25.09.2023, 01:31 ✶
Początkowo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak duży błąd popełnił. Starczyło jednak, żeby dostrzegł ten lekki, cwany uśmieszek na twarzy brata, żeby zrozumieć, co go zaraz czeka. Zdecydowanie nie lubił, gdy ich rozmowy schodziły na tematy uczuć, ale teraz, zaabsorbowany mocno sytuacją, w której się znaleźli, opuścił nieco gardę. Niestety, głównie dla siebie samego, partner nie miał zamiaru przepuścić tej okazji, o czym zresztą się zaraz przekonał.
Jego pierwszą reakcją było lekkie westchnięcie, z którego wręcz wylewała się rezygnacja. Zdecydowanie nie chciał ciągnąć tego wątku, ale jednocześnie wiedział, że tak łatwo się z tego nie wymiga. Widać było, że Atreus zbyt dobrze się bawi. Tak naprawdę, jedyną opcją, jaka mu została, było odpowiedzenie, co i tak nie było wcale najlepszym ruchem. Nie mógł przesadzić, bo rozdrażnienie go jedynie pogorszyłoby sprawę. Musiał trafić w punkt, jeśli chciał zabić tę rozmowę w zarodku.
— Imponujące, jak dobrze zapamiętałeś przemowy mamy. Jestem pod szczerym wrażeniem, aczkolwiek — tutaj urwał, rozglądając się po okolicy. Zdawało mu się, że coś usłyszał, ale gdy skupieniu się odpowiedziała cisza, wrócił do prowadzonej wcześniej rozmowy. — Myślę, że moja etyka pracy zdecydowanie nie szkodzi dobremu imieniu naszej rodziny. Natomiast co do Ciebie i Elaine. Tak długo jesteście już zaręczenie, może czas na ślub? Jeśli chcesz, mogę porozmawiać z Flo. Jestem przekonany, że z radością zajęłaby się zorganizowaniem imprezy dla całej rodziny i przyjaciół. W sumie to pewnie dla połowy miasta, znając rozmach matki — rzucił, mając nadzieję, że zepchnięcie rozmowy na te tory zniechęci Atreusa do ciągnięcia tego tematu. Nie, żeby Orion nie planował sobie nikogo znaleźć. Po prostu aktualnie nie miał do tego czasu ani chęci. Nie fascynowały go też przymuszane, sztuczne relacje, także po prostu czekał. Jeśli gdzieś tam ktoś na niego czekał, z pewnością dane im będzie się spotkać.
— Doskonale, w takim razie zawiadomimy obie strony — skwitował, ciesząc się tym małym zwycięstwem. Jasne, nie mieli pewności, że posąg faktycznie był zaklętą kobietą, ale nie chciał zostawiać tej sytuacji przypuszczeniom.
Zadowolenie nie trwało długo. Gdy po rzuceniu czaru, figura nagle ożyła, dosłownie go zamurowało. Stał niczym słup soli, patrząc, jak kobieta z wrzaskiem robi kilka szybkich kroków, po których na nowo zastyga w stałej pozie.
— Ja... nie wiem — odpowiedział tylko, zdecydowanie bledszy. Nerwowo zaciskał w dłoni różdżkę, a gdy zaklęcie Atreusa uwolniło ją na kolejne sekundy, wiedział już, że nie ma czasu na dłuższe rozmyślanie.
— Zdecydowanie trzeba wezwać odpowiednie osoby. Jakiekolwiek przekleństwo wisi na tej kobiecie, nie jesteśmy w stanie zdjąć tego na stałe. Albo nie starcza nam mocy, albo rzucono na nią coś bardziej skomplikowanego. I jeszcze to uciekanie... mam nadzieję, że nic nie czyha w krzakach — rzucił już ciszej, celując różdżką w okoliczne drzewa. Zaczął się rozglądać, ale nie potrafił niczego dostrzec. — Wyślij patronusa do ministerstwa — mruknął do brata, przy okazji zerkając raz jeszcze na posąg. Wyjątkowo nieprzyjemna sytuacja.
Jego pierwszą reakcją było lekkie westchnięcie, z którego wręcz wylewała się rezygnacja. Zdecydowanie nie chciał ciągnąć tego wątku, ale jednocześnie wiedział, że tak łatwo się z tego nie wymiga. Widać było, że Atreus zbyt dobrze się bawi. Tak naprawdę, jedyną opcją, jaka mu została, było odpowiedzenie, co i tak nie było wcale najlepszym ruchem. Nie mógł przesadzić, bo rozdrażnienie go jedynie pogorszyłoby sprawę. Musiał trafić w punkt, jeśli chciał zabić tę rozmowę w zarodku.
— Imponujące, jak dobrze zapamiętałeś przemowy mamy. Jestem pod szczerym wrażeniem, aczkolwiek — tutaj urwał, rozglądając się po okolicy. Zdawało mu się, że coś usłyszał, ale gdy skupieniu się odpowiedziała cisza, wrócił do prowadzonej wcześniej rozmowy. — Myślę, że moja etyka pracy zdecydowanie nie szkodzi dobremu imieniu naszej rodziny. Natomiast co do Ciebie i Elaine. Tak długo jesteście już zaręczenie, może czas na ślub? Jeśli chcesz, mogę porozmawiać z Flo. Jestem przekonany, że z radością zajęłaby się zorganizowaniem imprezy dla całej rodziny i przyjaciół. W sumie to pewnie dla połowy miasta, znając rozmach matki — rzucił, mając nadzieję, że zepchnięcie rozmowy na te tory zniechęci Atreusa do ciągnięcia tego tematu. Nie, żeby Orion nie planował sobie nikogo znaleźć. Po prostu aktualnie nie miał do tego czasu ani chęci. Nie fascynowały go też przymuszane, sztuczne relacje, także po prostu czekał. Jeśli gdzieś tam ktoś na niego czekał, z pewnością dane im będzie się spotkać.
— Doskonale, w takim razie zawiadomimy obie strony — skwitował, ciesząc się tym małym zwycięstwem. Jasne, nie mieli pewności, że posąg faktycznie był zaklętą kobietą, ale nie chciał zostawiać tej sytuacji przypuszczeniom.
Zadowolenie nie trwało długo. Gdy po rzuceniu czaru, figura nagle ożyła, dosłownie go zamurowało. Stał niczym słup soli, patrząc, jak kobieta z wrzaskiem robi kilka szybkich kroków, po których na nowo zastyga w stałej pozie.
— Ja... nie wiem — odpowiedział tylko, zdecydowanie bledszy. Nerwowo zaciskał w dłoni różdżkę, a gdy zaklęcie Atreusa uwolniło ją na kolejne sekundy, wiedział już, że nie ma czasu na dłuższe rozmyślanie.
— Zdecydowanie trzeba wezwać odpowiednie osoby. Jakiekolwiek przekleństwo wisi na tej kobiecie, nie jesteśmy w stanie zdjąć tego na stałe. Albo nie starcza nam mocy, albo rzucono na nią coś bardziej skomplikowanego. I jeszcze to uciekanie... mam nadzieję, że nic nie czyha w krzakach — rzucił już ciszej, celując różdżką w okoliczne drzewa. Zaczął się rozglądać, ale nie potrafił niczego dostrzec. — Wyślij patronusa do ministerstwa — mruknął do brata, przy okazji zerkając raz jeszcze na posąg. Wyjątkowo nieprzyjemna sytuacja.