25.09.2023, 21:37 ✶
Macmillan zachichotała, chociaż jej umysł odbierał takie rzeczy dwojako. No bo „nic nie szkodzi” - czyli wszystko było w porządku, powinna więc pomyśleć: cudownie!, ale jej głowa dopowiadała do tego - skoro nic nie szkodzi, to jednak coś na rzeczy było, tylko Crouchowi to nie przeszkadzało - mama miała rację, a ten chłopak był po prostu w jakiś sposób wyjątkowy. Było to urocze, ale i w pewnym sensie smutne. Przyzwyczaiła się do bycia dziwaczką, ale niekoniecznie to zaakceptowała.
Wciąż - był wyjątkowy.
Usiadła znów na krześle. Siedziała tak z łokciami opartymi o blat i brodą opartą o dłonie. Uśmiechała się i słuchała go, wpatrując się w ciemne oczy przykryte kosmykami czarnych włosów i tak sobie pomyślała: A może po prostu przez wzgląd na własny charakter ciągnęło ją do ludzi dziwacznych. Ale prawda była taka, że tylko dziwacy byli ciekawi. „Normalny” było synonimem „nudny”. Dziwacy zawsze nieśli jej jakieś opowieści, nawet jeżeli wykraczały poza granice pojmowania.
- Jest w tym coś czarh'ującego. Słyszeć język, w któ'ym nikt już nie 'ozmawia. - Zastanowiła się chwilę. - Wiesz, co widzę, kiedy tak mówisz? - Oczywiście, że nie wiedział, ale miał się zaraz dowiedzieć. - Takie zamglone 'uiny khromlechu w centlum leśnej polany, polośnięte paplocią i mchem 'uiny dawnej cywilizacji. Miejsce, któr'e kiedy tętniło życiem i wialą, teraz ciche i zapomniane. Taki jest to język.
Nie dodała tego, ale ten opis pasował do tego jego smutnego spojrzenia.
Wciąż - był wyjątkowy.
Usiadła znów na krześle. Siedziała tak z łokciami opartymi o blat i brodą opartą o dłonie. Uśmiechała się i słuchała go, wpatrując się w ciemne oczy przykryte kosmykami czarnych włosów i tak sobie pomyślała: A może po prostu przez wzgląd na własny charakter ciągnęło ją do ludzi dziwacznych. Ale prawda była taka, że tylko dziwacy byli ciekawi. „Normalny” było synonimem „nudny”. Dziwacy zawsze nieśli jej jakieś opowieści, nawet jeżeli wykraczały poza granice pojmowania.
- Jest w tym coś czarh'ującego. Słyszeć język, w któ'ym nikt już nie 'ozmawia. - Zastanowiła się chwilę. - Wiesz, co widzę, kiedy tak mówisz? - Oczywiście, że nie wiedział, ale miał się zaraz dowiedzieć. - Takie zamglone 'uiny khromlechu w centlum leśnej polany, polośnięte paplocią i mchem 'uiny dawnej cywilizacji. Miejsce, któr'e kiedy tętniło życiem i wialą, teraz ciche i zapomniane. Taki jest to język.
Nie dodała tego, ale ten opis pasował do tego jego smutnego spojrzenia.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.