Jeżeli panna Paxton nie chciała mieć na głowie obszczymura, który ją wcześniej w tej alejce napadł, pozostawienie za sobą adresu, do którego zmierzała, było oczywiście błędem. Flynn nie był człowiekiem doskonałym i często coś mu nie wychodziło, ale głupi miał zawsze szczęście. Kiedy udało mu się wreszcie zgubić ten pościg i zorientował się, że oprócz Brygadzistów zgubił też to, po co w ogóle go tutaj wysłali, wiedział dobrze, że musi tam wrócić. No i wrócił, bo nie miał innego wyjścia - nie mógł wrócić z niczym, bo jego sytuacja życiowa po prostu nie pozwalała na sytuację, w której wraca z niczym. I jedynym tropem, jaki znalazł, była ta kartka, więc...
Czy zauważyła go, kiedy zwisał do góry nogami, zaczepiony o gzyms i zaglądał do wnętrza „Mikstur Ravena” przez boczne okienko prowadzące do zaplecza?
Dźwięki wieczornego miasta były już spokojne - nikt nikogo nie gonił, nikt nie krzyczał. Czarodzieje po ciężkiej pracy zmierzali do swoich domów i okolicznych barów, chcąc odpocząć, bo nużącym i gorącym dniu - na wyspach rzadko bywało aż tak gorąco jak dzisiaj. Flynn spodziewał się, że drobna dziewczyna po wyjściu ze swojej rozmowy kwalifikacyjnej (którą bezczelnie podsłuchiwał, po tym jak zauważył, że ma ze sobą jego worek), obierze podobny kierunek. Avelina szła tylko zatłoczonymi uliczkami, zmierzała w stronę Kotła, gdzie albo napije się kremowego piwa, albo spróbuje przedostać się na Charing Cross Road. Kocioł był dobrym miejscem, żeby zgarnąć kogoś z zaskoczenia, ale tuż przy nim stał umundurowany Brygadzista spisujący jakiegoś kolesia... Pewnie byli wyczuleni na takich jak on, a i ona mogłaby przekazać Brygadzie jego zgubę, toteż musiał zadziałać szybko.
Podszedł do niej szybko, klaskając w dłonie, wykonując tym samym bezróżdżkową inkantację, mającą na moment skleić jej usta w nieco żenującym uśmiechu. Sam zrównał ich krok, otoczył jej biodro ramieniem i wesoło powiedział:
- Nicole, jak dobrze cię widzieć... - i skierował ich kroki do bocznej alejki prowadzącej na Nokturn. Jednej z tych, gdzie nikt o zdrowych zmysłach się nie zapuszczał. - Oddasz mi to, co zabrałaś, nic ci nie zrobię - powiedział półszeptem, po czym puścił ją, ale wciąż blokował jej wyjście z alejki.
Czy zauważyła go, kiedy zwisał do góry nogami, zaczepiony o gzyms i zaglądał do wnętrza „Mikstur Ravena” przez boczne okienko prowadzące do zaplecza?
Dźwięki wieczornego miasta były już spokojne - nikt nikogo nie gonił, nikt nie krzyczał. Czarodzieje po ciężkiej pracy zmierzali do swoich domów i okolicznych barów, chcąc odpocząć, bo nużącym i gorącym dniu - na wyspach rzadko bywało aż tak gorąco jak dzisiaj. Flynn spodziewał się, że drobna dziewczyna po wyjściu ze swojej rozmowy kwalifikacyjnej (którą bezczelnie podsłuchiwał, po tym jak zauważył, że ma ze sobą jego worek), obierze podobny kierunek. Avelina szła tylko zatłoczonymi uliczkami, zmierzała w stronę Kotła, gdzie albo napije się kremowego piwa, albo spróbuje przedostać się na Charing Cross Road. Kocioł był dobrym miejscem, żeby zgarnąć kogoś z zaskoczenia, ale tuż przy nim stał umundurowany Brygadzista spisujący jakiegoś kolesia... Pewnie byli wyczuleni na takich jak on, a i ona mogłaby przekazać Brygadzie jego zgubę, toteż musiał zadziałać szybko.
Podszedł do niej szybko, klaskając w dłonie, wykonując tym samym bezróżdżkową inkantację, mającą na moment skleić jej usta w nieco żenującym uśmiechu. Sam zrównał ich krok, otoczył jej biodro ramieniem i wesoło powiedział:
- Nicole, jak dobrze cię widzieć... - i skierował ich kroki do bocznej alejki prowadzącej na Nokturn. Jednej z tych, gdzie nikt o zdrowych zmysłach się nie zapuszczał. - Oddasz mi to, co zabrałaś, nic ci nie zrobię - powiedział półszeptem, po czym puścił ją, ale wciąż blokował jej wyjście z alejki.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.