Gdy poczuła, że drzwi się przesuwają odsunęła się lekko stając tyłem do korytarza i prawym bokiem do przedziału. Spojrzała niepewnie na Augustusa, a potem na Marka, który zmarszczył brwi. Blondyn był wyższy od Rookwooda o głowę, miał jasne oczy i dobrze zarysowaną szczękę. Był gładko ogolony oraz dobrze zbudowany. Prawdopodobnie regularnie ćwiczył. Paxton uśmiechnęła się łagodnie do Augustusa nie wiedząc, że zareaguje w ten sposób. Mark uśmiechnął się zadziornie ewidentnie szukając dzisiejszego dnia zawady z kimkolwiek, a tu nadarzyła się taka piękna okazja. Nikt z zebranych tutaj osób nie mógł wiedzieć, że tego dnia jego narzeczona zerwała z nim zaręczyny, a on nie zniósł tego zbyt dobrze. Chciał się zabawić, a Avelina przypominała mu właśnie jego byłą, dlatego uparcie chciał spędzić w jej towarzystwie trochę czasu.
Paxton chciała przemknąć obok Rookwooda z kawą na tacce i zniknąć w przedziale wciągając do niego również swojego przyjaciela, ale Mark zagrodził jej drogę.
– Niech się pan w to nie wtrąca, może uda mi się ją przekonać, aby ze mną poszła – odpowiedział opierając się o framugę przedziału. Mark ewidentnie spojrzał na Augustusa w sposób nieprzyjemny, a wręcz tak jakby uważał się za lepszego od niego.
– Niech pan przestanie – odezwała się Paxton, która nie chciała być tutaj przyczyną sporu i nieporozumień. Nie lubiła, gdy ktoś zachowywał się jak goryl na sterydach, nie lubiła być traktowana jak rzecz i trofeum.
– Oh, słodziutka daj to załatwić dorosłym – uśmiechnął się do niego zawadiacko jakby myślał, że Avelina na to poleci.