25.09.2023, 07:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2023, 17:49 przez Cathal Shafiq.)
- Nie sama - zaprotestowała Nell szybko, a potem zerknęła na Cathala. - I nie mów, że mam paranoję! Nie chodzi nawet o opętanie, ale może ta Cassandra chciała ją tam ściągnąć.
- Wszyscy wiemy, że masz paranoję - powiedział Cathal ze spokojem, a gdy Nell, wyraźnie zla jak osa, już otwierała usta, by coś powiedzieć, uniósł rękę. - Ale tym razem masz rację. Skoro Ginerwa tak zareagowała na zapiski Cassandry, nie możemy wykluczyć, że tamta ukryła coś jeszcze. Wątpię, by tak było, bo na wrzosowisku już by to odkryto, ale nie będziemy niepotrzebnie ryzykować.
Po tych słowach poslał kobiecie wymowne spojrzenie. Nic niby nie mówił, ale przesłanie zdawało się jasne.
Nawet nie próbuj iść tam w pojedynkę.
- Powiemy, że w wiosce jest zaklęcie, które może uaktywnić się o zmierzchu. Jeśli ktoś uważa, że taki zakaz nie jest dla niego wystarczający i postanowi go złamać, to nie ma tu dla niego miejsca - skwitowała kolejne pytanie. Shafiq nie miał natury dowódcy, w obozie na pewno nie panował wojskowy reżim, ale był straszliwie uparty i w niektórych sytuacjach nie wahał się wykopać członka ekipy w ciągu paru sekund.
Pomógł jej wstać i razem z nią ruszył w stronę wyjścia z namiotu. Był na tyle pogrążony we własnych myślach, że na jej pytanie odpowiedział już na zewnątrz.
Niebo malowało się granatem i czerwienią.
Zmierzch, tak podobny do tego z jej wizji.
- Sześć. Ale jak sądzę jeden z nich musiał zostać zniszczony. W takich układach jest ich zwykle siedem albo dwanaście.
Ruszyli razem przez obóz, o tej porze powoli pustoszejący - bo niektórzy leżeli już w namiotach, inni aportowali się do Londynu.
Gdzieś z oddali, znad wrzosowisk, w ich stronę wiał wiatr...
- Wszyscy wiemy, że masz paranoję - powiedział Cathal ze spokojem, a gdy Nell, wyraźnie zla jak osa, już otwierała usta, by coś powiedzieć, uniósł rękę. - Ale tym razem masz rację. Skoro Ginerwa tak zareagowała na zapiski Cassandry, nie możemy wykluczyć, że tamta ukryła coś jeszcze. Wątpię, by tak było, bo na wrzosowisku już by to odkryto, ale nie będziemy niepotrzebnie ryzykować.
Po tych słowach poslał kobiecie wymowne spojrzenie. Nic niby nie mówił, ale przesłanie zdawało się jasne.
Nawet nie próbuj iść tam w pojedynkę.
- Powiemy, że w wiosce jest zaklęcie, które może uaktywnić się o zmierzchu. Jeśli ktoś uważa, że taki zakaz nie jest dla niego wystarczający i postanowi go złamać, to nie ma tu dla niego miejsca - skwitowała kolejne pytanie. Shafiq nie miał natury dowódcy, w obozie na pewno nie panował wojskowy reżim, ale był straszliwie uparty i w niektórych sytuacjach nie wahał się wykopać członka ekipy w ciągu paru sekund.
Pomógł jej wstać i razem z nią ruszył w stronę wyjścia z namiotu. Był na tyle pogrążony we własnych myślach, że na jej pytanie odpowiedział już na zewnątrz.
Niebo malowało się granatem i czerwienią.
Zmierzch, tak podobny do tego z jej wizji.
- Sześć. Ale jak sądzę jeden z nich musiał zostać zniszczony. W takich układach jest ich zwykle siedem albo dwanaście.
Ruszyli razem przez obóz, o tej porze powoli pustoszejący - bo niektórzy leżeli już w namiotach, inni aportowali się do Londynu.
Gdzieś z oddali, znad wrzosowisk, w ich stronę wiał wiatr...
Koniec sesji