28.09.2023, 22:41 ✶
Spojrzałem na Avelinę zaskoczony, próbując zrozumieć to jej nagłe zjadliwe poczucie humoru. Z początku nawet myślałem, że mówi poważnie, przez co się zauważalnie skrzywiłem, ale jej uśmiech wyrzucił z mojej głowy podobne wizje. Żartowała sobie ze mnie, była w tej chwili złośliwa, co zapewne było jej systemem obronnym albo rozładowaniem stresu... Cóż, magipsychiatrą nie byłem i nie zamierzałem.
Zamierzałem za to pozostać sobą.
- Odezwała się ta najsmaczniejsza - odparłem ironicznie, prychając przy tym. Szybko tego pożałowałem, bo, kurde, Avelina faktycznie była najsmaczniejsza. Wciąż plułem sobie w brodę za to, iż nie mogłem przywołać ze wspomnień, tak w pełni, naszego pocałunku. Zapewne pierwszego i ostatniego.
Zacisnąłem zęby z premedytacją, próbując wyrzucić to sobie z głowy. Były ważniejsze sprawy i zamierzałem się nimi zając w ramach wyższego priorytetu. Mieliśmy bowiem do czynienia z nekromancją, cholernie paskudnymi zaklęciami, które zabiorą nas na dno, jeśli będziemy tracić czas na obrzucanie się jadem.
- Avelino, czekaj - warknąłem, kiedy niespodziewanie zniknęła mi z oczu. Ruszyłem w kierunku atrium, przerywając rozglądanie się. I tak nic więcej nie byłem w stanie stwierdzić z oględzin, poza tym że byliśmy w ogromnych tarapatach, że wrogów mogło być więcej niż jeden albo jeden wszechpotężny, może nawet bardziej od samego Voldemorta, Grindewalda i Merlina razem wziętych. - Co ty wyprawiasz?! - szepnąłem do niej ostro, kiedy ją dogoniłem. Nie miała pojęcia o walce, a wyrywała się do przodu. Nie mogła wiedzieć, co zastanie w środku. Mogli to być jej znajomi Brygadziści, a równie dobrze stado potworów.
Sięgnąłem czym prędzej po różdżkę. Może jej nie potrzebowałem, ale z nią w dłoni czułem się pewniejszy siebie. Może nieco bardziej potężniejszy?
- Widzisz coś? - zapytałem, samemu też wytężając wzrok.
Rzut na percepcję
Zamierzałem za to pozostać sobą.
- Odezwała się ta najsmaczniejsza - odparłem ironicznie, prychając przy tym. Szybko tego pożałowałem, bo, kurde, Avelina faktycznie była najsmaczniejsza. Wciąż plułem sobie w brodę za to, iż nie mogłem przywołać ze wspomnień, tak w pełni, naszego pocałunku. Zapewne pierwszego i ostatniego.
Zacisnąłem zęby z premedytacją, próbując wyrzucić to sobie z głowy. Były ważniejsze sprawy i zamierzałem się nimi zając w ramach wyższego priorytetu. Mieliśmy bowiem do czynienia z nekromancją, cholernie paskudnymi zaklęciami, które zabiorą nas na dno, jeśli będziemy tracić czas na obrzucanie się jadem.
- Avelino, czekaj - warknąłem, kiedy niespodziewanie zniknęła mi z oczu. Ruszyłem w kierunku atrium, przerywając rozglądanie się. I tak nic więcej nie byłem w stanie stwierdzić z oględzin, poza tym że byliśmy w ogromnych tarapatach, że wrogów mogło być więcej niż jeden albo jeden wszechpotężny, może nawet bardziej od samego Voldemorta, Grindewalda i Merlina razem wziętych. - Co ty wyprawiasz?! - szepnąłem do niej ostro, kiedy ją dogoniłem. Nie miała pojęcia o walce, a wyrywała się do przodu. Nie mogła wiedzieć, co zastanie w środku. Mogli to być jej znajomi Brygadziści, a równie dobrze stado potworów.
Sięgnąłem czym prędzej po różdżkę. Może jej nie potrzebowałem, ale z nią w dłoni czułem się pewniejszy siebie. Może nieco bardziej potężniejszy?
- Widzisz coś? - zapytałem, samemu też wytężając wzrok.
Rzut na percepcję
Rzut N 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana