Ciężko było jej ustać. Miała wrażenie, że ten ból głowy w końcu ją położy, a jednak mimo to – stała dzielnie, pomimo tego, że dosłownie przed chwilą spłonęły cenne zapiski Cassandry. Jej memento. Jej testament – wyszeptany wprost do uszka Guinevere. Jedno musiała przystać – przynajmniej nic już nie obijało się o ściany umysłu, nie drapało w drzwi, niemalże żądając, by wpuścić do środka. Mocny uścisk na jej ramieniu nieco ją otrzeźwił. Ale tylko nieco. Otworzyła oczy, choć z ledwością. Żyła. Oddychała. Nic nie wskazywało na to, żeby miała zaraz umrzeć.
– Ile… Ile mamy czasu? – zapytała niepewnie i dość słabo, bo sama pamiętała, że był przecież wieczór. A akurat jej nie trzeba było przekonywać, że to, co zobaczyła i usłyszała, to prawda. Zresztą… wioska została zmieciona z powierzchni ziemi. Jak ograniczonym trzeba by być, żeby temu nie ufać?
Uwiesiła się nieco na ramieniu Shafiqa, ale chyba mu to nadmiernie nie wadziło. A jeśli owszem, to trudno, nie zamierzała sobie tym zawracać głowy. Z wdzięcznością opadła na podstawione jej krzesło. Wzięła do ręki kawałek czekolady i bez ociągania wcisnęła sobie do buzi. Tak, też była medykiem, i nie zamierzała się tutaj o to wykłócać, bo doskonale wiedziała, że czekolada jej nie zaszkodzi, a może akurat pomóc. Nie opierała się dotykowi Nell, posłusznie dała podnieść głowę, poświecić w oczy… chociaż zmrużyła je od razu, jakby zaraz miała dostać światłowstrętu. Ból głowy, światłowstręt… Zapowiadała się potężna migrena. Bez zbędnych komentarzy wypiła podsunięty jej eliksir.
– Dzięki – wymamrotała po czym westchnęła i dłonią pomasowała prawą skroń. – Miałam wrażenie, jakby pokazywała mi obrazy i szeptała do mojego ucha. Ta cała Cassandra. Musiało być z niej niezłe ziółko. I te cholerne wrzosowiska o zmierzchu. Bo to wrzosowiska, nie? Takie malutkie fioletowe kwiatki na długich łodygach gęsto porośnięte. Przypominają trochę… taki… żyrandol – zakończyła koślawo, przekrzywiając głowę na bok, ewidentnie w zamyśleniu. A nie łatwo było myśleć, kiedy pulsowała ci głowa… tylko że jakoś jakby nieco mniej? – Takie ostrzeżenia nie biorą się z niczego, Cathal – powtórzyła za Nell i była całym sercem za tym, by nie kusić losu i nie grzebać nadmiernie przy tych pieprzonych filarach. A na pewno nie przebywać tu w okolicy zmierzchu. – Głowa mi pęka – odparła blondynce i przymknęła oczy. – Światło jest za głośne.