Yaxley spoglądała uważnie na kuzyna. Uciekał nocą w Beltane. Nie walczył ze śmierciożercami, którzy pojawili się na miejscu, a uciekał przed widmami. To ciekawe, znaczy nie zazdrościła mu, że musiał wiać nie mogąc nikomu pomóc, jednak rozumiała dlaczego wybrał takie rozwiązanie. Te istoty były naprawdę dziwne. Zupełnie inne od wszystkiego, co znała. Mogły wzbudzić strach, ba tym się głównie zajmowały. Powodowały, że ludzi ogarniał strach, jakiego nigdy dotąd nie zaznały. Zmysły podpowiadały ucieczkę, dlatego też sama wtedy wybrała taką drogę. Nie zamierzała jednak teraz postępować podobnie. Miała już nieco doświadczenia, wiedziała, że w ten sposób działają.
- Tak, czułam to samo, towarzyszyło temu zimno. Mimo, że wcale nie było chłodno, to moje ciało dygotało od niskiej temperatury. - Jakby za chwilę miała zamarznąć. Tyle, że udało jej się uciec. Jakmiś cudem. Jak zawsze miała sporo szczęścia.
- Szkoda chłopaka, ale więcej nie mogliśmy zrobić. Przynajmniej w jego przypadku. - Tylko go znaleźli, mogli za to teraz spróbować zaangażować się w poszukiwanie tych stworów. To spowodowałoby, że nikt więcej nie podzieli jego losu. Może uda im się dzięki temu uratować masę innych dzieciaków. Nastawiła się do tego zadania w ten sposób. Wydawało jej się, że mogą pomóc innym, liczyła na to, że te dziwne istoty nie wyjdą z Kniei. Jeśli by ją opuściły, to mieliby przesrane. Nigdzie nie byłoby bezpiecznie.
Może i ciało możnaby było zmodyfikować, jednak czy pod spodem, pod modyfikacją nadal nie byłoby tego starca? Na zewnątrz by się zmieniło, ale nic nie zwróci mu młodości. Czarodzieje od lat próbowali stworzyć eliksir, który odejmowałby lat i powodował brak starzenia, jednak nikomu się nie udało. Nie sądziła, że modyfikacje ciała by sobie poradziły z tym, co spotkało Charliego.
Weszli więc w las, aby szukać czegokolwiek. No i Geraldine wreszcie poczuła się jak ryba w wodzie. Nie patrzyła specjalnie na kuzyna, tylko szła przed siebie mrucząc coś pod nosem. Wydawało jej się, że Knieja chce z nią współpracować, chce jej udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, chce jej pomóc. Tak, jakby jej również nie podobało się to, że takie istoty zamieszkały w lesie. - Tędy Stanley, chodź za mną. - Odwróciła się na moment, zauważyła, że Borgin zdecydowanie nie wie, co robi, także wolała, żeby się jej trzymał.
Szli dosyć długo przed siebie. Geraldine czuła, że zmierza w dobrym kierunku. Spójrz, to miejsce wygląda, jakby wcześniej tutaj ktoś leżał.[/b] - Pokazała mu ślad na trawie, była ona przyciśnięta do ziemi, jakby faktycznie ktoś jakiś czas temu tam leżał. - Może tutaj mu to zrobiły? - Nie przestawała się rozglądać, bo jeszcze widma postanowią ponowić to, co zrobiły wcześniej.