09.11.2022, 13:46 ✶
Udało im się zrobić sporo zdjęć. Pozowanie w towarzystwie Camerona należało do przyjemnych, może nie był takim celebrytą, jak ona. Jednak wiedziała, że świetnie razem wyglądają, a to w tym przypadku było najważniejsze. Oby te zdjęcia znalazły się jutro we wszystkich plotkarskich gazetach. Musiała utrzymywać zainteresowanie swoją osobą, mimo, że nie należała już do świata sportu. Dalej była bogatą córką swojej matki, to jej wystarczało.
- Cami, uroczy jak zawsze...- Uśmiechnęła się do przyjaciela i mocniej złapała jego dłoń. - Nie mów tak nawet, bo zacznę się czerwienić, a nie będzie to dobrze wyglądało przy kolorze moich włosów.- To było dla niej najważniejsze, nienaganna prezencja. Przynajmniej na samym początku tego balu, później... Później będą mogli sobie pozwolić na więcej, a wiedziała, że w towarzystwie Lupina na pewno nie będzie się nudzić. - Zapomniałabym, w tym garniturze wyglądasz świetnie, nie sądziłam, że masz jakiś w swojej szafie, powinieneś częściej się tak ubierać. Laskom same będą spadać gacie na twój widok.- Nie mogła powstrzymać się od komentarza na temat wyglądu przyjaciela. - Będą mi zazdrościć takiego partnera.- Może chciała do trochę podbudować? Wiedziała, że nie jest stworzony do takich spędów, ale przyszedł tu dla niej.
Zauważyła, że Cameron komuś macha, wdrapała się na palce, aby zobaczyć komu, co wcale nie było łatwe w takim tłumie. Ach! Rodzeństwo.
Udali się do miejsca, gdzie miała się odbyć licytacja. Heather jeszcze w między czasie rozejrzała się za jakąś tacką z większą ilością kieliszków z szampanem. Przecież nie będą co chwilę chodzić po trunki. Rozsiedli się więc w pierwszym rzędzie, gotowi do udziału w licytacji. - Mamy więcej, nie krępuj się, tylko pij, za darmo jest w końcu.- Rzekła jeszcze do Lupina. Nie zamierzała siedzieć tu na trzeźwo i miała nadzieję, że Cameron ma podobne nastawienie. - Denerwuje Cię?- Miała na myśli krawat, który przed chwilą rozluźnił. W sumie byli już po sesji z fotografami, jeśli tak mu przeszkadzał. - Czekaj...- Wstała, aby mu go zdjąć. O ile się nie sprzeciwił, to pozbyła się krawata. - Tak Ci lepiej. - Ponownie usiadła na swoim miejscu.
- Wiesz, że pieniędzmi nie musimy się przejmować.- Rzekła jeszcze do niego. - Moi starzy sponsorują dzisiejszą zabawę.- Uniosła w górę kieliszek z szampanem, coby wnieść toast za swoich cudownych rodziców.
- Chyba się zaczyna.- Kuksnęła go w ramię, kiedy zobaczyła Brennę która rozpoczęła licytację. - Ta suknia z abraxanów...- Pokazała przyjacielowi, o którą jej chodziło. - Myślisz, że Charliemu by się spodobała, a w sumie, nawet jeśli nie...- Nie czekała specjalnie długo z reakcją. - 50 galeonów za suknię z abraxanów!- Krzyknęła w eter mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy.
- Cami, uroczy jak zawsze...- Uśmiechnęła się do przyjaciela i mocniej złapała jego dłoń. - Nie mów tak nawet, bo zacznę się czerwienić, a nie będzie to dobrze wyglądało przy kolorze moich włosów.- To było dla niej najważniejsze, nienaganna prezencja. Przynajmniej na samym początku tego balu, później... Później będą mogli sobie pozwolić na więcej, a wiedziała, że w towarzystwie Lupina na pewno nie będzie się nudzić. - Zapomniałabym, w tym garniturze wyglądasz świetnie, nie sądziłam, że masz jakiś w swojej szafie, powinieneś częściej się tak ubierać. Laskom same będą spadać gacie na twój widok.- Nie mogła powstrzymać się od komentarza na temat wyglądu przyjaciela. - Będą mi zazdrościć takiego partnera.- Może chciała do trochę podbudować? Wiedziała, że nie jest stworzony do takich spędów, ale przyszedł tu dla niej.
Zauważyła, że Cameron komuś macha, wdrapała się na palce, aby zobaczyć komu, co wcale nie było łatwe w takim tłumie. Ach! Rodzeństwo.
Udali się do miejsca, gdzie miała się odbyć licytacja. Heather jeszcze w między czasie rozejrzała się za jakąś tacką z większą ilością kieliszków z szampanem. Przecież nie będą co chwilę chodzić po trunki. Rozsiedli się więc w pierwszym rzędzie, gotowi do udziału w licytacji. - Mamy więcej, nie krępuj się, tylko pij, za darmo jest w końcu.- Rzekła jeszcze do Lupina. Nie zamierzała siedzieć tu na trzeźwo i miała nadzieję, że Cameron ma podobne nastawienie. - Denerwuje Cię?- Miała na myśli krawat, który przed chwilą rozluźnił. W sumie byli już po sesji z fotografami, jeśli tak mu przeszkadzał. - Czekaj...- Wstała, aby mu go zdjąć. O ile się nie sprzeciwił, to pozbyła się krawata. - Tak Ci lepiej. - Ponownie usiadła na swoim miejscu.
- Wiesz, że pieniędzmi nie musimy się przejmować.- Rzekła jeszcze do niego. - Moi starzy sponsorują dzisiejszą zabawę.- Uniosła w górę kieliszek z szampanem, coby wnieść toast za swoich cudownych rodziców.
- Chyba się zaczyna.- Kuksnęła go w ramię, kiedy zobaczyła Brennę która rozpoczęła licytację. - Ta suknia z abraxanów...- Pokazała przyjacielowi, o którą jej chodziło. - Myślisz, że Charliemu by się spodobała, a w sumie, nawet jeśli nie...- Nie czekała specjalnie długo z reakcją. - 50 galeonów za suknię z abraxanów!- Krzyknęła w eter mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy.