Gdyby się nad tym dłużej zastanowić, łatwo można było dojść do wniosku, że delikatność nie leżała w naturze nikogo kto nosił nazwisko Yaxley. Dosyć często zdarzało nam się poruszać pomiędzy ludźmi niczym słoń znajdujący się w składzie porcelany. Ja sam nauczyłem się do pewnego stopnia nad tym panować, ale wymagało to sporej ilości pracy. I prawda była taka, że praca ta nie zawsze przynosiła odpowiednie efekty. Ale może mniejsza z tym.
W moim mieszkaniu wybór alkoholi był raczej skromny. Jeśli już miałem wlać w siebie jakieś procenty, robiłem to w innych miejscach. Najczęściej również w towarzystwie innych ludzi. Nie potrzebowałem więc trzymać większych zapasów we własnym mieszkaniu. Na szczęście w tym, co miałem pod ręką, byłem w stanie znaleźć coś odpowiedniego dla Geraldine. Podczas gdy ja zajęty byłem popijaniem herbaty - alkohol nie podziałałby na mnie najlepiej, kiedy byłem tak bardzo zmęczony - przed siostrą postawiłem szklankę whiskey, która pochodziła z mojej ulubionej destylarni. Rzecz jasna nie był to produkt pochodzenia mugolskiego. Alkohol wytwarzany był przez rodzinę czarowników. Co prawda półkrwi, ale akurat z tym trzeba było się pogodzić.
Odstawiłem kubek na blat stołu. Ruch nieco zbyt gwałtowny. Spotkanie naczynia z blatem stosunkowo głośne. Część herbaty wylała się, pewna jego ilość trafiła na moją dłoń. Parzyła, ale mogło wydawać się, że w ogóle nie zwracałem na to uwagi.
- Może w takim razie powinnaś stąd wyjść, skoro tak łatwo przychodzi Tobie rzucanie oskarżeniami. - Odpowiadam. I owszem, trochę mnie zachowanie bliźniaczki poirytowało. Nie to, że dziewczyna nie miała racji. Po prostu znów wsadzała nos w sprawy, którymi interesować się nie powinna. To zaś mogło sprowadzić problemy na wszystkich. Na mniej. Na naszych krewnych. Na Logana. Elijaha. Chestera. Długo by wymieniać.
Poza tym, możliwe że gdzieś tam w środku, chciałbym żeby ktoś we mnie wierzył.
Tylko czy jeszcze było w co wierzyć?
- Potrafię o siebie zadbać, Geraldine. - Brzmię teraz... chłodniej. Bardziej odległy. Może trochę wrogi? Ciężko to jednoznacznie określić. - Miło mi słyszeć, że się o mnie martwisz, ale powinnaś skupić się na sobie i nie ingerować w moje życie. Obydwoje jesteśmy dorośli i sami za siebie odpowiadamy. Podejmujemy decyzje wedle własnego sumienia. - Tutaj spogląda jej prosto w oczy. - Pewnie to dla Ciebie spore zaskoczenie, ale ja też mam sumienie. I mam granice, których nie zamierzam przekraczać. Cokolwiek byś o mnie nie myślała.
Opieram się całym ciężarem o oparcie krzesła, zakładam ręce na wysokości klatki piersiowej i czekam na jej reakcje. Nie spuszczam z niej oczu. Cały czas patrze. Złość pewnie musi wyraźnie widoczna na mojej twarzy. W całej mojej postawie.