Była zaskoczona tą troską, którą okazywał Bulstrode w stosunku do jej partnerki. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. Nie był to jej interes, może kiedyś zapyta ją o co właściwie chodziło i czy faktycznie coś ich łączyło. Nie był to jednak odpowiedni moment.
- Mój wzrok jest niczym jastrzębia, nie potrzebuję okularów! - Powiedziała teatralnie. Jej nie oszuka, ale skoro tak mówiła, nie zamierzała drążyć tematu. Nie była osobą, która ciągnęła za język, jeśli druga strona tego nie chciała. Próbowała, to wystarczy, aby zaspokoić jej sumienie.
- Tak jest, postaram się nikogo nie obudzić. - Rzuciła jeszcze do Brenny, jakby było to dla nich codziennością. Fakt, Wood nienawidziła się teleportować i sporo osób mogło o tym słyszeć. Wiele razy zdarzyło jej się zwymiotować w ministerstwie tuż po nie do końca udanym lądowaniu, kiedy była czyimś plecakiem. Nie znosiła tego środka transportu, wybierała miotłę, gdy tylko mogła.
Poczekała, aż Brenna udzieli jej kolejnych instrukcji, po tym, jak auror zniknął w środku. Kiwała głową, że do niej wszystko dociera, nic nie zapomni. W myślach ciągle to sobie powtarzała, aby nic jej nie umknęło. Była gotowa, żeby stąd odlecieć. Miała do wykonania kolejne zadanie. Na pewno reszta już czekała na dalsze instrukcje. Cieszyła się, że udało im się dowiedzieć kilku szczegółów. To na pewno pomoże w odnalezieniu Catherine, i znajdą ją żywą - była tego pewna. Nie mogło stać się inaczej, szczególnie, że jak się okazało Barlow była naprawdę waleczna i bardzo dobrze to o niej świadczyło.
Heath zdjęła miotłę z pleców, przerzuciła ją przed siebie, po chwili już odbijała się stopami od podłoża i pomknęła w stronę wschodzącego słońca. Do Longbottomów, aby przekazać im wszystko, czego się tutaj dowiedziały.