28.09.2023, 00:53 ✶
Daisy za to była typem łasucha. Lubiła słodkie. Lubiła też wszystko, co było… ładne. Przynajmniej w jej standardach. I jak zazwyczaj preferowała picie napoju odpowiednio do pory roku (kto to widział dyniową latte w maju? Albo herbatę z goździkami, cynamonem i pomarańczami?) tak na myśl o Beltane, na myśl o tym co tam się stało i jak bardzo odcisnęło to piętno na wydarzeniach z tamtego okresu, poczuła chęć na jedną z tych zimowych kaw, które smakowały najbardziej, gdy siedziało się pod kocem, w wygodnym fotelu i pijąc je trzymało kubek w obydwu rękach na raz.
Wybrała miejsce w kącie restauracji. Na tyle na uboczu, by nie rzucali się przechodniom i innym klientom za bardzo w oczy. Raczej nie pomyślała o tym, by chronić anonimowość Martina – na to pewnie brakowałoby jej zdrowego rozsądku, ale chciała… zapewnić mu komfort? Opowieść o Beltane, jakakolwiek miałaby nie być, była dość osobista. I Daisy miała w sobie akurat tyle taktu by domyśleć się, że siedzący naprzeciwko niej mężczyzna o smutnej twarzy, mógł nie chcieć rozpowiadać o tym wszystkim dookoła.
Kiedy zamówienie do nich dotarło, rozsiadła się wygodnie na swoim miejscu i skupiła pełną uwagę na Martinie i na jego opowieści. Daisy umiała słuchać – dzięki temu była niezłą dziennikarką. Teraz też nie przerywała, gdy mówił – nawet jeśli części jego historii brzmiały fantastycznie.
- Cieszę się, że to wiatr cię porwał a nie śmierciożercy – powiedziała wreszcie, gdy zakończył swoją historię. – Widzisz… wydaje mi się, że to co cię spotkało było rzeczywiście na tyle niezwykłe, że tylko ty i ludzie, których spotkałeś w tej chacie, padliście ofiarami tego wiatru. Jeśli oni nie zechcieli się podzielić swoimi przeżyciami z dziennikarzami to i nie bardzo kto miał o tym napisać – bo i nikt nie wiedział. Zresztą, śmierciożercy odwalili takie szaleństwo na Beltane, że uwaga wszystkich skupiła się na Polanie Ognisk. Sama Daisy pojawiła się tam drugiego maja i nawet wlazła z bratem do Kniei Godryka. – Gdybyś chciał to mogłabym o tym napisać – zaproponowała. – Tylko czy naprawdę byś chciał?
Nie musiała podawać tam informacji o imieniu i nazwisku Martina lub o innych biorących udział w tym ludziach. Cała historia brzmiała jak kolejny przejaw magii Beltane. Przynajmniej, kiedy usłyszała o niej opowiedzianą jego słowami.
- Beltane to noc miłości. Myślę, że to dlatego spotkałeś tam tę odprawiającą rytuał nieszczęśliwą żonę. I dlatego po nałożeniu wianka na głowę jej męża, pojawiła się ta druga, ta która była duchem. Nie jestem za dobra w takich sprawach, ale być może to była ta jedyna noc w roku, kiedy to wszystko mogło się przydarzyć – opisała. – Na twoim miejscu też wzięłabym udział w tym rytuale, żeby pomóc jej odzyskać męża. - Bo Daisy cóż... wierzyła w miłość.
Wybrała miejsce w kącie restauracji. Na tyle na uboczu, by nie rzucali się przechodniom i innym klientom za bardzo w oczy. Raczej nie pomyślała o tym, by chronić anonimowość Martina – na to pewnie brakowałoby jej zdrowego rozsądku, ale chciała… zapewnić mu komfort? Opowieść o Beltane, jakakolwiek miałaby nie być, była dość osobista. I Daisy miała w sobie akurat tyle taktu by domyśleć się, że siedzący naprzeciwko niej mężczyzna o smutnej twarzy, mógł nie chcieć rozpowiadać o tym wszystkim dookoła.
Kiedy zamówienie do nich dotarło, rozsiadła się wygodnie na swoim miejscu i skupiła pełną uwagę na Martinie i na jego opowieści. Daisy umiała słuchać – dzięki temu była niezłą dziennikarką. Teraz też nie przerywała, gdy mówił – nawet jeśli części jego historii brzmiały fantastycznie.
- Cieszę się, że to wiatr cię porwał a nie śmierciożercy – powiedziała wreszcie, gdy zakończył swoją historię. – Widzisz… wydaje mi się, że to co cię spotkało było rzeczywiście na tyle niezwykłe, że tylko ty i ludzie, których spotkałeś w tej chacie, padliście ofiarami tego wiatru. Jeśli oni nie zechcieli się podzielić swoimi przeżyciami z dziennikarzami to i nie bardzo kto miał o tym napisać – bo i nikt nie wiedział. Zresztą, śmierciożercy odwalili takie szaleństwo na Beltane, że uwaga wszystkich skupiła się na Polanie Ognisk. Sama Daisy pojawiła się tam drugiego maja i nawet wlazła z bratem do Kniei Godryka. – Gdybyś chciał to mogłabym o tym napisać – zaproponowała. – Tylko czy naprawdę byś chciał?
Nie musiała podawać tam informacji o imieniu i nazwisku Martina lub o innych biorących udział w tym ludziach. Cała historia brzmiała jak kolejny przejaw magii Beltane. Przynajmniej, kiedy usłyszała o niej opowiedzianą jego słowami.
- Beltane to noc miłości. Myślę, że to dlatego spotkałeś tam tę odprawiającą rytuał nieszczęśliwą żonę. I dlatego po nałożeniu wianka na głowę jej męża, pojawiła się ta druga, ta która była duchem. Nie jestem za dobra w takich sprawach, ale być może to była ta jedyna noc w roku, kiedy to wszystko mogło się przydarzyć – opisała. – Na twoim miejscu też wzięłabym udział w tym rytuale, żeby pomóc jej odzyskać męża. - Bo Daisy cóż... wierzyła w miłość.