Pogładził uderzony policzek i cmoknął ustami. Najwyraźniej był już przyzwyczajony do tego, że laski dawały mu z liścia w twarz... i w sumie nie było to jakoś szczególnie zadziwiające.
- Oh, dobrze wiesz, o czym mówię, oddaj mi po prostu ten worek po dobroci.
Crow nie chciał zabrzmieć groźnie. Wręcz przeciwnie - chciał zabrzmieć łagodnie. No bo tak sobie chłodno wykalkulował - gdyby to był ktoś koszmarnie zły, ktoś, kto by się chciał przy okazji na jego nieszczęściu wzbogacić, to by go musiał zastraszać, ale w tym przypadku... To była młoda dziewczyna, nie znaczyło to od razu, że będzie skrajnie naiwna i uległa, ale mógł oczekiwać od niej nieco empatii. Dlaczego więc nie spróbować zagrać tego na kogoś, kto po prostu nie miał wyboru? Kogoś przypartego do muru, na kogo czekała gdzieś tam rodzina, żona, małe dziecko. To na takie małolaty zawsze działało, bo miały w sobie dużo (zdecydowanie za dużo...) wiary w ludzi, nawet takich osobników jak on, czyli wyjętych spod prawa. Ba, miał wrażenie, że takie typy spod ciemnej gwiazdy zapalały w ich głowach nie tę lampkę co trzeba, bo od razu zaczynały wierzyć w to, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, była bardzo skomplikowana, a gdyby ktoś na pewnym etapie ich życia okazał im trochę uczucia, zapewne nie byliby tym, kim teraz są.
- Niczym tu nie zawiniłaś, ale nie mogę wrócić bez niego, więc nie krzycz, bo ja naprawdę nie chcę cię uciszać. Ja po prostu bardzo, ale to bardzo - brzmiał tak, jakby naprawdę mu na tym zależało, a w środku nie znajdowały się wcale rzeczy z przemytu, które musiał odzyskać po tym, jak sprawy w porcie ułożyły się trochę koślawo... - muszę to komuś zwrócić, zanim minie północ.
Nie był mistrzem sztuki manipulacji, ale... ile ona mogła mieć lat, pewnie nie więcej niż dwadzieścia.
- Oh, dobrze wiesz, o czym mówię, oddaj mi po prostu ten worek po dobroci.
Crow nie chciał zabrzmieć groźnie. Wręcz przeciwnie - chciał zabrzmieć łagodnie. No bo tak sobie chłodno wykalkulował - gdyby to był ktoś koszmarnie zły, ktoś, kto by się chciał przy okazji na jego nieszczęściu wzbogacić, to by go musiał zastraszać, ale w tym przypadku... To była młoda dziewczyna, nie znaczyło to od razu, że będzie skrajnie naiwna i uległa, ale mógł oczekiwać od niej nieco empatii. Dlaczego więc nie spróbować zagrać tego na kogoś, kto po prostu nie miał wyboru? Kogoś przypartego do muru, na kogo czekała gdzieś tam rodzina, żona, małe dziecko. To na takie małolaty zawsze działało, bo miały w sobie dużo (zdecydowanie za dużo...) wiary w ludzi, nawet takich osobników jak on, czyli wyjętych spod prawa. Ba, miał wrażenie, że takie typy spod ciemnej gwiazdy zapalały w ich głowach nie tę lampkę co trzeba, bo od razu zaczynały wierzyć w to, że sytuacja, w jakiej się znaleźli, była bardzo skomplikowana, a gdyby ktoś na pewnym etapie ich życia okazał im trochę uczucia, zapewne nie byliby tym, kim teraz są.
- Niczym tu nie zawiniłaś, ale nie mogę wrócić bez niego, więc nie krzycz, bo ja naprawdę nie chcę cię uciszać. Ja po prostu bardzo, ale to bardzo - brzmiał tak, jakby naprawdę mu na tym zależało, a w środku nie znajdowały się wcale rzeczy z przemytu, które musiał odzyskać po tym, jak sprawy w porcie ułożyły się trochę koślawo... - muszę to komuś zwrócić, zanim minie północ.
Nie był mistrzem sztuki manipulacji, ale... ile ona mogła mieć lat, pewnie nie więcej niż dwadzieścia.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.