Uśmiechnęła się nieznacznie na komplement, rzucony niebezpośrednio do niej, ale o niej. Czy był prawdziwy, czy nie – było to miłe. Tak samo jak miłe było stwierdzenie Louvaina, że bije od nich gust i elegancja. Victoria uważała, że na takim wydarzeniu nie wypada się pojawić w byle czym, wiec… oto byli.
– Ach, rozumiem. W takim razie mam nadzieję, że wsparcie naszej rodziny i innych bliskich ci osób, dzisiaj wystarczy – skoro nie będzie Loretty… Cóż, może to i lepiej, może ten konflikt w takim razie nie zaogni się jeszcze bardziej pomiędzy tą trójką. Tak, uznała, że to zdecydowanie lepiej. Przywitała się też ze Stanleyem, gdy pokazał się tuż obok, jak inni chcąc przywitać się z Louvainem i Atreusem. – Oczywiście, Bulstrode – odparła Atreusowi i nawet się uśmiechnęła, chociaż nie od razu, przez co można było pomyśleć, że mówi śmiertelnie poważnie – ale Victoria często to robiła, roztaczając wokół siebie tę… aurę chłodu i zdystansowania. Niespecjalnie, tak już po prostu miała. Tym niemniej – uśmiechnęła się. – Nie martw się, kciuki będą trzymane za tę część sporu – sporu, który nijak ją nie interesował, tak mówiąc całkowicie szczerze.
Victoria odsunęła się, nie chcąc robić niepotrzebnego korku, przy okazji przez chwilę tylko patrząc jak Laurent odchodzi „na przeszpiegi”. Czy raczej żeby przywitać się z innymi ludźmi. Sama wymieniła jeszcze kilka słów, nim zajęła swoje miejsce, pozwalając innym się przywitać i porozmawiać. Obserwowała otoczenie – kto jeszcze przyszedł, kto do kogo podchodził. Tu skinęła głową, tam się uśmiechnęła, podpiła małe łyczki alkoholu z kieliszka i w końcu dołączył do niej Laurent.
– I jak tam przeszpiegi? – zapytała go, a potem dopiero zauważyła obok siebie Vakela i Eden, i usłyszała coś o Williamie i piwnicy. Przy tym nie wytrzymała i nawet parsknęła pod nosem. Zdaje się, że po Beltane to właśnie w piwnicy się biedaczek znalazł. Tylko nie swojej. A jej. Dopiero potem kiwnęła do nich głową. – Miło was widzieć.