09.11.2022, 13:46 ✶
Jeżeli miała obserwować rozwijające się napięcia, zapowiadał się naprawdę wybitny dzień, nawet jeżeli nic nie miała do dodania, to mogła w końcu poobserwować. Kto kogo nie lubi, kto przypadkiem chciałby zgubić kogoś na polowaniu, albo bardzo małym przypadkiem zakopać go gdzieś, gdzie inni go nie znajdą. Jeżeli tak miało być, może to nie kusze trzeba było wziąć ze sobą na polowanie a dodatkowe butelki i obserwować rozwijające się napięcia, zwłaszcza że poza granicami murów uprzejmości często przestawały obowiązywać a w połączeniu z bronią…mogło być ciekawie.
- Pilnuj pleców, bo kto wie, kiedy zdarzy się najbliższy wypadek, w którym skończysz z bronią w plecach. – Parsknęła lekko, żałując, że nie ma jeszcze wachlarza dla dopełnienia tego absurdalnego wyglądu, a jednocześnie mogąc zakryć twarz, gdy było to potrzebne. Albo dosadnie trzepnąć Logana w jego pustą głowę, gdyby było to potrzebne, chociaż na razie zachowywał się całkiem przyzwoicie i nawet nie przesadzał z komentarzami.
- Przykro mi rozczarować w takim razie, że mam akurat zapasowy plan. – Uśmiechnęła się, nie zdradzając jeszcze do końca swojego planu, ale czując również dodatkowe materiały na swojej skórze i będąc pewną, że dość szybko zamierzała przejść do drugiej wersji ubrania. – Z tobą to zawsze przysługa, bo zawsze inspirujesz mnie do wybrania dla ciebie czegoś o wiele gorszego. Już mam pomysł na nasze następne spotkanie. – Co zdecydowanie mu się nie spodoba, ale przecież właśnie o to chodziło. Dotarli jednak do pozostałej części gości, co sprawiło, że rozmowa musiała skierować się już na nieco inne tory.
- Niezmiernie miło mi poznać. – Uśmiechnęła się wdzięcznie, wyciągając dłoń w kierunku Gerarda, aby przedstawić się uprzejmie, z zaciekawieniem przyglądając się wszystkim obecnym. – Moje najlepsze życzenia dla solenizantów. - Skinęła jeszcze głową w stronę Theona. - Nie wiedziałam, co najlepiej zabrać ze sobą w ramach prezentu, dlatego też ofiaruję wypożyczenie naszych rodowych abraksanów na każdą wybraną okazję, czy to polowanie, czy to na inne wydarzenie. – Musiała przyznać, że perspektywa łowienia zwierząt z pomocą skrzydlatych koni rozmiaru przeciętnego mugolskiego słonia wydawała jej się całkiem ciekawa, ale z drugiej strony nie znała się też na łowiectwie na tyle, aby móc to potwierdzić.
- Przepiękne tereny, na pewno pozostawiają wiele możliwości, można poczuć się jak za czasów Pwylla, księcia Dyfed. – Byli w końcu w Walii, kolebce wielu pięknych historii i mitów i nic dziwnego, że natura wciąż przywodziła na myśl dawne czasy. Na pytanie o strój zaśmiała się lekko, kiwając zaraz głową.
- Proszę się nie martwić, mało kiedy zdarza mi się słuchać Logana, i chociaż nie zaprzeczę, że mój obecny strój to jego sprawka…- złapała rąbki sukienki, aby dyskretnie wysunąć czubek jeździeckich oficerek, które dość szybko schowała. - …ale nie byłabym sobą nie przychodząc bez dodatkowego planu. – Mrugnęła jeszcze w stronę mężczyzny, zanim swojej uwagi nie skierowała w stronę Seraphine, uśmiechając się do niej jeszcze szerzej i wyciągając dłonie na powitanie.
- Witaj i tobie, z tego, co rozumiem, również należą się gratulacje. Ponowię moją ofertę – gdybyś zechciała odwiedzić moją rodzinną stadninę abraksanów, będziesz tam niezwykle mile widziana. Sama chętnie oprowadzę i pomogę wybrać najlepszego rumaka. Oczywiście, do kasyna również zapraszam, ale wiem, że jest to dość specyficzna rozrywka. – Spojrzała odruchowo na swój strój, kiedy ta wspomniała, że może być chłodno, chyba dziwiąc się w duchu, że ktoś postanowił jej pożałować i pomóc w tym wszystkim. Nie spodziewała się.
