09.11.2022, 13:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 13:20 przez Heather Wood.)
Mecz. Jeden z wielu. Heather dawała z siebie wszystko na boisku. Grała może nieco zbyt agresywnie, ale tak już miała, angażowała się całą sobą. Szkoda tylko, że nie wychodziło dokładnie tak, jak chciała. Czasem zastanawiała się, czego jej brakowało, miała przecież predyspozycje, nadal jednak nie umiała dorównać matce. Była na siebie zła. Będzie musiała jeszcze więcej trenować, aby być tak świetna, jak ona.
Na trybunach pojawiło się wielu kibiców. Byli im wierni, za każdym razem niemalże wszystkie miejsca były zajęte. Nie szkodziły w tym nawet nastroje, jakie ostatnio pojawiały się wśród czarodziejów. Zresztą każdy potrzebował odpocząć od polityki, a co relaksowało lepiej od oglądania wysiłku fizycznego pięknych zawodniczek quidditcha? Heath uważała, że nic. Najważniejsze, że kasa ze sprzedawanych biletów się zgadzała, dzięki czemu mogła sobie pozwolić na wszystkie przyjemności, nie tylko sobie, ale również swoim chłopakom. Najważniejsze - pracować tak, żeby zarobić, ale się nie narobić. Trzymała się tej dywizy od zawsze. Właściwie to mogła nawet nie pracować, tylko za hajs rodziców balować, jednak miała jeszcze w sobie odrobinę przyzwoitości. Przynajmniej na tej płaszczyźnie.
Mecz się skończył. Heather wylądowała na boisku. Skłoniła się kilka razy. Oczywiście, że Harpie wygrały, nie mogło być inaczej. Uwielbiała kiedy tłum skandował, dodawało jej to skrzydeł. Zawodnicy powoli zaczynali się rozchodzić do szatni, a kibice opuszczać trybuny. Ona miała w zwyczaju zostawać trochę dłużej. Lubiła obserwować puste trybuny.
Kiedy zaczęła zbierać się do wyjścia, trzymając w ręku miotłę dostała czymś w głowę. No tego, to się nie spodziewała. - Przepraszam?!- odparła nieco zirytowana. Przystanęła w miejscu i oparła sobie wolną rękę na biodrze. No tego, to się nie spodziewała. - Myślałam, że wkurzyłaś się naszą wygraną, ale masz szalik...- Zwróciła uwagę na barwy Harpii, więc nie mogło o to chodzić. - Czym się tak denerwujesz piękna pani?
Na trybunach pojawiło się wielu kibiców. Byli im wierni, za każdym razem niemalże wszystkie miejsca były zajęte. Nie szkodziły w tym nawet nastroje, jakie ostatnio pojawiały się wśród czarodziejów. Zresztą każdy potrzebował odpocząć od polityki, a co relaksowało lepiej od oglądania wysiłku fizycznego pięknych zawodniczek quidditcha? Heath uważała, że nic. Najważniejsze, że kasa ze sprzedawanych biletów się zgadzała, dzięki czemu mogła sobie pozwolić na wszystkie przyjemności, nie tylko sobie, ale również swoim chłopakom. Najważniejsze - pracować tak, żeby zarobić, ale się nie narobić. Trzymała się tej dywizy od zawsze. Właściwie to mogła nawet nie pracować, tylko za hajs rodziców balować, jednak miała jeszcze w sobie odrobinę przyzwoitości. Przynajmniej na tej płaszczyźnie.
Mecz się skończył. Heather wylądowała na boisku. Skłoniła się kilka razy. Oczywiście, że Harpie wygrały, nie mogło być inaczej. Uwielbiała kiedy tłum skandował, dodawało jej to skrzydeł. Zawodnicy powoli zaczynali się rozchodzić do szatni, a kibice opuszczać trybuny. Ona miała w zwyczaju zostawać trochę dłużej. Lubiła obserwować puste trybuny.
Kiedy zaczęła zbierać się do wyjścia, trzymając w ręku miotłę dostała czymś w głowę. No tego, to się nie spodziewała. - Przepraszam?!- odparła nieco zirytowana. Przystanęła w miejscu i oparła sobie wolną rękę na biodrze. No tego, to się nie spodziewała. - Myślałam, że wkurzyłaś się naszą wygraną, ale masz szalik...- Zwróciła uwagę na barwy Harpii, więc nie mogło o to chodzić. - Czym się tak denerwujesz piękna pani?