Kto jak nie ona? Nie bała się lasu, nie zamierzała ignorować próśb znajomych, mimo, że spotkała te stworzenia i powinna trzymać się z daleka od Kniei. Nie tak łatwo było ją wystraszyć, należała do tych osób, które pchały się do paszczy wilka z samej ciekawości. Chciała zobaczyć z czym tak naprawdę mają do czynienia. Ostatnie spotkanie było bardzo krótkie. Nie pozwoliło dowiedzieć się zbyt wiele. Co mogło jej się stać? Umrze? Śmierć nie była czymś, co budziło w niej lęk. W końcu kiedyś wszyscy umrzemy, prędzej, czy później. Najważniejsze były okoliczności, nie chciała odejść w łóżku, w domu - to było za nudne, wolała zostać przez coś zeżarta - zdecydowanie, gdyby w ogóle ktoś ją pytał o zdanie.
Gerry się nie poddawała. Nie, kiedy znalazła ślady i trop, który miał ją zaprowadzić do celu. Wiedziała, że trafią na miejsce, widziała efekty swoich poszukiwań. Zdecydowanie nie miała zamiaru się poddać. Nie dostrzegła nawet zniechęcenia kuzyna, nie miała na to czasu, gdy gnała przed siebie. Słyszała jedynie, że idzie za nią. Był to dobry znak, nie odwrócił się i nie uciekł. Nie, że by go o to podejrzewała. Skoro był tu w mundurze brygady nie miał wyjścia, musiał przeprowadzić dochodzenie.
Gdyby tylko Yaxley wiedziała, jakie ma o niej zdanie kuzyn. Bardzo by się zdziwiła. Nie miała pojęcia, kto mu założył klapki na oczy, ale powinien to przekazać Jennifer. Może wreszcie byłaby z niej dumna. Ger nie prowadziła się dobrze, była chodzącym chaosem, który ciągle pakował się w kłopoty przez swój niewyparzony język. Stanley miał prawo tego nie wiedzieć, raczej mieli różne towarzystwa i spotykali się głównie podczas świąt, gdzie Geraldine potrafiła udawać kogoś, kim nie była.
Tak naprawdę to nawet nie zamierzała pytać, po prostu zaczęła dowodzić. Miała tendencje do działania, tak po prostu. - Wiesz, mamy to w genach. Całe życie spędziłam w lesie. - Ojciec od najmłodszych lat zabierał ją ze sobą na polowania, nic w tym dziwnego, że czuła się tutaj jak ryba w wodzie. Wspomniała o tym, gdyby Borgin zapomniał, nie powinno go dziwić, że tropienie szło jej całkiem nieźle.
- Nie atakują tylko w nocy. Nas zaatakowały w dzień. - Przypomniała mu o swoim doświadczeniu. Nie sądziła, że pora dnia ma znaczenie. - One unikają wielkich skupisk ludzi, myślę, że mogliśmy je wystraszyć. Dużo łatwiej im się żywić na jednej osobie. - Dyskutowała już z kilkoma osobami na ten temat i wszyscy doszli do podobnych wniosków. - Może coś w lesie odwróciło ich uwagę, szukaliśmy chłopca od wielu godzin. - Wydawało się jej, że właśnie dlatego te potwory się oddaliły.
- Nie sądzę Stanley, nie chcę, żebyś się rozczarował. Na moje to one wysysają energię witalną, przez co ciało się starzeje, dlatego Charlie się postarzał, gdyby trafiło na kogoś dorosłego to pewnie by umarł. - Nie brzmiało to może specjalnie kolorowo, ale zdaniem Yaxley właśnie tak działały widma.