Te kilka zdań, które Erik wypowiedział o tym, jak Elijah był traktowany we własnym domu, mówiły absolutnie wszystko. I sklejało się w sensowną całość i bardzo smutną historię o dziecku, które było karane… za co właściwie? Było po prostu w swoim domu niekochane, później uważane za dziwaka. Victoria musiała przyznać, że jej się to w głowie nie miescilo – przecież dzieciaki były bezbronne, a dom miał być bezpiecznym miejscem, a jednak… czy mugol, czy czarodziej, ludzie mieli to gdzieś w sobie (bo jakoś od razu przyszedł jej na myśl przypadek Sauriela). To był smutny wniosek. A jeszcze smutniejsze było to, że dziecko musiało się bronić i nie wiedziało nawet co się właściwie dzieje. Dopiero na statku… ktoś mu obiecał, że go nauczy.
- Na statku musiał być jakiś czarodziej albo czarownica. Mówił, że ktoś obiecał mu że go nauczy czarować. I pytał mnie o różdżkę – dodała jeszcze. To tak… gwoli wymiany informacji, cholera wie, może im się to jeszcze do czegoś przyda? Choć może nie, skoro Geraldine mówiła, że… otaczają ich potwory.
Statek pełen potworów. I do tego statek widmo. Oczywiście że to nie miała być spokojna Litha.
A później… stało się bardzo dużo w bardzo krótkim czasie. Geraldine skoczyła do przodu, zobaczyli trupa w garniturze, z dziwną czernią w oczodołach, Erik upadł na kolana i złapał się za gardło, jego różdżka się potoczyła… a Victoria usłyszała dźwięk obijanych kieliszków. Rzuciła okiem na boki – nikogo tutaj nie było. A jednak, ten dźwięk… iluzja?
Cokolwiek to było… Erik potrzebował pomocy!
- Erik! – krzyknęła, widząc jak walczy o oddech i machnęła różdżką. Cokolwiek to było – jakiekolwiek zaklęcie, pierwsze co przyszło jej do głowy to to, by rozproszyć magię. Spróbować zanegować to, co się tutaj działo – czy wokół Erika, czy po prostu… w ich otoczeniu.
Rozpraszanie
Sukces!
Akcja nieudana