Wydawało mu się to niemalże prawdziwe, nawet jeśli to mogło być zaledwie złudzenie. Tak to miało wszystko wyglądać? W odurzającym go dymie miał ujrzeć Lorettę, odwracającą się do niego plecami? Najwyraźniej. Towarzyszył temu ten przedziwny żal, którego nie chciał doświadczyć ani chwili dłużej. Musiał jeszcze trochę przecierpieć, aby w pełni wyzwolić się od magii tego niedokończonego rytuału. Loretta również nie była kobietą, która powinna mieć jakiekolwiek miejsce w jego życiu. Pokładał nadzieję w obecnej tu uzdrowicielce, że wszystko potoczy się po jego myśli. Nawet pomimo tych komplikacji, które wystąpiły podczas tego całego procesu. Nie znał się na tym wszystkim i nie potrafiłby powiedzieć, co dokładnie poszło nie tak.
To wszystko było bardzo skomplikowane. Decyzję Loretty o niedopełnieniu z nim tego rytuału postrzegał jako przejaw złośliwości ze strony tej kobiety, może jakąś pokręconą formę osobistej zemsty. Przez ostatnie dwa miesiące był po prostu w rozsypce, co skłoniło go do poszukiwania rady, pocieszenia, czegokolwiek i to chociaż to otrzymał, stało się to przyczyną dodatkowych komplikacji tam, gdzie one były niepożądane. Wszystko to, co działo się przez te dwa miesiące pozostanie z nim na zawsze, przerwanie tej nienaturalnej więzi nie sprawi, że to wszystko zniknie. Częściowo tego chciał, choć to nie było możliwe. Straciłby wówczas również nieliczne dobre wspomnienia z tego okresu. Jedynie chciał uwolnić się od tych wszystkich negatywnych emocji. Reszta powinna się ułożyć samoistnie, jeśli tylko nie zacznie tego bardziej komplikować. Bardziej, niż to wszystko już skomplikował.
— Dobrze. — Mruknął w odpowiedzi. Zapach rozpalonego kadzidła uważał za całkiem przyjemny, znacznie przyjemniejszy niż zapach tych świec rytualnych. Odczuwał to, że te wszystkie niepożądane, bardzo nieprzyjemne efekty zaczynały słabnąć i najwyraźniej będzie w stanie dotrwać do końca tego rytuału. — To działa... proszę kontynuować. — Poinformował kobietę. Musieli to doprowadzić do końca, do przerwania tej jakże osobliwej klątwy.
— Udało się? Znacznie lepiej. Zwłaszcza jak pani otworzyła okno. — Zapytał o powodzenie tego rytuału nawet jak sam miał wrażenie, że zrobiło mu się jakby lżej na duszy, jakby zrzucił z niej niewyobrażalny ciężar. Bo tym były odczuwane przez niego przygnębienie i tęsknota, wszystkie te momenty, w których wyobrażał jak to jest mieć przy sobie kogoś wyjątkowego i dzielić z tym kimś życie, wszystko, co z tym było związane. Potrzebował jednak potwierdzenia odnośnie przełamania magii tego rytuału.