Atreus był chyba jedyną osobą, z którą zaczynała listy od nazwiska. I uważała to nawet za całkiem urocze i zabawne, więc się nie obruszała za to, kiedy tak zaczął i jakoś… zostało. Rzuciła torebkę na oparcie fotela i rozsiadła się wygodnie, pod stołem zakładając nogę na nogę.
– Aha? No jak chcesz to się możemy później przejść Pokątną pod rękę i zaraz się ktoś przyczepi i jutro wylądujemy w gazecie – mówiła to trochę sarkastycznie, bo przez te dziesięć dni stali się niemałą sensacją. W Ministerstwie szeptali, kiedy Victoria przechodziła obok, gapili się, widziała już różne dziwne artykuły w gazecie – na różnych stronach… Nagle na ulicach jej twarz przestała być taka anonimowa. Wystarczyłoby teraz zrobić coś odrobinę wykraczającego od normy w miejscu tak publicznym jak Pokątna na przykład i wzmianka w gazecie była wręcz gwarantowana. Kiedy kelnerka się pojawiła, Victoria poprosiła o herbatę i ciastko. Miała wrażenie, że gdy kobieta odeszła, to przyglądała im się, jakby nie była pewna, czy rozpoznaje te twarze, czy jednak nie.
– W praktyce rozumiem doskonale… – westchnęła. Atreus zapewne czuł się tak samo jak ona: czyli przemielony przez maszynkę do mięsa i zostawiony w kawałeczkach w jakiejś chłodni. Albo i gorzej… w końcu to nie ją musieli zabierać do spirytysty. – Wypisali nas pod koniec dnia, tego nieszczęsnego drugiego maja. Ale prawdę mówiąc nie pozwolili nam samemu wrócić do domu, ktoś musiał nas odebrać – kobieta westchnęła i założyła sobie kosmyk ciemnych włosów za ucho. – Zrozumiałam po przejściu dwudziestu metrów dlaczego. Chyba nigdy nie byłam taka słaba jak wtedy – jasne, potem się polepszało, z dnia na dzień było lepiej… za wyjątkiem tego zimna. – Cynthia mnie badała. Mówiła, że mam lekką anemię i że moje ciało się… przygotowuje do hibernacji? Nie wiem, nie znam się. Nie rozumiem tego. Swoją drogą kazała cię pozdrowić. Skarżyła się, że nie wpadasz po raporty – uśmiechnęła się pod nosem, wspominając rozmowę ze swoją przyjaciółką, sprzed kilku dni. Dużo się ostatnio działo, za dużo. – Poza tym reszta czuje się dobrze. Mavelle… Zdaje się, że On coś jej zrobił Tam. Twoja siostra wpadła nas odwiedzić i mówiła, że trzeba będzie ją zbadać. Ale to nie wpływa na jej stan zdrowia. A Patrick… Zamiast odpoczywać żądał pióra i sowy – westchnęła, wzruszyła ramionami i pokręciła głową. Miała wrażenie, że z całej trójki to ona leżała wtedy w tym niewygodnym łóżku najspokojniej. – Wrócili już do pracy – dodała, gwoli wyjaśnienia. – Mówili coś czemu musieli cię zabrać aż do kowenu? – zapytała po chwili.