Dagur jest w sile wieku i będzie w niej dopóki starość nie zapuka do jego drzwi, dopóki będzie w stanie unieść swój kowalski młot i topór. Zamierzał dobrze przeżyć swoje życie, niczego nie żałując i odejść z tego świata w otoczeniu rodziny: swojej żony, dzieci i wnuków oraz przyjaciół. Wierzył, że po śmierci będzie biesiadował ze swoimi przodkami, nawet jeśli nie był wojem z sag, któremu dane było polec podczas walki. Oddałby jednak swoje życie aby ochronić swoją rodzinę, gdyby tego wymagała sytuacja. Jego najbliżsi byli dla niego wszystkim.
Po pierwszej próbie wypatrzenia tego przebrzydłego gryzonia, zakończonej niepowodzeniem, Dagur podjął się kolejnej. W końcu musiało mu się udać. Nie mogło być tak, że te wstrętne gryzonie po prostu się przed nim pochowały i odmawiały wyjścia ze swoich szczurzych nor przez to, że próbuje je wypatrzeć. Postawiłby swój własny topór na to, że wyściubią z nich nosy, jak tylko się odwróci. Kiedy kota nie ma to myszy harcują. Oby jego synowi poszło znacznie lepiej od niego.
— ŁAP GO, SYNU! — Odkrzyknął do młodszego mężczyzny. — NAWET JAK MUSISZ PRZEKOPAĆ TĘ HAŁDĘ! — Zakrzyknął po chwili. Licząc na to, że jego synowi uda się złapać tego szkodnika, sięgnął po wykonaną dla jednego z klientów klatkę. Po dokonanym magią pomniejszeniu ona stanie się tymczasowym domem dla tego gryzonia. Jego nowa właścicielka zrobi sobie z nim, co uzna za stosowne.
— Przecież patrzę. — Mruknął. Postanowił jednak spróbować i starał się w dalszym ciągu patrzeć pod nogi. Gdyby przypadkiem nadepnął szczura, podejmowane przez nich działania spełzłby na niczym. Na domiar tego musiałby wyczyścić podeszwę buta oraz podłogę ze szczurzych flaków. Nie żeby było mu szkoda, ale to zawsze dodatkowa praca.