09.11.2022, 20:21 ✶
Mroźne oczy Elliotta pociemniały, na marne można też było doszukiwać się na jego twarzy cienia uśmiechu, który jeszcze chwilę temu zdawał się igrać wśród zmarszczek ust. Zdawał się przez chwilę nie słyszeć niczego innego poza 'sypać klątwami'. Zacisnął usta w cienką kreskę pozwalając brwiom przyozdobić twarz o groźniejszy, zdenerwowany wyraz, jedna z nich drgnęła ostrzegawczo, a Malfoy zebrał wodzę przez co przyzwyczajony do o wiele delikatniejszych sygnałów kary koń zatrzymał się gwałtownie.
- Rzuciła w ciebie klątwami? W przyszłą matkę swoich wnuków? W żonę swojego ukochanego syna? W Eunice Malfoy? W moją młodszą siostrę? - przez każde z tych słów przepłynęło tyle nieprzyjemnej energii, że one same mogłyby już być wystarczające, aby na Daphne spadły klątwy, chociaż Elliott żadnych jeszcze nie rzucił - Sprawiła, że uciekłaś do domu rodzinnego, w którym też nie czujesz się komfortowo, powinna ponieść tego wszystkiego konsekwencje i wiem, że próbowałaś zająć się tym sama, ale skoro to nie wystarcza to ja rozwiążę tę sprawę. - dodał jeszcze dobitniej, prawie przez zęby. Mięśnie szczęki miał ściśnięte, zresztą tak samo jak te ramion i reszty tułowia.
Koń zaczął się powoli niepokoić i prychnął niezadowolony, bo wędzidło przeszkadzało mu w skubaniu wilgotnej trawy. Elliott popuścił wodze i pozwolił mu dogonić kasztanowego wierzchowca siostry, jednocześnie wciągając chłodne, marcowe powietrze w płuca. Wypieki, które wykwitły na jego twarzy po wysiłku teraz zamieniły się w rumieniec złości. Był zirytowany, czuł jakby akcje Daphne nie były wymierzone jedynie w Eunice, ale też w całą ich rodzinę, bo lekceważąc jednego z nich lekceważyła wszystkich, uważała, że nie spotkają ją konsekwencje i myliła się, młody Malfoy miał zamiar się o to zatroszczyć.
Mimo stanu skóry, jego spojrzenie wydawało się całkowicie skute lodem, bezpośrednio nieprzyjemne i chociaż spowodowane było to troską o siostrę, to nie było w nim niczego z przyjemnego, uśmiechającego się i pobłażliwego Elliotta. W takich momentach można było dostrzec jak całe okropieństwo popędzane niechlubnymi celami wylewa się z niego; był tym samym człowiekiem, który przeklął i prawie doprowadził do śmierci swojej własnej bliźniaczki tylko po to, aby udowodnić, że jest tym lepszym i zabezpieczyć swoją pozycję; tym samym człowiekiem, który z powodu homofobii swojej żony powoli doprowadził ją do samobójstwa, bo w głębi duszy uważał, ze powinna zdychać w męczarniach za zranienie i odrzucenie go w ten sposób. Nie miał zamiaru odpuścić znieważenia młodszej siostry, zwłaszcza, że działo się to pod dachem jego byłego kochanka, przyjaciela, człowieka, któremu ufał, a który drugi raz w przeciągu paru tygodni bardzo mocno naciągnął to zaufanie.
Nie chciał skakać do oskarżeń, zwłaszcza jeżeli chodziło o Percy'ego, więc swoją złość starał się kumulować na postaci jego matki.
- Porozmawiam z Percym. Dam mu szansę się tym zając, ale jeżeli nic się nie zmieni nie zaprzeczę, że w ostateczności zwrócę się do ojca. Nie możesz w ten sposób żyć, a ona nie może bezkarnie cię tak traktować, nieistotne czy ma na nazwisko Black, czy nie. Jeżeli jest taka sprytna to zobaczymy jak sobie poradzi z przeciwnikiem własnego kalibru. - parsknął pod nosem. Nie twierdził, że Eunice nie potrafi sobie radzić, ale definitywnie była na przegranej pozycji z powodu podejścia Perseusza do całej sprawy, chyba to najbardziej Elliotta irytowało. Wykorzystywała słabość i kopała niewinnego, tak się nie robi. W jego pokręconej logice na tego typu zachowania zasługiwali jedynie ludzie, którzy czymś się narazili, być może był zepsuty do szpiku, ale miał zasady, których ściśle się trzymał i nie bz powodu.
