• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre

[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#2
27.09.2023, 04:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2023, 04:13 przez Esmé Rowle.)  
Life is a waterfall
We're one in the river and one again after the fall
Swimming through the void, we hear the word
We lose ourselves, but we find it all

Esmé na co dzień palił, ale tego dnia... palił tak samo jak poprzedniego. I jeszcze poprzedniego, trzy, pięć i dwadzieścia dni temu jego nałóg wyglądał wciąż tak samo. Na tytoniu stracił małą fortunę, chociaż żaden prezydent, ani inny celebryta nie zachęcił go, do fajek. Miał inne powody. Tak wiele rzeczy potrafiło się w życiu zmienić, tak szalone transformacje przechodzili najbardziej obrzydliwi i najwspanialsi z ludzi. A młody czarodziej nie miał dnia, w którym nie musiałby okłamywać samego siebie papierosem. Zaprawdę, jakże wspaniałe były małe przyjemności. Momenty chwilowej akceptacji rzeczywistości taką, jaką była, nawet jeżeli nie było to niczym więcej, niż sztuczką. Dym i lustra. Brakowało tylko lustra? Skądże, tkwiło ono wewnątrz Esmé, odpowiednio zniekształcając obraz.

Czym był profesjonalizm? Wielu odpowiedziałoby, że postawą różną od tej, jaką reprezentował sobą panicz Rowle. Czy zapomniał o umówionym na wieczór spotkaniu? Skądże znowu. Pamiętał o takich rzeczach, w końcu była to praca, a swoją pracę szanował bardziej, niż samego siebie. Wszystko było wyliczone w czasie. Wizyta w jednym mieszkaniu niestety przedłużyła się, doszło do małych komplikacji, które sprawiły, że teraz Esmé musiał przyśpieszyć kroku. Był to widok niecodzienny, wszak jemu zawsze nie śpieszyło się. Nie było to kwestią spokoju czy cierpliwości, a wyłącznie braku poszanowania dla własnego czasu. Czego miał żałować? Że nie zaoszczędza go wystarczająco, by później móc rozkoszować się własną apatią? Jasne, przednia zabawa.

Dlaczego zatem tym razem się śpieszył? Bo jednak był profesjonalistą. Nie musiał tego prezentować w swojej postawie, zachowaniu, obsłudze klienta, przestrzeganiem odpowiednich zasad i tak dalej. Wystarczy, że tworzył doskonałe przedmioty, niczym profesjonalista. I za to go ceniono na koniec dnia. I za to sam siebie cenił na koniec dnia. Kazanie klientowi czekać mogło skutkować w pozbawieniu się okazji, do zatracenia się w rzemiośle, a Esmé mało rzeczy potrzebował tak bardzo, jak zajęcia. Odłączenia się od tego krzyczącego pustką umysłu i ucieczki w świat kreacji.

Naprawdę szedł dziarskim krokiem. Chwile uniesień, trochę adrenaliny, a teraz dobre tempo i papieros. To wprowadziło go w żwawy nastrój, wręcz na swój sposób nabuzowany. Niczym nakręcony przemierzał ulicę, skręcając w drobne alejki, o których niektórzy nawet nie wiedzieli. Nie zwalniał kroku. Kolejny głęboki wdech gorącego dymu. Kolejna dawka mgły, która rosą osiadała na jego umyśle.

Z wysoko uniesioną głową otworzył z werwą drzwi do knajpy. Stanął w nich najpierw, omiatając szybko pomieszczenie niezainteresowanym wzrokiem. I jakby przeoczając Laurenta, który chciał zwrócić na siebie uwagę. Doskonała decyzja z jego strony, ale do tego jeszcze dojdziemy. Esmé wciąż stał w progu, z całkiem świeżo pękniętą wargą na wysokości swojego lewego, dolnego kła. Ostatni mach papierosem, który bezczelnie został wyrzucony gdzieś na bok, nie siląc się nawet o przydeptanie go. Wszedł do środka, opuszczając głowę, zmierzając szybkim krokiem w stronę Prewetta, chociaż zupełnie tak, jakby go wcale nie widział i wcale nie zauważył. Czarodziej spoglądnął to na lewo, to na prawo, starając się ocenić towarzystwo znajdujące się w lokalu. Jak sztywna była publika? Jak wielki teatr mógł tutaj rozegrać, gdyby naszedł go taki kaprys?

Przeczesał dłonią włosy przyprószone śniegiem, który szybko roztopił się pod jego ciepłą dłonią, zlepiając pojedyncze kosmyki i uniósł wzrok na mężczyznę, który podniósł się z krzesła. Laurent. Esmé chwilę mu się przyglądał, gdy ten wystawił zaraz dłoń. Przesunął spojrzeniem z oczu na twarz, na krawędź szczęki, a później w dół - podążając za smukłą szyją, aż w końcu dotarł do barków i znów wrócił do oczu. Tym razem uśmiechając się lekko, naturalnie.

