Rzeczywiście, to wyrażało więcej niż tysiąc słów, ale też generowało strasznie dużo pytań i nierozumienia. Bo na ile zdążyła poznać Sauriela… Nigdy źle nie wypowiadał się o mugolach, wręcz gorzej gadał o czarodziejach czystej krwi, nie chciał przebywać w ich towarzystwie i tak dalej. To się nie kleiło najzwyczajniej w świecie. Bycie Śmierciożercą, oddanym sługą Czarnego pana, który uważał czarodziejów czystej krwi za lepszych, a mugoli i mugolaków za ściek… Mord i przemoc, by osiągnąć własne cele… Victoria miała wrażenie, że jej mózg właśnie doznał jakiegoś totalnego resetu, ktoś nacisnął przycisk i rzytrzymał go 10 sekund, żeby przywrócić wszystko do ustawień fabrycznych. Dlatego siedziała tak w bezruchu i… i… i mrugała. Jak ryba wyciągnięta z wody.
To chyba jakiś zły sen.
Ale to nie był też koszmar. Victoria nie była teraz w pracy i Sauriela aresztować nie zamierzała, zawsze dość wyraźnie to rozgraniczała, natomiast na pewno nie stawiało jej to w jakiejś świetnej pozycji. Mówiła już Saurielowi, że rodzinie się pomaga, a nie wtrąca do więzienia… ale kim dla niej był Sauriel? I kogo uważała za swoją rodzinę?
Nie uznała za konieczne odpowiadać, że nie wyglądał, jakby żartował, zresztą miała wystarczająco oleju w głowie, żeby mieć tego świadomość. A później z jej ust wydobyło się coś na kształt… prychnięcia, parsknięcia – ale cichego, kiedy stwierdził, że jego ojciec numer jeden i ojciec numer dwa podążają za tą ideologią. To już wszystko rozumiała. Eric pewnie faktycznie wierzył w wyższość czystej krwi, zresztą był zjebany, skoro jego własna żona będąc z nim w ciąży próbowała przed nim uciec. Joseph… pewnie „wyznawał” ideologię z nudów. A kiedy ojciec numer jeden jest na coś zafiksowany, a ojciec numer dwa chce się pobawić… Oto był efekt. Synek siedział z Mrocznym Znakiem na ręce. Sytuacja rzeczywiście się komplikowała – nawet bez tego, że i tak wszyscy umierają, więc Saurielowi wszystko jedno.
[a]Ja pierdole.
Tak, rozumiała już, że miał na myśli więcej niż problemy emocjonalne. I w tym wszystkim… Przyszło jej do głowy, że ma niesamowitego pecha. Jej poprzedni narzeczony… nigdy tego nie stwierdzono oficjalnie, ale został znaleziony martwy w domu mugoli. Czystokrwisty czarodziej, w domu mugoli, martwy po ataku Śmierciożerców – a nie należał do żadnych służb. Wnioski można było więc zacząć wyciągać samemu, chociaż nie było ku temu żadnego potwierdzenia. Teraz Sauriel. Victoria od początku, odkąd dowiedziała się, że jest wampirem, zastanawiała się o chuj chodzi jej rodzicom, ale teraz… Teraz to dopiero zaczęła mieć wątpliwości. Nie do Sauriela, nie. Do swojej rodziny. I coś z tego musiało odbić się w jej twarzy, bo nie próbowała ukryć emocji za oklumencją – a więc to, że musi myśleć właśnie bardzo intensywnie i że wnioski jakie ma nie są specjalnie wesołe.
– Czyli chcesz mi powiedzieć, że nie dość, że zmusili cię do tego – wskazała głową po prostu na niego. – To jeszcze do tego – kiwnęła głową w kierunku jego ręki. – A ty grzecznie wykonujesz rozkazy, bo co za różnica kto je wydaje? – co za… absolutnie spierdolona relacja. Ta w jego domu. I to coś, co w głowie miał Sauriel, chociaż po części rozumiała, że po koszmarze, jaki mu zgotowała rodzinka, to chciał się po prostu chronić. Przed bólem. Zadawał więc ból innym. – Tak, rozumiem. Ale to nie ja podjęłam decyzję o tym za kogo i kiedy chciałabym wyjść za mąż – więc cóż z tego, że to małżeństwo ją unieszczęśliwi? Przecież to nie był jej wybór. A jedyne co chciała, to żeby to małżeństwo nie było dla niej takim koszmarem, jak mogłoby być, kiedy jeszcze na domiar wszystkiego nie dogadywałaby się z mężem i była w jego życiu niechcianym elementem.