Avelinie odpowiadał ten natłok zadań w pracy, te nieprzeciętnie dużo spędzonych godzin w tamtej małej aptece sprawiał, że nie czuła się beznadziejnie samotna. Życie tutaj nie było życiem w szkole, gdzie wolny czas można było spędzić z przyjaciółmi. W świecie dorosłych ludzie mieli swoje problemy, swoją pracę i rodzinę, a jej rodzina była wiecznie poza miastem. Nawet nie wrócili na święta, więc nie chciała nawet spędzać tego czasu w domu. Nora w prawdzie ją zapraszała do siebie, ale nie była w stanie zmobilizować się, aby wyjść z pracy odrobinę szybciej. Tak, szef truł jej głowę, że nie ma tam siedzieć za długo, ale straciła rachubę czasu. Chciała zatruć swoje myśli pracą, obowiązkami i jakimikolwiek zadaniami, aby nie myśleć o dawnym przyjacielu i o tym, że był na wyciągnięcie ręki, że mogła do niego napisać list i on zapewne by się zjawił. Może. Nie była pewna. On miał już rodzinę, a ona była samotniczką i czuła się z tym naprawdę dobrze.
Skinęła energicznie głową i upiła łyk piwa. Dziewczyna miała rację, a Avelina dziwiła się, że z obcą osobą złapała podobne zdanie. Zwykle to się działo tylko w przypadku Nory i Danielle. Paxton zawsze miała podobne myśli, co jej przyjaciółki, a więc dziwiło ją to, że teraz przypadkiem spotkała taką samą osobę w poglądach, co ona. Przynajmniej miała nadzieję, że nie była to gra pozorów.
– To fakt – odpowiedziała krótko już nie chcąc kontynuować tematu polityki. Był to słaby temat na taki urokliwy i mroźny wieczór. Uśmiechnęła się widząc, że dziewczyna zamawia grzańca. W zimowe wieczory Avelina naprawdę lubiła ten trunek. Miał swój urok i wprowadzał odpowiedni klimacik.
– O, Egipt. Moi rodzice byli tam niedawno, podobno eksplorowali jakąś piramidę i pomagali przy wykopaliskach, ale nie wiem dokładnie, bo ich listy są zawsze mało konkretne i pisane na kolanie. Mają wrócić na kilka dni do domu na wiosnę – odpowiedziała – zawsze chciałam zobaczyć Egipt. Jakie to miejsce jest. Zimą jest tam ciepło? – zapytała zaciekawiona. Podejrzewała, że jest, ale nie była pewna, bo w sumie nigdy się nie zagłębiała w ten temat. Ona podróżowała palcem po mapie w przeciwieństwie do jej rodziców, którzy już zwiedzili ogrom świata zwożąc do Anglii sporo antyków i zaklętych przedmiotów. – A zdradził cię akcent i uroda. Wyglądasz mniej angielsko, ale to nie oznacza nic złego. Wręcz przeciwnie – odpowiedziała czując jak jej policzki się rumienią. Alkohol już buszował po zakamarkach jej umysłu.