Sala powoli zaczynała się zapełniać najbardziej znanymi czarodziejami. Lou postarał się o to, aby pojawiło się tu wiele sławnych osobowości. Widać, że było to dla niego wazne wydarzenie.
Trixie również skinęła na przywitanie do Laruenca swojego kuzyna i pomachała z entuzjazmem do jego synka. Dobrze było widzieć ich przyszłą nadzieję wśród tak wielu znanych twarzy. W końcu to kolejne pokolenia będą dbały o to, aby ich świat nadal był opowiednio uporządkowany. Wierzyła w to, że kuzyn uczy chłopca tego, gdzie wśród czarodziejów jest miejsce czystokrwistych - na piedestale z dala od szlam. Serce rosło, gdy widziała to maleństwo pośród innych.
- Nie wiem dlaczego Rabastan, nic ci przecież nie brakuje. - Odpowiedziała jeszcze swojemu towarzyszowi. Starała się zrozumieć dlaczego tak bardzo lubi chować się w cieniu innych. Pochodził z odpowiedniej rodziny, posiadał nienaganne maniery, wyglądał też całkiem dobrze, a często gdzieś znikał. Nie chciał lawirować między innymi interesującymi osobami. Taką już najwyraźniej po prostu miał naturę.
Uśmiechnęła się słysząc jego kolejny komentarz. Wcale nie uważała go za lenia, za każdym razem, gdy go potrzebowała stał tuż obok niej, nigdy nie odmówił jej przysługi. Nie był więc takim stuprocentowym leniem w oczach panny Black. - Ogromna strata, że Rudolf nie mógł być tutaj z nami. - Wypadało się do tego odnieść, chociaż tak naprawdę to nawet jej to było na rękę. Mogła się zająć sobą, nie musiała zabawiać swojego narzeczonego.
- Wydaje mi się, że większe wrażenie robi pokazanie prawdziwej siły. Takie latanie na miotłach, każdy głupi mógłby się tak ścigać, a tutaj będą latały zaklęcia, ktoś może faktycznie oberwać, chciałabym, żeby polała się krew. - Na chwilę się rozmarzyła. Bellatrix przyjemność sprawiało patrzenie na to, jak inni robią sobię krzywdę, niemal tak samo ogromną, jak to, kiedy ona mogła robić to własnymi rękoma.
- Tak właśnie myślałam, że to Edgar. Wydaje mi się, że mignął mi przy wejściu. - Żaden inny ptak nie wyglądał jakby na kogoś czekał. Nie dało się go pomylić.
- Moje siostry? Udają, że są bardzo zapracowane, jak zawsze. Średnio w to wierzę, ale dzisiaj to mi, jak zawsze przypadło reprezentowanie naszej rodziny. - W ustach Belli brzmiało to jak powód do dumy.
Wtedy podszedł do nich kuzyn. Kiedy Bella zobaczyła Lou uśmiechnęła się od ucha do ucha. Dobrze wyglądał, jak zawsze zresztą. - Dziękuję Lou, prawdziwy z ciebie dżentelmen, jak zawsze. Obij mu ryj, proszę cię. - Rzuciła jeszcze szybko, nim Lestrange od nich odszedł, aby przywitać kolejnych gości.
- Ciekawa jestem Rabi, ile to potrwa, jak myślisz? - Miała nadzieję, że kuzyn bardzo szybko poradzi sobie z tym całym Nottem.