- Rozumiem. - wyraz jego twarzy zelżał nieco, gdy temat zszedł na ciąże i potomstwo - To twoja decyzja, zwłaszcza, że doszło do tego w cokolwiek nieprzyjemnych warunkach. Jeżeli wiesz, że twoje emocje do Daphne nie przejdą na nowo narodzone dziecko to byłoby dobrą decyzją, aby je zatrzymać, ale jeżeli mają cię zaślepiać to faktycznie lepiej i dla ciebie i dla tego nowego istnienia, aby nigdy nie musiało tego doświadczać. - miał na ten temat bardzo dobrze wyrobione zdanie, bo sam obawiał się, ze przeniesie nawyki z domu na małego Nicholasa, dlatego zwlekał pare lat, mimo nacisków Simone i ostatecznie poddał się, bo... sam nie wiedział dlaczego. Chyba w tamtym momencie po prostu miał do niej wystarczająco uczuć i zaufania, aby zaangażować się w przedsięwzięcie zwane dzieckiem. Wiedział też, że prędzej czy później byłoby to od niego i tak wymagane, był jedynym mężczyzna w głównej linii rodziny, a obydwie siostry były już zamężne.
- Dzieci wydają się trudnym 'przedsięwzięciem', ale ostatecznie nie cofnąłbym czasu, jeżeli chodzi o Nicholasa, nawet biorąc pod uwagę sytuację z Simone - odparł spokojnie i czuł jak mięśnie szczęki zaczynają się luzować; nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej pozostał, wciąż czuł się personalnie znieważony krzywdzą, którą Pani Black wyrządzała jego siostrze - Ale nie mogę cię winić jeżeli nie jesteś na to gotowa, Percy też nie powinien, jest w moim wieku, a ty powinnaś mieć przed sobą przynajmniej parę lat możliwości rozwoju kariery i czegokolwiek, co chcesz robić z życiem - westchnął, odrobinę zmęczony tym, że praktycznie żadna osoba nie była konsekwentna wystarczająco, aby załatwić tego typu sprawy bez jego udziału. Młody Black powinien się tym zająć sam, sprawić, że Eunice jest szczęśliwa i bezpieczna, takie było jego zadanie. Z przestrachem odkrył, że jego myśli niebezpieczni przypominają niektóre kwestie ojca, którymi obdarzał go nie raz w swoim gabinecie, zabrakło mu na chwilę oddechu, poczuł gulę w gardle, którą panicznie przełknął.
- Nasi rodzice to inna sprawa. Ojciec nigdy nie wtrąciłby się w ten sposób w moje małżeństwo czy Eden, nawet tobie dali wolną rękę, mimo że jesteś młodsza, a kiedy z ich strony jest więcej zrozumienia niż z czyjejś innej to trzeba się zacząć zastanawiać czy osoba, o której mówimy - w tym wypadku Daphne - zasługuje w ogóle na jakiekolwiek miłe traktowanie. Jak dla mnie odpowiedzią jest 'nie' - wyraził swoją opinię szczerze i dobitnie, bo wiele mógł Fortinbrasowi zarzucić, ale ten nigdy, be powodu, nie byłby agresywny do małżonków swoich dzieci, to samo Eleonora, która czasami wydawała się nawet zadowolona z obecności Simone przy rodzinnym stole.
- Rzuciła w ciebie klątwami? W przyszłą matkę swoich wnuków? W żonę swojego ukochanego syna? W Eunice Malfoy? W moją młodszą siostrę? - przez każde z tych słów przepłynęło tyle nieprzyjemnej energii, że one same mogłyby już być wystarczające, aby na Daphne spadły klątwy, chociaż Elliott żadnych jeszcze nie rzucił - Sprawiła, że uciekłaś do domu rodzinnego, w którym też nie czujesz się komfortowo, powinna ponieść tego wszystkiego konsekwencje i wiem, że próbowałaś zająć się tym sama, ale skoro to nie wystarcza to ja rozwiążę tę sprawę. - dodał jeszcze dobitniej, prawie przez zęby. Mięśnie szczęki miał ściśnięte, zresztą tak samo jak te ramion i reszty tułowia.
Koń zaczął się powoli niepokoić i prychnął niezadowolony, bo wędzidło przeszkadzało mu w skubaniu wilgotnej trawy. Elliott popuścił wodze i pozwolił mu dogonić kasztanowego wierzchowca siostry, jednocześnie wciągając chłodne, marcowe powietrze w płuca. Wypieki, które wykwitły na jego twarzy po wysiłku teraz zamieniły się w rumieniec złości. Był zirytowany, czuł jakby akcje Daphne nie były wymierzone jedynie w Eunice, ale też w całą ich rodzinę, bo lekceważąc jednego z nich lekceważyła wszystkich, uważała, że nie spotkają ją konsekwencje i myliła się, młody Malfoy miał zamiar się o to zatroszczyć.
