26.09.2023, 22:16 ✶
Starość, która go powoli sięgała, była rozczarowująco żałosna - kiedyś by go to wszystko aż tak nie wymęczyło jak teraz. Czułby się nienajlepiej, oczywiście, wciąż pozostawał jedynie człowiekiem, ale by się na nim seria bezsennych nocy aż tak nie odbiła, żeby ledwo widział na oczy i narzekał w myślach na narastający ból pleców. Z drugiej strony, kiedyś by tych wszystkich znaków tak dobrze nie zinterpretował. Może starzenie się było jakąś formą kary za zdobytą wiedzę, może by bez tego naruszył swoją egzystencją harmonię wszechświata, musiał coś na coś wymienić. Może. A może po prostu takie było ich jako ludzi przekleństwo, że się urodzili tylko po to, żeby kiedyś zniknąć, pozostawiając po sobie garść spisanych w książkach myśli, które następne pokolenia poddadzą wnikliwej analizie (i zapewne trafnej krytyce, stworzonej w świetle nowych dzieł, potencjalnie zaprzeczających jego teoriom). On już w tych rozmowach udziału nie weźmie, o czym widok własnej twarzy odbijającej się w stojącej obok szklanej kuli przypominał w sposób wręcz bolesny. Kiedy to wszystko uleciało...?
Złożył ostatni podpis na spodzie pergaminu, dmuchnął w schnący atrament, zastukał palcami o biurko, wciąż wpatrując się w jego blat i dopiero wtedy spokojny głos Peregrina zmusił go do zadarcia głowy do góry.
- Spałem dzisiaj, wbrew pozorom - powiedział cicho, chociaż nie było to do końca na temat jakiego Trelawney się podjął. Spał, ale nie w swoim łóżku. No ale spał. I to była jedna z lepszych nocy tego tygodnia. - Te listy są tego dowodem. Od dawna nie miałem snu podsianego tak dużą liczbą symboli. - Istniała jeszcze prawda, jakiej nie miał zamiaru wyjawić, a przynajmniej nie w tym momencie - Dolohov nie potrafił uwolnić swojej głowy od skojarzeń. Bo jakaż to była idealna z jego strony wypowiedź, aby podjąć się flirtu, smakowicie zaczepna, ale Trelawney wypowiedział to zdanie tak poważnie, że pierwsze odezwało się w jego szefie tchórzostwo - strach przed odrzuceniem ułatwiał mu zachowywanie się normalnie, przez normalność mając tu na myśli tak, jak by tego oczekiwali po nim ludzie, którzy go w rzeczywistości nie znali poza okładkami gazet.
- Tak... - wsadził nawet ostatni z listów w kopertę zaadresowaną do Eden Lestrange - nie ma to znaczenia w jakiej kolejności.
Z niemrawym wyrazem twarzy chwycił za materiał swojej koszuli, pochylił się, przyciągając go ręką w górę i ją powąchał. Obsesja na punkcie czystości nie pozwoliła mu zignorować myśli, że Trelawney zasugerował mu to, bo najzwyczajniej w świecie od niego cuchnęło. Był w błędzie. Momentalnie przypomniało mu się jednak odbicie rozczochranych włosów w szklanej kuli i westchnął.
- Peregrin - zaczął, jeszcze zanim ten zdążył odsunąć się od blatu - mimo wszystko, załatw mi coś na bezsenność. Tylko tak, żeby nikt nie wiedział, że to dla mnie. Nie jestem w stanie przełknąć niczego, co przygotowała Annaleigh. - Sądził też, że po tym jak wyjawił im przykrą prawdę o jej poczynaniach, nie musiał się z tego tłumaczyć. Nie licząc tego, dlaczego właściwie wciąż ze sobą mieszkali.
Złożył ostatni podpis na spodzie pergaminu, dmuchnął w schnący atrament, zastukał palcami o biurko, wciąż wpatrując się w jego blat i dopiero wtedy spokojny głos Peregrina zmusił go do zadarcia głowy do góry.
- Spałem dzisiaj, wbrew pozorom - powiedział cicho, chociaż nie było to do końca na temat jakiego Trelawney się podjął. Spał, ale nie w swoim łóżku. No ale spał. I to była jedna z lepszych nocy tego tygodnia. - Te listy są tego dowodem. Od dawna nie miałem snu podsianego tak dużą liczbą symboli. - Istniała jeszcze prawda, jakiej nie miał zamiaru wyjawić, a przynajmniej nie w tym momencie - Dolohov nie potrafił uwolnić swojej głowy od skojarzeń. Bo jakaż to była idealna z jego strony wypowiedź, aby podjąć się flirtu, smakowicie zaczepna, ale Trelawney wypowiedział to zdanie tak poważnie, że pierwsze odezwało się w jego szefie tchórzostwo - strach przed odrzuceniem ułatwiał mu zachowywanie się normalnie, przez normalność mając tu na myśli tak, jak by tego oczekiwali po nim ludzie, którzy go w rzeczywistości nie znali poza okładkami gazet.
- Tak... - wsadził nawet ostatni z listów w kopertę zaadresowaną do Eden Lestrange - nie ma to znaczenia w jakiej kolejności.
Z niemrawym wyrazem twarzy chwycił za materiał swojej koszuli, pochylił się, przyciągając go ręką w górę i ją powąchał. Obsesja na punkcie czystości nie pozwoliła mu zignorować myśli, że Trelawney zasugerował mu to, bo najzwyczajniej w świecie od niego cuchnęło. Był w błędzie. Momentalnie przypomniało mu się jednak odbicie rozczochranych włosów w szklanej kuli i westchnął.
- Peregrin - zaczął, jeszcze zanim ten zdążył odsunąć się od blatu - mimo wszystko, załatw mi coś na bezsenność. Tylko tak, żeby nikt nie wiedział, że to dla mnie. Nie jestem w stanie przełknąć niczego, co przygotowała Annaleigh. - Sądził też, że po tym jak wyjawił im przykrą prawdę o jej poczynaniach, nie musiał się z tego tłumaczyć. Nie licząc tego, dlaczego właściwie wciąż ze sobą mieszkali.
with all due respect, which is none