Im dłużej słuchał opowieści Geraldine i łączył je z coraz to kolejnymi informacjami dotyczącymi wydarzeń na Beltane, tym był bardziej zdziwiony. I nie tym, że taki stwór w ogóle zawitał w ich świecie. Poruszyło go to, że Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami nie podjął żadnych oficjalnych działań. Przez pierwsze kilka dni maja głośno było o akcjach Brygady i Biura Aurorów, ale tutaj się wręcz rysował kryzys! Kto wie, jak te widma mogły wpłynąć na lokalną faunę i florę?
Sebastian nie należał do grona zagorzałych obrońców magicznych stworzeń pokroju hipogryfów czy innych stworów, z którymi obchodzili się nastolatkowie w Hogwarcie, jednak nawet on był w stanie wywnioskować, że wizyta tych dziwnych widm mogła wywołać lawinę szkód, z której Knieja, a może i cała Dolina Godryka będzie się podnosiła całe lata. Jeden wielki kryzys. A Ministra Magii pewnie siedziała zamknięta w biurze i popijała kawusie. Ministerstwo w pełnej okazałości.
— To coś kompletnie nowego w hmm magicznym ekosystemie. Ciężko będzie jednoznacznie sklasyfikować pochodzenie tego stworzenia bez jakichkolwiek badań czy testów. — Zamilkł na dłuższą chwilę, co by upewnić się, czy ta odpowiedź usatysfakcjonuje jego towarzyszy. — Teoretycznie możliwe, że te widma pozostawiają po sobie jakiś ślad, który może wskazywać na to, że wywodzą się z Limbo. Chociaż w tym konkretnym przypadku za większą wskazówkę uznałbym doniesienia ocalałych z Beltane. W gazetach pisano dosyć konkretnie o wizycie w zaświatach. — Skrzywił się na samą myśl. Wystarczyło mu, że mógł zaglądać na drugą stronę, nie czuł najmniejszych chęci, aby przenosić się tam osobiście. — To że reagują na zaklęcie Patronusa i objawiają cechy podobne do dementorów, jest szalenie interesujące. Ah, no i potwierdza, że istnieje sposób na odpędzenie ich. To powinno was... nas... cieszyć.
Pochodzenie zwykłych dementorów owiane było tajemnicą i Sebastian wątpił, aby nawet szefostwo departamentu, w którym pracował, miało jakieś konkretne informacje na temat tego, jak właściwie zostali powołani do życia. Ale te nowe zjawy? To była jeszcze ciekawsza sprawa. Gdyby miał postawić najbardziej wiarygodną hipotezę, to stwierdziłby, że w ramach wydarzeń na Beltane doszło do uchylenia bram do Limbo. Coś się przez nie przemknęło, złączyło z demontorem i bum, świat czarodziejów ma nowe tałatajstwo do ubicia. Problemem było to, że Sebastian w życiu nie słyszał o tym, aby w Dolinie Godryka była jakakolwiek kolonia strażników Azkabanu. To bardzo komplikowało sprawę i uformowanie jakichkolwiek precyzyjnych wniosków.
— Jeśli gdzieś w Kniei jest wejście do Limbo, to je wyczuję — powiedział, niemalże parskając śmiechem. — To zaświaty, a one mają swoją energię, inną od tutejszej. — Może był nieco zbyt pewny siebie, ale zbyt dobrze znał swoje umiejętności, jak i rodzinne dziedzictwo. Drzwi na drugą stronę nie dało się łatwo przeoczyć. Chyba że zostało zakopane kilka metrów pod ziemią. — Duchy można wyegzorcyzmować i zamknąć ich esencję w małych pojemnikach. Ja stosuję do tego modlitwy kowenu. Gdy granica między światem żywych a umarłych staje się cieńsza podczas sabatów, odprawiamy wtedy duchy na drugą stronę. W nagłych przypadkach możliwe jest uchylenie drzwi do Limbo. Ale to w naprawdę naglących przypadkach. — Zrobił to ostatnio w podziemiach Ministerstwa Magii, jednak wtedy miał pomoc drugiego specjalisty. — Jeśli to widmo jest tej samej natury, co zwykłe duchy, to może da się i je zamknąć. Jeśli nie... — Rozłożył ręce. — Ciężko stwierdzić. Może osłabi je na tyle, aby je spacyfikować? Utrudni ruch? Pokaże prawdziwą formę?
Gdy skończyli omawiać jego rolę na czas misji, Sebastian w ciszy wysłuchał słów :Laurenta skierowanych do Geraldine. W międzyczasie starał się ułożyć w głowie jakiś plan. To nie było standardowe zlecenie, ale on też nie był standardowym egzorcystą. Może w jakiś sposób te dwa aspekty tego przedziwnego dnia dojdą do porozumienia?
— Czyli centrum Polany Ognisk? — upewnił się Sebastian, zerkając przez ramię ich liderowi, co by przyjrzeć się mapie. — Cóż, jeśli faktycznie to tam się objawiły po raz pierwszy, to musiały zostawić po sobie jakiś odcisk... Jeśli nie to będę bardzo zaskoczony.
Sebastian nie lubił być zaskakiwany. I chyba właśnie z obawy przed tym, że do takiego scenariusza może jednak dojść, nie ruszył od razu przed siebie, a zamiast tego pozwolił, aby to reszta grupy najpierw doszła do porozumienia, a potem dała jasny sygnał do wyruszenia w dalszą drogę.