Heather była jedną z tych osób, z których można było czytać jak z otwartej księgi. Kiedy się cieszyła, widać było to w każdej części jej ciała, gdy była smutna - również. Nic więc dziwnego, że Longbottom od razu zauważyła jej kiepski humor. Zresztą znały się już trochę.
Brenna w przeciwieństwie do Wood, jak zawsze potrafiła trzymać emocje na wodzy. Nie dawała po sobie poznać, co czuje. Jakby nie miała problemu, aby odciąć się od tego wszystkiego. Trochę zazdrościła jej tej umiejętności. Może z czasem i ona stanie się bardziej odporna, na to, co działo się wokół. - Wiem, że to nie jest proste, ale musimy go znaleźć. Musi ponieść konsekwencje. Jason przez niego umarł. - Musieli złapać zdrajcę i się nim zająć. Przecież może zdradzić po raz kolejny, znowu ktoś niewinny straci życie. Nie mogła o tym myśleć, bo coraz bardziej się denerwowała. Nie powinna w tym momencie skupiać się na zemście. Musiały znaleźć ślady, bo Catherine mogła jeszcze żyć. Miała nadzieję, zamierzała ją odszukać. Gdyby chcieli ją zabić, to znaleźliby tutaj dwa trupy, a był tylko jeden, zdaniem Heath był to wystarczający argument na to, że przyjdzie im szukać żywej osoby.
- Dobrze, faktycznie nie jest to odpowiedni moment. - Przyznała rację swojej partnerce, nie był to czas i miejsce na to, żeby dyskutować na temat zdrajców. Co racja, to racja. Zabawne, że Brenna była chyba jedyną osobą, której Wood przyznawała rację z taką lekkością, jakby w ogóle się tym nie przejmowała.
- Oczywiście, jak będzie taka potrzeba to do nich polecę. - Wiedziała, że to jest ważne, aby Zakon był krok do przodu przed ministerstwem, także jeśli tylko Brenn uzna, że ma lecieć, to to zrobić.
Stała za partnerką, kiedy ta zmierzała w stronę drzwi. Zaraz wreszcie będą mogły obejrzeć dokładnie miejsce zbrodni. Oby szczęście było dzisiaj po ich stronie, liczyła na to, że znajdą jakieś ślady, które doprowadzą je do Barlow.