Nie dało się nie zauważyć, że relacja, jaka łączyła pannę Wood i jej partnerkę była dosyć specyficzna. Ruda jednak nie miała wstydu i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Longbottom traktowała ją jak córkę, dawała dobre rady na tle zawodowym i prywatnym, także była jej niczym matka. Nie przeszkadzał w tym fakt, że była od niej starsza tylko o kilka lat.
Przeniosła spojrzenie na mężczyznę, gdy się do niej odezwał. Minę miała niewinną, jak zawsze. - Tak, dotykałam wszystkiego, żebyście pomyśleli, że to ja jestem winna atakowi na to miejsce. - Odparła, a na jej twarzy malował się sarkastyczny uśmiech. Za kogo on ją miał?
Atreus nie był jednak teraz najważniejszy. Ruda przesunęła się w stronę Brenny, musiała być obok niej. Kto wie, co zobaczyła podczas swojej wizji. Wiedziała, że to ważne, żeby szybko zareagowała. Dokładnie tak, jak ustaliły zanim weszły do środka. Miały plan, którego musiała się trzymać, choćby skały srały.
Wtedy Longbottom skończyła zaglądanie w przeszłość. Nie musiała się nawet odzywać, a Heather ruszyła w jej stronę. Tak, jak poprosiła wyciągnęła do niej rękę, aby jej pomóc. Czekała na ten moment.
- Idziemy. - Wzięła swoją partnerkę pod rękę i powoli zaczęła ją wyprowadzać na świeże powietrze. Wiedziała, że zaraz będzie musiała się stąd zmyć. Tylko niech ona jej powie, czego się dowiedziała.
Znalazły się na dworze. Ruda nie wypuszczała ramienia Brenny spod swojego, nie wiedziała na ile faktycznie potrzebuje jej pomocy, a na ile symuluje. Wolała, żeby jej tu nie upadła na kolana, czy coś. - Czego się dowiedziałaś? - Szepnęła cicho, aby nikt nieodpowiedni ich nie posłuchał.