24.09.2023, 18:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2023, 21:11 przez Edward Prewett.)
Cieszyłem się, że Lorek odżył. Widać było, że jest zmęczony zaistniałą sytuacją, ale gdzieś pomiędzy moimi słowami i gestami odnalazł otuchę. O to chodziło, bo ja tu byłem i nie zamierzałem się nigdzie wybierać, a ten dom był jego domem, niezależnie od tego, czy moja małżonka była w nim czy też nie, czy nie przepadała za jego osobą, czy nie życzyła jej sobie na stanie. To był dom Lorka i nic nie miało tego zmienić, szczególnie Aydaya. Zresztą, byłem pewien, że kiedy jej opowiem, co spotkało mojego syna, spuści nieco z tonu.
- Ależ oczywiście masz moje wsparcie, synu - odparłem w odpowiedzi na przypomnienie o jego planach. - Rób co musisz, aby pamiętaj o sprawach ważniejszych by zachować swoje bezpieczeństwo w ryzach. Kiedy tylko zauważysz, że ktoś cię obserwuje, od razu kieruj się do Keswick... - zawyrokowałem, składając kolejne listy. Faktycznie powinienem napisać do Minister Magii. Nie tylko po to by miała swoją uwagę skierowaną na Biuro Aurorów, ale też żeby liczyła się ze słowem mojego syna. To nie była byle błahostka.
- Pamiętaj, synu, że tu jestem i w każdej chwili mogę cię wysłuchać, pomóc ci albo po prostu potowarzyszyć przy popołudniowej herbatce... Może mam dużo obowiązków, ale to nie znaczy, że ty i że Pandora również możecie mnie omijać szerokim łukiem - pragnąłem zauważyć, gdyż cierpiałem na brak towarzystwa moich pociech. Zachowywały się, jakby miały już własne rodziny, dzieci, a te ich dzieci własne kredki. Niestety, to nie taka historia, gdzie miałem już wnuki. Po prostu dwójkę pociech z głowami wśród chmur. - Poza tym to nudne, kiedy ma się najlepszą stadninę w kraju i nawija się o niej tylko jakimś obcym ludziom - stwierdziłem, żałując, że nie miałem okazji oprowadzić Lorka po stadninie, ale mieliśmy sporo czasu by to zrobić. Trzymałem go za słowo z tym nocowaniem.
- Może teraz odpocznij, połóż się, a ja dokończę pisanie... Potem pospacerujemy - zaproponowałem z lekkim uśmiechem. Sam wróciłem do pisania listów. Zamierzałem też porozmawiać z Kevinem by miał oko na Lorka. Przynajmniej na jawie.
- Ależ oczywiście masz moje wsparcie, synu - odparłem w odpowiedzi na przypomnienie o jego planach. - Rób co musisz, aby pamiętaj o sprawach ważniejszych by zachować swoje bezpieczeństwo w ryzach. Kiedy tylko zauważysz, że ktoś cię obserwuje, od razu kieruj się do Keswick... - zawyrokowałem, składając kolejne listy. Faktycznie powinienem napisać do Minister Magii. Nie tylko po to by miała swoją uwagę skierowaną na Biuro Aurorów, ale też żeby liczyła się ze słowem mojego syna. To nie była byle błahostka.
- Pamiętaj, synu, że tu jestem i w każdej chwili mogę cię wysłuchać, pomóc ci albo po prostu potowarzyszyć przy popołudniowej herbatce... Może mam dużo obowiązków, ale to nie znaczy, że ty i że Pandora również możecie mnie omijać szerokim łukiem - pragnąłem zauważyć, gdyż cierpiałem na brak towarzystwa moich pociech. Zachowywały się, jakby miały już własne rodziny, dzieci, a te ich dzieci własne kredki. Niestety, to nie taka historia, gdzie miałem już wnuki. Po prostu dwójkę pociech z głowami wśród chmur. - Poza tym to nudne, kiedy ma się najlepszą stadninę w kraju i nawija się o niej tylko jakimś obcym ludziom - stwierdziłem, żałując, że nie miałem okazji oprowadzić Lorka po stadninie, ale mieliśmy sporo czasu by to zrobić. Trzymałem go za słowo z tym nocowaniem.
- Może teraz odpocznij, połóż się, a ja dokończę pisanie... Potem pospacerujemy - zaproponowałem z lekkim uśmiechem. Sam wróciłem do pisania listów. Zamierzałem też porozmawiać z Kevinem by miał oko na Lorka. Przynajmniej na jawie.
Koniec sesji