09.11.2022, 18:17 ✶
Początek czerwca przyniósł miastu słoneczną pogodę. Zrobiło się ciepło i przyjemnie. W powietrzu czuło się lato. Na ulice miasta wyległy całe rzesze ludzi, przez co Londyn wydawał się bardziej zatłoczony niż zwykle. Mieszkańcy, bez względu na to czy byli czarodziejami czy mugolami pragnęli w błogim spokoju spędzić wolną sobotę. Dziurawy Kocioł był oblegany, zaś po Pokątnej przechadzały się całe rodziny, które z pewnością zamierzały załatwić sprawunki w sklepie lub wstąpić na chwilę do kawiarni. Siedzenie w taki ładny dzień w czterech ścianach było nie do pomyślenia. Adelard czuł, że potrzebuje przestrzeni i świeżego powietrza. Tęsknił też za Elaine, chociaż ostatnio widzieli się… raptem dwa dni temu? Propozycja wspólnego wypadu za miasto dobitnie świadczyła, że Elaine tęskniła za nim równie mocno. Nie dał się długo prosić. W niedługim czasie znalazł się wraz z nią na zacisznej polanie przy której rosły drzewa rzucające miły cień. Adelard już na samym początku spotkania pochwalił musztardową sukienkę Elaine. Rzeczywiście podkreślała barwę jej oczu. A także urodę. Poza tym pasowała kolorem do jego beżowej koszuli. Nie skomentował za to w żaden sposób wyciągnięcia przez nią książki i usadowienia się pod dębem, by pochłaniać zawarty w niej materiał. Była zdolną, inteligentną osóbką. Założyłby się o wszystkie swoje pieniądze, że śpiewająco zda egzaminy. Wkuwanie w czasie wolnym było w jej przypadku przesadą. A może to była reakcja na stres związany z egzaminem? W każdym razie postanowił dać jej te parę minut na czytanie. Popijał ze szklanki sok malinowy. Przyglądał się kilku ptakom baraszkującym wśród gałęzi. Od czasu do czasu zerkał na pochłoniętą lekturą Elaine. Wokół pachniało letnimi kwiatami, ziemią, mchem i drewnem. Możliwe, że jego ukochana poczuła na sobie kolejne spojrzenie, bo zdecydowała się odezwać.
- Naprawdę? - zapytał po chwili - Chcesz powiedzieć, że bohater baśni cierpiał na chorobę genetyczną? Zawsze myślałem, że jest po prostu bezuczuciowym draniem.
Wziął kolejny łyk soku. Jak większość czarodziejów w dzieciństwie czytał baśnie Barda Beedle’a. Włochate serce było jedyną baśnią, która kończyła się źle. Nie był jednak zaskoczony, że jego Elaine zainteresowała się akurat tą historią. Jak mniemał, ciekawiła umysły medyków. Wielu pewno chciało wiedzieć w jaki sposób bohater przeżył tyle czasu bez serca. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Wygląd serca być może świadczył o chorobie o które Adelard nigdy nie słyszał. Przysunął się bliżej Elaine.
- Chociaż muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem twojego odkrycia. Dobrze wykorzystujesz zdobytą wiedzę. Pozwól, że wynagrodzę cię za twoją ciężką pracę.
Do czego niezwłocznie przystąpił. Objął ją, wsuwając dłonie we włosy i przysunął jeszcze bliżej. Na tyle blisko, by musnąć wargami jej delikatne usta. Muśnięcie wkrótce przekształciło się w mocny, gorący pocałunek. Nie śpieszył się. Raz, że mieli mnóstwo czasu, a dwa nagroda, którą nie można się nacieszyć to żadna nagroda. W końcu oderwał od niej usta i przyjrzał się błyszczącymi oczami.
- Naprawdę? - zapytał po chwili - Chcesz powiedzieć, że bohater baśni cierpiał na chorobę genetyczną? Zawsze myślałem, że jest po prostu bezuczuciowym draniem.
Wziął kolejny łyk soku. Jak większość czarodziejów w dzieciństwie czytał baśnie Barda Beedle’a. Włochate serce było jedyną baśnią, która kończyła się źle. Nie był jednak zaskoczony, że jego Elaine zainteresowała się akurat tą historią. Jak mniemał, ciekawiła umysły medyków. Wielu pewno chciało wiedzieć w jaki sposób bohater przeżył tyle czasu bez serca. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Wygląd serca być może świadczył o chorobie o które Adelard nigdy nie słyszał. Przysunął się bliżej Elaine.
- Chociaż muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem twojego odkrycia. Dobrze wykorzystujesz zdobytą wiedzę. Pozwól, że wynagrodzę cię za twoją ciężką pracę.
Do czego niezwłocznie przystąpił. Objął ją, wsuwając dłonie we włosy i przysunął jeszcze bliżej. Na tyle blisko, by musnąć wargami jej delikatne usta. Muśnięcie wkrótce przekształciło się w mocny, gorący pocałunek. Nie śpieszył się. Raz, że mieli mnóstwo czasu, a dwa nagroda, którą nie można się nacieszyć to żadna nagroda. W końcu oderwał od niej usta i przyjrzał się błyszczącymi oczami.