Wolał aby to działo się w powietrzu, zostało w powietrzu. Nie chciał pokazywać swojej dramatycznej potyczki ze Śmierciożercą Laurentowi. Jego przeciwnik stanowił dla niego większe zagrożenie, niż pogarszająca się z każdą chwilą pogoda. Gdyby pod wpływem silnego podmuchu zimowego wiatru zsunął się z miotły to byłby to jedynie wypadek. Nie oznacza to, że to skończyło się dobrze dla niego, jednak nadal byłby to wypadek. Zamaskowany mężczyzna na miotle zaatakował go z wyraźnym zamiarem skrzywdzenia go tylko dlatego, że znalazł się tutaj chcąc wspomóc swojego przyjaciela. Przez swoją ogromną popularność było to wielce prawdopodobne, że dla swojego przeciwnika nie był anonimowym czarodziejem na miotle.
Znowu w grze. Pomyślał tuż po tym jak zdołał dosiąść swojej miotły i zaczął wypatrywać mknącemu ku niemu napastnika, który postanowił wyczarować ostre sople z zamarzniętego śniegu, lecące prosto na niego. Był gotów wykonać szereg manewrów w powietrzu celem ich uniknięcia, jak podczas ostatniego meczu Quidditcha... jednak z odsieczą przyszedł mu sam Laurent, tworząc ze śniegu tarczę. Za to podziękuje mu potem. Zakładał, że najpierw przyjdzie mu wysłuchać pogadanki odnośnie bycia nieostrożnym, lekkomyślnym i świadomego narażania się na niebezpieczeństwo.
Przez otaczającą ich chmurę niewiele było widać poza błyskami zaklęć, rzucanych przez obu już czarodziejów. Zwycięzca mógł być tylko jeden i chociaż Śmierciożerca miał przewagę wynikającą ze znajomości mrocznej magii, tak Philip znacznie lepiej latał na miotle od niego i ostatecznie zdołał zrzucić swojego przeciwnika z miotły. Odziany w czarne szaty czarodziej leciał z zawrotną szybkością ku ziemi, wyłaniając się ze stworzonej przez siebie szaro-białej kurtyny, wraz ze swoją miotłą której nie był w stanie pochwycić. Stracił również swoją różdżkę.
Philip zanurkował ostro w dół w ślad za spadającym mężczyzną z zamiarem złapania tego czarodzieja za poły szaty w ramach próby uchronienia go przed niezwykle twardym lądowaniem i wynikającymi z tego obrażeniami. Jeśli oczywiście zdąży. Nie powinien mieć krwi na rękach, nawet jeśli ktoś chciał go zabić. Jeśli nie zdąży pochwycić napastnika to przynajmniej będzie mieć świadomość, że spróbował. W ten sposób zapewni sobie czyste sumienie, niezależnie od efektu swoich działań. Śmierciożerca i tak nie zdoła uniknąć odpowiedzialności... jeśli oczywiście przeżyje.