Nie oczekiwała od niego, że w chwilę zmieni patrzenie na rzeczywistość. Że w sekundę zobaczy coś, co ona widziała od dawna. Brak nadziei, jaki widziała w jego oczach, wcale jej nie zaskoczył – uważała, że na to będzie potrzeba czasu. Na to… i na wiele innych rzeczy, by pokazać mu, że można patrzeć inaczej, czuć inaczej, że nie musi otaczać się tą aurą beznadziei i samych złych myśli. Miał ją za naiwną? Zbyt ufną? Może taka była, może się myliła. Ale po stokroć wolała być naiwna, ale pozytywnie patrzeć przed siebie, dostrzegać na swojej drodze miejsca, gdzie świeci światło, niż nie widzieć ich w ogóle. Może i go idealizowała, może stawiała go w jaśniejszym świetle, niż był rzeczywiście natomiast… to była jej perspektywa i miała do niej pełne prawo. I to też nie tak, że robiła to bezrefleksyjnie i że była zaślepiona. Obserwowała go i myślała bardzo dużo, uważała, że dostrzega rzeczy, których on już po prostu nie widział, albo nie chciał widzieć bo tak mu było wygodniej. A był uparty. Był bardzo uparty i w tym uporze nie chciał dostrzegać niczego poza. Ale Victoria też była uparta. Nie pokazywała tego na każdym kroku, ale fakty były dokładnie takie. Nie zamierzała przyjąć do wiadomości, że dystansowanie się od ludzi jest właściwym wyborem, że to, że druga osoba ma względem jego jakieś emocje i uczucia, to coś złego – nie jeśli to nie powoduje nikomu żadnej szkody, a wręcz przeciwnie. Uważała wręcz to: że sam siebie nie doceniał i dlatego od czasu do czasu starała się mu przypominać, że nie jest wcale tak źle jak mu się wydawało. Być może mówiła mu to jednak zbyt rzadko, zbyt mało dobitnie… dzisiaj jednak powiedziała mu to bardzo dokładnie. A mogłaby i pewnie dużo więcej. Starała się być jednak delikatna i łagodna – czyli jak zawsze, ale na tyle stanowcza by coś… cokolwiek do tej upartej głowy dotarło. Sauriel był prawdziwie synem swego ojca. Nie tylko skórą z niego zdjętą, tak podobni jeden do drugiego, ale z charakteru… Eryka znała bardzo mało, lepiej znała Annę, bo Eryka głównie z opowieści, ale to co widziała do tej pory… No gdzieś tam się sklejało, że cholera jasna, byli do siebie podobni bardziej, niż pewnie chcieliby przyznać.
Przez moment obserwowała jak ojciec i syn mierzą się spojrzeniami – zmęczonymi, spokojnymi, pełnymi niewypowiedzianych na głos słów. Ale fakt był taki, że Eryk szukał go całą noc. Całą cholerną noc – oczywiste wiec, że był zmęczony. A Sauriel? Jakie emocje popchnęły go do tego, że był gotowy tutaj spłonąć? Również na pewno był zmęczony i potrzebował oczyścić głowę. Sen może nie wpływał na jego kondycje fizyczną, ale psychiczną – jak najbardziej.
Zmarszczyła nieco brwi, kiedy tym bezbarwnym, zmęczonym głosem powiedział jej że jest upierdliwa. Zamrugała kilka razy… ale się nie zdenerwowała. Chociaż miała jakieś niejasne wrażenie, że to on jest na nią zły. Trudno, niech będzie zły. Powtórzyłaby to za każdym innym razem, szukałaby go, próbowałaby mu przemówić… może nie koniecznie do rozsądku, co po prostu uświadomić to wszystko, co dzisiaj do niego mówiła. Ale za chwilę okazało się, że jednak błędnie oceniła wypowiedź, bo to miał być żart. Patrzyła w te jego czarne oczy, bezdenną otchłań i to ona się uśmiechnęła. Nieznacznie.
– Dopiero mogę zacząć być upierdliwa – bo nawet się nie starała. Ale to tez miał być żart. Przyjęła za to pomoc we wstaniu z ławki; może tego wcale nie potrzebowała, ale widocznie Sauriel potrzebował teraz tych gestów. Więc zimna dłoń złapała zimną dłoń… – Och – wyrwało jej się na nagłe słowa Eryka. – Oczywiście. Będzie mi bardzo miło – odparła i w zasadzie uważała, że to bardzo dobry pomysł, bo to oznacza, że będzie miała ich wszystkich na oku.
To był moment nieuwagi, kiedy nagle Sauriel ją objął, a ona ze zdziwieniem zerknęła na niego, jak zwykle zmuszona zadzierać głowę, by na niego spojrzeć. Oczywiście, że będzie dobrze. Oczywiście, że musiało być dobrze. W odpowiedzi leciutko prześlizgnęła dłoń wokół jego pleców, by objąć go w pasie, chciała go zapewnić dokładnie o tym samym. W drugiej dłoni trzymała różdżkę.
– Idziemy? – zapytała po chwili, mając na uwadze, że najbliższy kominek był kawałek stąd, Sauriel nie potrafił się teleportować, a najlepiej byłoby, gdyby zakrył swoje widoczne części ciała na wszelki wypadek, jakby miało na niego paść to słońce. – Czy chcesz jeszcze chwilę zostać?
W końcu jednak poszli.