenta, by zajęli dobre miejsca z widokiem. Mógł nie patrzeć, ale ona chciała.