- Laurent, perła wśród świń. - odezwał się, podając mu dłoń - szorstką, o pewnym uścisku. A co miał na myśli? Ahh, kto trochę znał Esmé, ten wiedział, że czarodziej lubił rzucać swoje myśli bez kontekstu. Bez tłumaczenia ich. Czasami tworzył z nich hasła, swoiste motta. Czasami były to tytuły, ideały czy nawet deklaracje. I tym razem nie zamierzał się tłumaczyć. Nie tak, że nie powiedziałby co miał na myśli, ale zdecydowanie nie robił tego niepytany. Specyficzny jegomość.

Nie wiedział jak sam Laurent, ale Esmé był nieco zaskoczony. Niezbyt słuchał detali na temat spotkania, zanotował w swoim umyśle lokalizację i czas, a reszta nie miała znaczenia. I tak przekona się na miejscu, bo skoro klient nie przychodzi do niego, lecz prosi o rozmowę gdzieś indziej, to nie chodzi na pewno o majtki z małpiej skórki. Zatem czarodziej nie wiedział kogo się spodziewać. Liczyło się to, że wreszcie będzie miał jakieś poważne zamówienie. Od pewnego momentu cierpiał na nieco zbyt sporadyczną klientelę jego pracowni, co wcale nie generowało problemów w kwestii finansowej, lecz i tak znacząco utrudniało życie. Zostanie sam na sam z ciszą własnego serca należało do jednych z najmniej ulubionych momentów Esmé. Zaraz obok uderzenia się łokciem o kant blatu.

Zaczął zdejmować z siebie cienki płaszczyk, który dotychczas rozpięty lekko spoczywał na jego ramionach. Rzucił go na krzesło obok i zaraz podniósł kołnierz koszuli tylko z lewej strony, by niechlujnie ukryć soczysty owoc wcześniejszych uniesień. Malinkę. Odsunął krzesło, na którym szybko zasiadł, przesuwając oczyma po blacie, unosząc przy tym brew. Rozdarty papieros. O co chodziło? Nie zapytał. W odpowiedzi o wytwarzanie, zaśmiał się lekko, jakby był najsławniejszym aktorem, który został zapytany czy właśnie nim jest. Ale nagle zmienił wyraz twarzy, pojawiło się teatralne zaskoczenie, otworzył szeroko usta, a świeża rana na wardze ponownie została otwarta.

- Nie słyszałeś o mnie? - zapytał niby zaskoczony. - Najwspanialszy mężczyzna. - kłamstwo. - I jeszcze wspanialszy rzemieślnik. - półprawda. - Esmé Rowle we własnej osobie. - na koniec rozłożył ręce szeroko, jakby coś przedstawiał. Tak, grał. Ale nagle przedstawienie się skończyło. Czarodziej westchnął, a jego ręce opadły. Tak samo jak nastrój. Spoważniał... nie, znijaczał.
- Zgadza się, zajmuję się wytwarzaniem. Głównie ze skór, ale radzę sobie i w innych dziedzinach. - zsunął się nieco z krzesła, siedząc prawie na jego krańcu, głowę pochylił luźno do tyłu i w ten sposób, nieco "z góry" patrzył na Laurenta. Chociaż tak naprawdę był niżej. W wielu znaczeniach tego słowa. Przesunął językiem po wardze, zwilżając ranę i zlizując odrobinę krwi. Była obrzydliwa, ale w tym metalicznym smaku tkwiło coś ciekawego. Coś nietypowego. - Czego potrzebujesz? - zapytał, wwiercając swój wzrok w niego. Patrzył jakby gdzieś w głąb Laurenta, ale zaczął się uśmiechać. Powoli, delikatnie. - Nie wyobrażam sobie ciebie w skórach. - mruknął, wciąż patrząc gdzieś daleko. - Nie, wyobrażam. - odezwał się znacznie trzeźwiej i dosłownie trzepnął głową na boki, jakby chciał odpędzić tę wizję. Czy mu przeszkadzała? Cóż... wolał kobiety, chociaż dla Laurenta mógłby zrobić wyjątek. Czyż nie byłoby to ciekawe? Czy nie przyniosłoby zastrzyku emocji? Czy nie dodałoby jakiejś barwy? Ekhem, nawet tęczowej.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (13428), Laurent Prewett (13150)




Wiadomości w tym wątku
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 26.09.2023, 17:21
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 27.09.2023, 04:03
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 27.09.2023, 08:59
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 30.09.2023, 18:20
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 30.09.2023, 20:22
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 01.10.2023, 02:57
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 10:27
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 08.10.2023, 18:15
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 08.10.2023, 19:13
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 14.10.2023, 11:41
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 14.10.2023, 13:04
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 05.11.2023, 03:35
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 05.11.2023, 17:34
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 16.11.2023, 03:00
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 22:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa