Podziałało. Wiedziała to, gdy tylko rzuciła swoje zaklęcie, bo Erik mógł zaczerpnąć głęboki oddech. To jednak sprawiło, że zwróciła na siebie uwagę, bo trup w garniaku nie patrzył już na Erika. Nie patrzył też na Geraldine, która się na niego rzuciła (i odbiła jak od niewidzialnej ściany). Gorejące oczy patrzyły wprost na nią i mrugniecie okiem dalej była… widziała.
Widziała coś – i wiedziała, że to nie jest jawa. Że to tylko wizja. Wspomnienie, które wcale nie uleciało. Rozgwieżdżone niebo, spokojne morze – statek płynął. Kobieta i mężczyzna rozmawiali – ona, zakochana i wpatrzona w niego, a on… jakby bardziej myślał w tym o sobie. Victorii przyszło do głowy, że omotał, zbałamucił i chciał uciec, więc to, że pojawiła się na statku razem z nim, było mu zupełnie nie na rękę. Wizja ta jednak rozmyła się równie nagle, co się pojawiła, a oczy wypełnione czernią znowu na nią patrzyły.
To był drugi moment na refleksję – czemu to widziała? Czy to on jej to pokazał? Tak to wyglądało. Czy to był… on?
– To byłeś ty? Młodzieniec, który odmówił Mariannie? – zapytała, bo co innego i lepszego mogła zrobić? Póki nie atakował… lecz gdyby znowu zaczął coś robić, to już wiedziała co robić: ratować się rozpraszaniem magii, czyli jak zawsze. – Co się wam stało? I gdzie jest ta dziewczyna? – i przede wszystkim… – Czemu wciąż tutaj jesteś? – to było chyba najważniejsze pytanie. Dlaczego statek co jakiś czas wypływał. Dlaczego był pełny…
Pełny wspomnień. Dlaczego sprawił, że oni wszyscy padli nie przytomni?