25.09.2023, 16:21 ✶
Było coś satysfakcjonującego w tym, że typ leżał i nie wyglądało na to, żeby się miał jakoś szybko podnieść. W sumie jakby Bulstrode wiedział, że ma taką parę w łapach, to może i zacząłby się bić za pieniądze bo i sprawiało mu to przyjemność i jeszcze mógłby pewnie całkiem dobrze zarobić. Krytycznym spojrzeniem przypatrywał się, jak facet odwraca się wreszcie na plecy, a potem podpiera ręką i na niego patrzy. Dobrze, niech się kurwa napatrzy.
- Ah, widzę, że trafiła mi się życiowa primabalerina - rzucił, unosząc lekko brwi, rozglądając się dookoła nieco teatralnie. - Szkoda, że na takiej chujowej scenie. Ale zakładam, ze liczysz na wyjątkowe tragiczne zejście ze sceny - zaciągnął się papierosem, mrużąc oczy i delikatnie przekrzywiając głowę na jedną stronę. Przez moment wyraźnie się nad czymś zastanawiał, albo zwyczajnie bardzo dobrze sprawiał takie wrażenie, zwyczajnie nie śpiesząc się, jakby na złość Flynnowi.
- To twoje gówniarze? - zapytał, kciukiem wskazując za siebie, na jedną z alejek, gdzie rozpierzchły się uciekają bachory. Odpowiedź na to pytanie niewiele w sumie aktualnie zmieniała w jego życiu, ale w sumie chciał wiedzieć czy w razie czego strzelił w ryj zupełnie przypadkowego typa, czy może czeka ich runda druga. W sumie to nawet nieszczególnie przeszkadzało mu kopanie leżącego, jeśli okazałoby się, że Bell chciałby się jakoś szczególnie stawia, bo i kto ich tu niby zobaczy? Jakaś babcia, która wyjdzie wyrzucić śmieci, albo wytrzepać dywan na trzepaku, który stał w sumie nie tak daleko? Szczerze wątpił.
- Ah, widzę, że trafiła mi się życiowa primabalerina - rzucił, unosząc lekko brwi, rozglądając się dookoła nieco teatralnie. - Szkoda, że na takiej chujowej scenie. Ale zakładam, ze liczysz na wyjątkowe tragiczne zejście ze sceny - zaciągnął się papierosem, mrużąc oczy i delikatnie przekrzywiając głowę na jedną stronę. Przez moment wyraźnie się nad czymś zastanawiał, albo zwyczajnie bardzo dobrze sprawiał takie wrażenie, zwyczajnie nie śpiesząc się, jakby na złość Flynnowi.
- To twoje gówniarze? - zapytał, kciukiem wskazując za siebie, na jedną z alejek, gdzie rozpierzchły się uciekają bachory. Odpowiedź na to pytanie niewiele w sumie aktualnie zmieniała w jego życiu, ale w sumie chciał wiedzieć czy w razie czego strzelił w ryj zupełnie przypadkowego typa, czy może czeka ich runda druga. W sumie to nawet nieszczególnie przeszkadzało mu kopanie leżącego, jeśli okazałoby się, że Bell chciałby się jakoś szczególnie stawia, bo i kto ich tu niby zobaczy? Jakaś babcia, która wyjdzie wyrzucić śmieci, albo wytrzepać dywan na trzepaku, który stał w sumie nie tak daleko? Szczerze wątpił.