Maya rozglądała się dookoła z uwagą. Takie miejsca zawsze przyciągały rzesze mężczyzn, a jej przyjaciółka była naprawdę podekscytowana. Maya niestety była zmartwiona odkąd opuściła Hogwart. Bała się, że spotka gdzieś Desmonda, a pragnęła też zobaczyć się znowu z Oleandrem. To było chyba miejsce, w którym Malfoy mógłby się pojawić, a jeśli tak będzie to co wtedy? Wolała o tym nie myśleć, a radosny głos jej przyjaciółki skutecznie wyrwał ją z zamyślenia. Na ustach Mayi pojawił się subtelny uśmiech i równie głośno zawtórowała jej pokazując, że jest po tej odpowiedniej stronie.
Maya odebrała od niej lornetkę i przeleciała po tych wszystkich osobach z wypiekami na twarzy. Podobał się jej ten nastrój, który tu panował. Było niesamowicie podniecająco i energicznie.
– Może to jego córka? – szepnęła do ucha przyjaciółki. Nie wiedziała, czy Dolohov ma córkę, ale kto wie, co ukrywa pod stosem swoich kart tarota i cyferek numerologicznych. – Ile tam ludzi – szepnęła, a jej oczy przeskakiwały z jednej osoby na drugą. Odłożyła w końcu lornetki i spojrzała na Peppe – Wyjaśnisz mi trochę, co tu się właściwie dzieje? – zapytała, bo Maya nie bardzo interesowała się bójkami napalonych samców alfa, którzy chcieli udowodnić całemu światu jacy mocni są. Wiedziała i tak, że kobiety miały większą moc i przebiegłość, więc nie jarało ją to całe wydarzenie.