Instrukcje wydane przez czarownicę wydawały się nad wyraz jasne. Powoli, z najwyższą ostrożnością się podniósł. W tym okręgu stworzonym z rytualnych świec spędził zaledwie kilka, może kilkanaście minut... choć wydawało mu się, że siedział tam znacznie dłużej. Podążył nieśpiesznie w stronę krzesła, na którym usiadł. Nie wydawał się zachwycony perspektywą wypicia odpowiedniego eliksiru, jednak nie zamierzał tego kwestionować skoro spożycie tej mikstury mogło mu pomóc. Czuł się obserwowany przez uzdrowicielkę, dla której był przecież pacjentem. I być trudnym przypadkiem przez to, że nawet podczas tego procesu wystąpiły poważne komplikacje.
— Zapewniam panią, że niczego tak nie pragnąłem jak złamania tej więzi. Zakładałem, że to nie będzie przyjemne doświadczenie, jednak nie sądziłem, że aż tak. — Zapewnił bez chwili wahania tę czarownicę. Kto przy zdrowych zmysłach chciałby doświadczać tego wszystkiego, z czym on się zmagał przez cały ten czas? Nawet jak to wszystko skłaniało go do refleksji nad własnym życiem.
— Do dna. — Wyciągnął dłoń po podaną przez kobietę fiolkę, starając się ją jak najszybciej opróżnić. Większość oferowanych przez uzdrowicieli eliksirów nie należała do najsmaczniejszych. Bardzo docenił to, że pani Bulstrode posprzątała powstały w tym salonie bałagan. Sam zleciłby to swojemu skrzatowi domowemu, gdy doszedłby już do siebie.
— Będzie to musiało na razie wystarczyć. Z pewnością ma pani rację w tej kwestii. — Odpowiedział z ciężkim westchnięciem. Kobieta zrobiła wszystko, co w swojej mocy aby uwolnić go od magii niedopełnionego rytuału w takich, a nie innych warunkach. Z pewnością do pani Bulstrode przychodziło więcej ludzi z opisywanymi przez nią problemami.
— Dobrze. W razie czego się skontaktuję z panią. — Zapewnił ją, zamierzając zwracać na to uwagę. Z byciem skupionym na sobie akurat nie miał problemu i zawsze starał dbać o swój pozytywny nastrój. W ostatnim czasie to jednak nie działało tak jak trzeba. Dziwne aby działało, jak był wręcz w rozsypce.
— W takim razie dziękuję za wszystko, pani Bulstrode. W razie czego napiszę do pani sowę. Proszę wysłać mi rachunek. Do widzenia. — Nie ruszając się z krzesła, postanowił pożegnać czarownicę, która tym razem skorzystała z drzwi wyjściowych zamiast z kominka.