- Dziękuję, dam sobie radę, niemniej jednak to bardzo szczodra oferta. – Skinęła głową, ostatecznie spojrzenie kierując na pana Leroux, kiwając głową w jego kierunku w wyrazie szacunku i również oferując swoją dłoń na powitanie, jeżeli chciał ją przyjąć.
- Dziękuję za komplement, mam jednak nadzieję, iż poradzę sobie na najbliższych szlakach. – Skinęła głową i skierowała się już tam, gdzie była taka potrzeba.
- Pilnuj pleców, bo kto wie, kiedy zdarzy się najbliższy wypadek, w którym skończysz z bronią w plecach. – Parsknęła lekko, żałując, że nie ma jeszcze wachlarza dla dopełnienia tego absurdalnego wyglądu, a jednocześnie mogąc zakryć twarz, gdy było to potrzebne. Albo dosadnie trzepnąć Logana w jego pustą głowę, gdyby było to potrzebne, chociaż na razie zachowywał się całkiem przyzwoicie i nawet nie przesadzał z komentarzami.
- Przykro mi rozczarować w takim razie, że mam akurat zapasowy plan. – Uśmiechnęła się, nie zdradzając jeszcze do końca swojego planu, ale czując również dodatkowe materiały na swojej skórze i będąc pewną, że dość szybko zamierzała przejść do drugiej wersji ubrania. – Z tobą to zawsze przysługa, bo zawsze inspirujesz mnie do wybrania dla ciebie czegoś o wiele gorszego. Już mam pomysł na nasze następne spotkanie. – Co zdecydowanie mu się nie spodoba, ale przecież właśnie o to chodziło. Dotarli jednak do pozostałej części gości, co sprawiło, że rozmowa musiała skierować się już na nieco inne tory.
- Niezmiernie miło mi poznać. – Uśmiechnęła się wdzięcznie, wyciągając dłoń w kierunku Gerarda, aby przedstawić się uprzejmie, z zaciekawieniem przyglądając się wszystkim obecnym. – Moje najlepsze życzenia dla solenizantów. - Skinęła jeszcze głową w stronę Theona. - Nie wiedziałam, co najlepiej zabrać ze sobą w ramach prezentu, dlatego też ofiaruję wypożyczenie naszych rodowych abraksanów na każdą wybraną okazję, czy to polowanie, czy to na inne wydarzenie. – Musiała przyznać, że perspektywa łowienia zwierząt z pomocą skrzydlatych koni rozmiaru przeciętnego mugolskiego słonia wydawała jej się całkiem ciekawa, ale z drugiej strony nie znała się też na łowiectwie na tyle, aby móc to potwierdzić.
- Przepiękne tereny, na pewno pozostawiają wiele możliwości, można poczuć się jak za czasów Pwylla, księcia Dyfed. – Byli w końcu w Walii, kolebce wielu pięknych historii i mitów i nic dziwnego, że natura wciąż przywodziła na myśl dawne czasy. Na pytanie o strój zaśmiała się lekko, kiwając zaraz głową.
- Proszę się nie martwić, mało kiedy zdarza mi się słuchać Logana, i chociaż nie zaprzeczę, że mój obecny strój to jego sprawka…- złapała rąbki sukienki, aby dyskretnie wysunąć czubek jeździeckich oficerek, które dość szybko schowała. - …ale nie byłabym sobą nie przychodząc bez dodatkowego planu. – Mrugnęła jeszcze w stronę mężczyzny, zanim swojej uwagi nie skierowała w stronę Seraphine, uśmiechając się do niej jeszcze szerzej i wyciągając dłonie na powitanie.
- Witaj i tobie, z tego, co rozumiem, również należą się gratulacje. Ponowię moją ofertę – gdybyś zechciała odwiedzić moją rodzinną stadninę abraksanów, będziesz tam niezwykle mile widziana. Sama chętnie oprowadzę i pomogę wybrać najlepszego rumaka. Oczywiście, do kasyna również zapraszam, ale wiem, że jest to dość specyficzna rozrywka. – Spojrzała odruchowo na swój strój, kiedy ta wspomniała, że może być chłodno, chyba dziwiąc się w duchu, że ktoś postanowił jej pożałować i pomóc w tym wszystkim. Nie spodziewała się.
- Dziękuję, dam sobie radę, niemniej jednak to bardzo szczodra oferta. – Skinęła głową, ostatecznie spojrzenie kierując na pana Leroux, kiwając głową w jego kierunku w wyrazie szacunku i również oferując swoją dłoń na powitanie, jeżeli chciał ją przyjąć.
- Dziękuję za komplement, mam jednak nadzieję, iż poradzę sobie na najbliższych szlakach. – Skinęła głową i skierowała się już tam, gdzie była taka potrzeba.