26.09.2023, 20:52 ✶
Bertie nie był do końca pewien, co takiego było złego w tym, ze martwił się aby nie dokonać swojego żywota. Przecież to było całkiem naturalne, że jako istota ludzka martwił się o takie rzeczy, prawda? Tym bardziej, jeśli istniało ryzyko, że nie umarłby na amen, a następnego ranka wstał z grobu. Tak, zdecydowanie ta wizja akurat przerażała go jak nic innego na świecie.
Bertie nie powiedział już nic, z oporem maniaka zajmując się swoją kawą i nagle jakoś o wiele bardziej ciesząc się jej smakiem. Bo przecież jakby umarł, to na Boginię, już by tego smaku nie czuł, prawda? Z tego co zdążył się na temat ghouli dowiedzieć, to nie byłby w stanie dalej gotować tak, jak robił to teraz, a potem co? Musiałby się zabić siedem razy, żeby skończyć swoją niedolę permanentnie?
Bott patrzył przez moment w swoje odbicie w resztce kawy, która została mu w kubku, tracąc już resztki sił na dzień dzisiejszy i nie chcąc swoimi zmartwieniami obarczać reszty osób, które znajdowały się w pomieszczeniu. Uśmiechnął się więc i na raz wychylił resztkę, którą miał jeszcze w naczyniu.
- Słuchajcie - zaczął, w sumie trochę zbyt stanowczo jak na jego gust, więc zaraz odchrząknął. - Przepraszam. Chciałem tylko powiedzieć, że chyba niestety muszę już iść. Czeka na mnie jeszcze parę rzeczy do zrobienia w domu. - Odstawił kubek, poprawiając kraciastą koszulę, którą miał na sobie. - Trzymaj się Al - podszedł do Moody'ego i położył mu dłoń na ramieniu. - Gdybyś czegoś tylko potrzebował, nie krępuj się - posłał mu lekki uśmiech i odwrócił się do Mavelle i Eden. - Moje panie, dobrej nocy - rzucił krótko i dla kontrastu z teoretycznie sztywnymi słowami, pomachał im ręką na pożegnanie, po czym opuścił szpitalny pokój.
Bertie nie powiedział już nic, z oporem maniaka zajmując się swoją kawą i nagle jakoś o wiele bardziej ciesząc się jej smakiem. Bo przecież jakby umarł, to na Boginię, już by tego smaku nie czuł, prawda? Z tego co zdążył się na temat ghouli dowiedzieć, to nie byłby w stanie dalej gotować tak, jak robił to teraz, a potem co? Musiałby się zabić siedem razy, żeby skończyć swoją niedolę permanentnie?
Bott patrzył przez moment w swoje odbicie w resztce kawy, która została mu w kubku, tracąc już resztki sił na dzień dzisiejszy i nie chcąc swoimi zmartwieniami obarczać reszty osób, które znajdowały się w pomieszczeniu. Uśmiechnął się więc i na raz wychylił resztkę, którą miał jeszcze w naczyniu.
- Słuchajcie - zaczął, w sumie trochę zbyt stanowczo jak na jego gust, więc zaraz odchrząknął. - Przepraszam. Chciałem tylko powiedzieć, że chyba niestety muszę już iść. Czeka na mnie jeszcze parę rzeczy do zrobienia w domu. - Odstawił kubek, poprawiając kraciastą koszulę, którą miał na sobie. - Trzymaj się Al - podszedł do Moody'ego i położył mu dłoń na ramieniu. - Gdybyś czegoś tylko potrzebował, nie krępuj się - posłał mu lekki uśmiech i odwrócił się do Mavelle i Eden. - Moje panie, dobrej nocy - rzucił krótko i dla kontrastu z teoretycznie sztywnymi słowami, pomachał im ręką na pożegnanie, po czym opuścił szpitalny pokój.
Postać opuszcza sesję