Heather aktualnie bardzo pomagała świadomość, że już niedługo wróci do pracy. Skończy się siedzenie w domu i rehabilitacja. To, co ją tak okropnie męczyło. Nie była przyzwyczajona do takiej stagnacji, czuła się jakby ktoś jej podciął skrzydła i zamknął w klatce. Na szczęście powoli zbliżała się do końca tego czasu. Jakoś sobie poradziła, chociaż bywało jej naprawdę trudno. Najchętniej wpadłaby w wir pracy po tym wszystkim. Niestety ubytki na zdrowiu w tym przeszkodziły.
- To naprawdę dobre wieści. Cieszę się, że masz z nią spokój, chociaż na chwilę. - Pamiętała, że jeszcze niedawno jej się żalił, że się na niego uwzięła, jak widać wszystko szło ku temu, że Lupin wreszcie będzie miał spokój i nie będzie się musiał przejmować swoją przełożoną. Szkoda, że nie trafił tak jak ona. Brenna wydawała się być zupełnym przeciwieństwem tej całej Florence. - Czy ty właśnie porównałeś się do Czarnego Dzbana. Cameron Lupin - prawidzwe niebezpieczeństwo, którego musi się pozbyć Bulstrode. - Roześmiała się w głos, bo okropnie ją to rozbawiło.
Kiedy Cameron objął ją w pasie uśmiechnęła się do niego ciepło. Miała wrażenie, że potrzebują tego. On i ona. Chwili spokoju, z dala od szpitala, miejskiego zgiełku. Dobrze im zrobi taki spacer w malowniczym miejscu. - Kurde, chyba przegrałam. Nie wzięłam piwa i tostów, to oświadczyn nie będzie? - Odparła, a w jej głosie było słychać bardzo przerysowane rozczarowanie. Sama sobie rsucala kłody pod nogi, jeszcze chwila, a Cameron mógłby być tylko jej.
Wyczuła, że trochę przeraziły go te słowa, znaczy to, że powiedział je na głos. Zaczął się denerwować - nie umknęło to jej uwadze. Nie wiedziała dlaczego tak reaguje, nawet przy niej. Nie musiał się stresować tym, co mówił. Wood nigdy w życiu go nie oceniała, nie śmiała się z tego, co mówił, raczej reagowała na to, co miał do powiedzenia z ciekawością.
Nie do końca umiała odczytać jego intencje, kiedy wspomniał o wspólnym mieszkaniu. Czy mówił serio? To parsknięcie na końcu trochę temu zaprzeczało, jednak nie zapytałby się przecież o to bez powodu. Przystanęła i spojrzała na niego, próbowała odczytać co myśli. - Naprawdę chciałbyś ze mną zamieszkać? - W przeciwieństwie do Camerona była śmiertelnie poważna. Musiała się upewnić, że jego zamiary były szczere. Sama ostatnio o tym myślała. Okropnie za nim tęskniła i chciała, żeby zawsze był obok. Wspólne mieszkanie ułatwiłoby sprawę. Mogliby się częściej widywać i spędzać razem każdą wolną chwilę. - Jeśli mielibyśmy to zrobić, to sami. Nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy mieszkać z twoją, albo moją rodziną. - Wtedy faktycznie będą mogli sprawdzić, jak żyje im się razem, we dwójkę. Miała wrażenie, że to jest właśnie to, czego pragnie. Myśli te pojawiły się po Beltane. Musieli coś zmienić w swoim życiu, a pomysł Camerona wydawał się być odpowiedni. Miała nadzieję, że mówił to wszystko na serio.
Tą całkiem istotną dla niej konwersację przerwały im płomienie, które pojawiły się w oddali. Heather gdy je tylko zobaczyła sięgnęła po różdżkę. - Cami, uważaj!!! - Krzyknęła głośno, przestraszyła się, że może to być coś niebezpiecznego, ale nie byłaby sobą gdyby nie postanowiła podejść bliżej. - Idziemy to sprawdzić? - Wolała się upewnić, że chce isc w tamtą stronę.