Mimo stanu skóry, jego spojrzenie wydawało się całkowicie skute lodem, bezpośrednio nieprzyjemne i chociaż spowodowane było to troską o siostrę, to nie było w nim niczego z przyjemnego, uśmiechającego się i pobłażliwego Elliotta. W takich momentach można było dostrzec jak całe okropieństwo popędzane niechlubnymi celami wylewa się z niego; był tym samym człowiekiem, który przeklął i prawie doprowadził do śmierci swojej własnej bliźniaczki tylko po to, aby udowodnić, że jest tym lepszym i zabezpieczyć swoją pozycję; tym samym człowiekiem, który z powodu homofobii swojej żony powoli doprowadził ją do samobójstwa, bo w głębi duszy uważał, ze powinna zdychać w męczarniach za zranienie i odrzucenie go w ten sposób. Nie miał zamiaru odpuścić znieważenia młodszej siostry, zwłaszcza, że działo się to pod dachem jego byłego kochanka, przyjaciela, człowieka, któremu ufał, a który drugi raz w przeciągu paru tygodni bardzo mocno naciągnął to zaufanie.
Nie chciał skakać do oskarżeń, zwłaszcza jeżeli chodziło o Percy'ego, więc swoją złość starał się kumulować na postaci jego matki.
- Porozmawiam z Percym. Dam mu szansę się tym zając, ale jeżeli nic się nie zmieni nie zaprzeczę, że w ostateczności zwrócę się do ojca. Nie możesz w ten sposób żyć, a ona nie może bezkarnie cię tak traktować, nieistotne czy ma na nazwisko Black, czy nie. Jeżeli jest taka sprytna to zobaczymy jak sobie poradzi z przeciwnikiem własnego kalibru. - parsknął pod nosem. Nie twierdził, że Eunice nie potrafi sobie radzić, ale definitywnie była na przegranej pozycji z powodu podejścia Perseusza do całej sprawy, chyba to najbardziej Elliotta irytowało. Wykorzystywała słabość i kopała niewinnego, tak się nie robi. W jego pokręconej logice na tego typu zachowania zasługiwali jedynie ludzie, którzy czymś się narazili, być może był zepsuty do szpiku, ale miał zasady, których ściśle się trzymał i nie bz powodu.
- Rozumiem. - wyraz jego twarzy zelżał nieco, gdy temat zszedł na ciąże i potomstwo - To twoja decyzja, zwłaszcza, że doszło do tego w cokolwiek nieprzyjemnych warunkach. Jeżeli wiesz, że twoje emocje do Daphne nie przejdą na nowo narodzone dziecko to byłoby dobrą decyzją, aby je zatrzymać, ale jeżeli mają cię zaślepiać to faktycznie lepiej i dla ciebie i dla tego nowego istnienia, aby nigdy nie musiało tego doświadczać. - miał na ten temat bardzo dobrze wyrobione zdanie, bo sam obawiał się, ze przeniesie nawyki z domu na małego Nicholasa, dlatego zwlekał pare lat, mimo nacisków Simone i ostatecznie poddał się, bo... sam nie wiedział dlaczego. Chyba w tamtym momencie po prostu miał do niej wystarczająco uczuć i zaufania, aby zaangażować się w przedsięwzięcie zwane dzieckiem. Wiedział też, że prędzej czy później byłoby to od niego i tak wymagane, był jedynym mężczyzna w głównej linii rodziny, a obydwie siostry były już zamężne.
- Dzieci wydają się trudnym 'przedsięwzięciem', ale ostatecznie nie cofnąłbym czasu, jeżeli chodzi o Nicholasa, nawet biorąc pod uwagę sytuację z Simone - odparł spokojnie i czuł jak mięśnie szczęki zaczynają się luzować; nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej pozostał, wciąż czuł się personalnie znieważony krzywdzą, którą Pani Black wyrządzała jego siostrze - Ale nie mogę cię winić jeżeli nie jesteś na to gotowa, Percy też nie powinien, jest w moim wieku, a ty powinnaś mieć przed sobą przynajmniej parę lat możliwości rozwoju kariery i czegokolwiek, co chcesz robić z życiem - westchnął, odrobinę zmęczony tym, że praktycznie żadna osoba nie była konsekwentna wystarczająco, aby załatwić tego typu sprawy bez jego udziału. Młody Black powinien się tym zająć sam, sprawić, że Eunice jest szczęśliwa i bezpieczna, takie było jego zadanie. Z przestrachem odkrył, że jego myśli niebezpieczni przypominają niektóre kwestie ojca, którymi obdarzał go nie raz w swoim gabinecie, zabrakło mu na chwilę oddechu, poczuł gulę w gardle, którą panicznie przełknął.
- Nasi rodzice to inna sprawa. Ojciec nigdy nie wtrąciłby się w ten sposób w moje małżeństwo czy Eden, nawet tobie dali wolną rękę, mimo że jesteś młodsza, a kiedy z ich strony jest więcej zrozumienia niż z czyjejś innej to trzeba się zacząć zastanawiać czy osoba, o której mówimy - w tym wypadku Daphne - zasługuje w ogóle na jakiekolwiek miłe traktowanie. Jak dla mnie odpowiedzią jest 'nie' - wyraził swoją opinię szczerze i dobitnie, bo wiele mógł Fortinbrasowi zarzucić, ale ten nigdy, be powodu, nie byłby agresywny do małżonków swoich dzieci, to samo Eleonora, która czasami wydawała się nawet zadowolona z obecności Simone przy rodzinnym stole.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